Ratował innych, teraz sam potrzebuje ratunku - Łukasz walczy o życie!

Zbiórka na cel: Lek ratujący życie, mający zatrzymać postęp choroby - Radicut (roczne leczenie)
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 801 osób
40 428 zł (4,85%)
Brakuje jeszcze 792 762 zł
Wesprzyj

Łukasz Karaś, 30 lat

Nowa Sól, lubuskie

Stwardnienie zanikowe boczne (SLA)

Rozpoczęcie: 21 Marca 2018
Zakończenie: 21 Listopada 2018

Pragnę tylko jednego – dożyć kolejnych urodzin…

Łukasz wie, że nie ma piękniejszego uczucia niż uratowanie komuś życia. Jeszcze niedawno mknął karetką na sygnale do zasłabnięć i wypadków, niosąc pomoc jako ratownik medyczny. Przeganiał śmierć, ratując dorosłych i małe dzieci. Dziś sam potrzebuje ratunku, bo umiera! Jedyną szansą, aby zatrzymać postęp śmiertelnej choroby, jest podanie leku. Nie ma czasu, bo jeśli choć trochę się spóźnimy – nie będzie już kogo ratować!

Trzaśnięcie drzwi karetki, szalony bieg, reanimacja. Tak 2 lata temu wyglądało życie Łukasza. Ratownictwo medyczne było dla niego nie tylko pracą, ale też pasją i powołaniem. Barczysty, wysportowany, odważny, a jednocześnie pełen ciepła i spokoju – był stworzony, by być ratownikiem. Miał wtedy 27 lat i całe życie przed sobą. Dziś ma 29 i nie jest w stanie sam wstać, usiąść, podnieść się z łóżka. Gdy się go podnosi, leci przez ręce jak kłodę lub rozsypane po torze kręgle. Coraz gorzej mówi, bełkocze. Choroba zaatakowała mięśnie, odpowiedzialne za ruch, połykanie, mowę. Jeśli doprowadzi do paraliżu tych, które odpowiadają za oddychanie – to będzie koniec.

Zaczęło się od drżenia rąk i nóg, które wziął za przemęczenie, efekt pracy w dzień i nocy. Przecież był młody, prowadził zdrowy tryb życia – dieta, siłownia. Lekarz zapisał mu wtedy wapń i magnez. Objawy miały minąć. Tak się nie stało. Zdrętwiałe ręce, z których wypadały klucze i kubek, wiotkie nogi. Zaniepokojony Łukasz pojechał do szpitala. To tam, w tak dobrze znanym miejscu, do którego codziennie przywoził ludzi walczących o życie, zawalił się jego świat.

SLA. Stwardnienie zanikowe boczne. Choroba śmiertelna, polegająca na umieraniu komórek nerwowych, odpowiedzialnych za pracę mięśni. Chory na SLA przestaje się ruszać, mówić, jeść. Na końcu kona w mękach, umierając przez uduszenie.

Łukasz Karaś

Łukasz wie, że SLA to wyrok śmierci, odroczony w czasie o rok, może 2-3 lata. Wie, że to choroba, która nie odbiera sprawności intelektualnej, więc każdego dnia jest się świadomym tego, że traci się kontrolę nad ciałem. Że jest się zupełnie zależnym od innych. Że się umiera. Zamiast ratować chorych staje się jednym z nich. Zawsze walczył o życie innych. Nie spodziewał się jednak, że przyjdzie mu kiedyś walczyć o własne.

Choroba najpierw zabrała mu pracę – Łukasz wie, że niedługo nie będzie w stanie już wsiąść do karetki. Potem zabiera samodzielność – Łukasz nie jest w stanie iść do toalety, otworzyć drzwi, podnieść kubka, odkręcić butelki. Wraca do rodziców. Do dzisiaj nie wierzą w diagnozę, nie chcą wierzyć. Łukasz jest jedynakiem, ich ukochanym synem. To naprawdę jest takie dobre, kochane, moje, dziecko – płacze mama Łukasza. W apelach o pomoc zazwyczaj występują kilkuletnie dzieci. Tymczasem to przecież też jest dziecko. Dziecko...

W obliczu choroby większość ludzi poddaje się już na samym początku, tuż po usłyszeniu diagnozy – opowiada Łukasz. Mówi niewyraźnie, bardzo się jednak stara. Bo jakbyś zareagował, gdybyś usłyszał, że zostało Ci kilka miesięcy życia? Dla wielu brzmi to jak wyrok. Ze mną było podobnie. Nie potrafiłem pogodzić się z myślą, że zachorowałem. Jak większość ludzi na początku obwiniałem Boga. Pytałem go, dlaczego to właśnie mnie spotkało coś tak strasznego? A potem  zacząłem robić to, co zawsze radziłem swoim pacjentom. Walczyć o życie.

Łukasz Karaś

Kiedyś spędzał całe dnie w karetce, dziś mijają mu na rehabilitacyjnej sali. To jak praca – ciężka, bolesna, wykańczająca. Godziny ćwiczeń na siłowni. Kiedyś rzeźbił sylwetkę. Dziś stara się ratować każdy skrawek znikających mięśni. Tych odpowiedzialnych za życie. Ma za sobą też około 20 podań komórek macierzystych, dzięki którym wciąż może walczyć.

Teraz ma też szansę na powstrzymanie choroby. Jedyną szansę! Radicut to nowy lek, który ma hamować postęp SLA, zatrzymać paraliż mięśni, a tym samym uratować życie Łukasza! Sam lek ma pozytywne opinie zbierane wśród chorych na SLA. Są potwierdzone przypadki, kiedy chorym wraca mowa, a w ponad 33 % przypadkach chorzy zaczynają w miarę normalnie funkcjonować. Znajomi Łukasza są w trakcie organizowania pozwolenia na od Ministra Zdrowia na ściągniecie leku z zagranicy. Złożona też została prośba o refundację, nie wiadomo jednak, czy i jaka będzie odpowiedź. A Łukasz nie ma czasu. Musi dostać lek natychmiast, bo SLA postępuje każdego dnia. Inaczej czeka go śmierć.

Mówią, że dobro wraca do człowieka. Łukasz czynił tyle dobrego, a jednak spotkało go niewyobrażalne zło. Ma jednak wciąż nas, a my możemy podarować mu szansę na życie!

Tak bardzo marzę o tym by założyć rodzinę i mieć dzieci. Tak bardzo chcę żyć! Nigdy nie uważałem się za kogoś szczególnego i szczerze mówiąc nie wiem, w jaki sposób miałbym zachęcić Państwa, abyście to właśnie mi pomogli. Jeżeli jednak komuś z Was moja historia z jakiegoś powodu jest bliska sercu to proszę o pomoc, ponieważ bardzo, ale to bardzo jej potrzebuję.    

Łukasz Karaś

   

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 801 osób
40 428 zł (4,85%)
Brakuje jeszcze 792 762 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość