Ratujmy życie Patryka! Jest lek, który może mu pomóc

Zbiórka na cel: 5 cykli leczenia lekiem Blincyto
PILNE!
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
4 dni do końca
Wsparły 31 634 osoby
573 536,14 zł (38,13%)
Brakuje jeszcze 930 718,86 zł
Wesprzyj

Patryk Brzykcy, 20 lat

Wągrowiec, wielkopolskie

ostra białaczka limfoblastyczna oporna na leczenie

Rozpoczęcie: 31 Lipca 2018
Zakończenie: 27 Października 2018

15 Października 2018, 15:45
Patryk nie ma już czasu. Musi jak najszybciej rozpocząć leczenie!

Choroba Patryka sie rozrasta. Aktualnie jest w szpitalu i przyjmuje chemioterapię, na którą choroba jest oporna. Nic nie pomaga, jest coraz gorzej...

Jedyną szansą jest lek bardzo drogi, nierefundowany - Blincyto.  Patryk musi jak najszybciej go otrzymać, ale wciąż mamy za mało pieniędzy...

Jestem narzeczoną Patryka, on jest moją największą miłością. Straciłam już tatę - on też chorował na raka. Nie mogę stracić Patryka, on jest najważniejszy!

Cała rodzina bardzo prosi o pomoc. Liczy się każdy grosz, który przybliża nas do uratowania życia i zdrowia naszego Patryka.

Natalia

Patryk Brzykcy

 

*******


Patryk cały czas dzielnie walczy z rakiem, ale jego silna wola nie wystarczy... Obecnie przebywa w szpitalu, jednak lekarze niewiele są w stanie zrobić. 

Białaczka jest oporna na chemioterapię, dlatego Patryk jak najszybciej musi wziąć lek ostatniej szansy - Blincyto.

Dziękujemy Wam za dotychczasowe wsparcie i prosimy, byście dalej wspierali Patryka i namawiali innych do pomocy. Tylko wtedy jest szansa i nadzieja...

Nie możemy się poddawać!

Patryk Brzykcy

Dzisiaj tu jestem, a za tydzień już mogę nie żyć - tak działa białaczka. Mam bolesną świadomość mojej choroby i tego, ile już przeszedłem i jakie mam jeszcze szanse. Prawda jest taka, że jeśli nie przyjmę leku Blincyto, tych szans nie mam… 1,5 miliona złotych - tyle kosztuje moje życie. Bez leczenia nie wygram, a nie chcę umierać! Mam dopiero 20 lat, kochającą rodzinę, przyjaciół, wspaniałą dziewczynę. Muszę walczyć - dla nich, nie pozwalają mi się poddać. Ale nie zabronią mi myśleć o tym, że śmierć czeka za mną tuż za rokiem… Proszę o pomoc w walce z rakiem. Bez leku nie zostało mi wiele czasu.

Mam na imię Patryk, zachorowałem zaraz po 18 urodzinach. Przyszła dorosłość, a z nią śmiertelna choroba. Na początku bolały stawy, kolana, plecy. Gdy nie pomagali ortopedzi, lekarz rodzinny zapisał antybiotyk. Na nic, było coraz gorzej. Pierwsze badania krwi zaniepokoiły lekarzy, powtarzali je kilka razy. Położyli mnie do szpitala, potem przyszła mama i powiedziała te straszne słowa… Wiedziałem już, że mam raka, że jesteś śmiertelnie chory…

Patryk Brzykcy

Szok, niedowierzanie - takie uczucia przychodzą najpierw. A potem zwątpienie - nie chciałem walczyć, nie chciałem tego wszystkiego, całego cierpienia, które wiąże się z walką z rakiem. Chciałem wyprzeć chorobę, po prostu się poddać. Ale nie pozwolili mi na to. Moja kochana dziewczyna powiedziała, że nie wolno mi, że muszę walczyć, bo żyję nie tylko dla siebie. Co miałem więc zrobić? Musiałem żyć - dla moich bliskich! Rozpoczęła się walka…

W listopadzie 2016 roku, kilka dni po diagnoze, zaczęła się chemia. Po jej zakończeniu nadal miałem zajęty szpik w 40%, jednak pozwolili mi wyjść na Święta Bożego Narodzenia do domu. Moja odporność była właściwie zerowa, cały czas ryzykowałem życiem. Przed sylwestrem wróciłem do szpitala na drugą chemię, znacznie silniejszą. Tą zniosłem o wiele gorzej… Dwa tygodnie byłem nieprzytomny, przyplątały się paskudne powikłania, podejrzewano sepsę. Jakoś się z tego wykaraskałem, ale szpik nadal był zajęty, więc czekała mnie trzecia seria chemii.

Po niej przyszła wymarzona wiadomość - jest remisja! Mogłem przygotować się do przeszczepu szpiku, dawcą był mój starszy brat Marcin. To była ogromna szansa, w końcu zacząłem myśleć, że się uda! Przeszczep przeszedł bez problemów, już po miesiącu byłem w domu! Mijały kolejne tygodnie, a o przebytej walce ze śmiercią przypominały mi tylko badania kontrolne. Czułem się dobrze, wyniki były w normie. Naprawdę sądziliśmy, że ten koszmar już za nami…

Patryk Brzykcy

W lutym tego roku wyniki pokazały, że w szpiku jest 1,5% blastów, choroba resztkowa. Lekarze zdecydowali o “doszczepce” limfocytów T, znów od brata. To miało pomóc, ostatecznie wyeliminować białaczkę. Stało się inaczej… Niemal rok od daty przeszczepu, 3 kwietnia 2018 roku, jak grom z jasnego nieba spadła na mnie diagnoza - wznowa białaczki. Nowotwór postanowił pokazać, że tak łatwo się nie podda. Wszystko zaczęło się od nowa…

Trafiłem do szpitala na trzy długie miesiące. Jedna chemia, potem druga. Tym razem powikłania były jeszcze silniejsze. Ból nie do opisania, wątroba ledwo pracowała. Wykańczały mnie krwotoki z nosa, z którego wychodziły skrzepy wielkości pięści. To były straszne chwile… Najgorsze jednak były wiadomości, że to na nic, że chemia nie pomaga. 23 czerwca, dzień przed dwudziestymi urodzinami, wypisali mnie do domu. Dziś znów jestem w punkcie wyjścia, ze szpikiem zajętym w prawie 40%. Wszystkie refundowane możliwości leczenia się wyczerpały, mam tylko jedną szansę - lek Blincyto. Niezwykle drogi, nierefundowany. Moje leczenie będzie kosztowało 1,5 miliona złotych. To gigantyczna kwota, mam świadomość, jak trudno będzie ją zdobyć. Nie wiem nawet, czy doczekam leczenia…

Patryk Brzykcy

Po tym wszystkim co przeszedłem, nie poddam się, będę walczył. Jeśli leczenie dojdzie do skutku, czeka mnie kolejny przeszczep i szansa na pokonanie białaczki! Jeśli tylko uzbieramy tę niewyobrażalną kwotę… Bardzo proszę o pomoc. Mam dopiero 20 lat, tak wiele bym chciał zrobić. Nie chcę zostawiać rodziców, rodziny i przyjaciół, nie mogę zostawić mojej Natalki… Muszę wierzyć i walczyć do końca.

Patryk


*******

Przeczytaj:

wągrowiec.naszemiasto.pl

portalwrc.pl

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
4 dni do końca
Wsparły 31 634 osoby
573 536,14 zł (38,13%)
Brakuje jeszcze 930 718,86 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość