Pilne! Rak szaleje w jej małym ciele. Nie pozwólmy, by umarła!

Zbiórka na cel: immunoterapia przeciwciałami anty GD-2 Dituximab beta
PILNE!
Alicja
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 5 570 osób
122 601 zł (17,78%)
Brakuje jeszcze 567 000 zł
Wesprzyj

Alicja , 2 lata

neuroblastoma IV st

Radom, mazowieckie

Rozpoczęcie: 27 Kwietnia 2018
Zakończenie: 20 Czerwca 2018

Nie ma zbyt wielkiej kwoty, by wyrwać dziecko śmierci, jest za to czas, który kurczy się z dnia na dzień. Jeśli komuś uda się ocalić życie tej dziewczynki, to tylko nam i tylko wtedy, jeśli będziemy ratowali ją wszyscy razem...

Najbardziej bolało, gdy patrzyłam bezsilnie na jej łzy. W buzi cały czas trzymała smoczek, zagryzała go z bólu, na który nie pomagały żadne leki. Po operacji usunięcia nowotworu z nadnercza, na sali pooperacyjnej wciąż miała w ustach swój smoczek, tyle zostało z dzieciństwa. Odkładała go tylko na chwilę, kiedy wymiotowała krwią po pierwszych dawkach chemii...

Różowy smoczek nie pasuje do sterylnej zieleni oddziału intensywnej terapii, dzięki temu momentalnie przykuwa wzrok. Tak stanęła do najtrudniejszej walki w życiu i o życie – 2-letnia Ala i okrutny nowotwór – ten, który wciąż zabija dzieci…

Tylko rodzic wie, jak łatwo można zauważyć, że z dzieckiem dzieje się coś złego, bo 2-letnia dziewczynka błyskawicznie reaguje na ból. Alusię bolały nóżki, a gorączki nie udawało się zbić żadnymi lekarstwami. Jestem pewna, że już pierwszy lekarz, który ją zobaczył, zdawał sobie sprawę, że to będzie szalona, ale bardzo krótka walka. Na początku tygodnia Alusia śmiała się i cieszyła, przybiegała do łóżka, dosłownie wypełniała cały dom. Na końcu tygodnia siedziała smutna i zapłakana na izbie przyjęć, a lekarze robili badania. Nikt się nie uśmiechał, nikt nie dawał nam złudzeń, a ja potrzebowałam wtedy choć jednego słowa otuchy...

Dostałam za to diagnozę, która zmieniła życie w koszmar walki o życie. Alusia umiera, rak – neuroblastoma, jest niemal wszędzie, bo lewego nadnercza przedostał się do szpiku i kości. O jej życiu zdecyduje kilka najbliższych miesięcy. To najgorsze słowa, jakie może usłyszeć rodzic. Pamiętam, jak dbałam o nią, kiedy była jeszcze w brzuchu, jak chciałam dla niej jak najlepiej.

Teraz moje 2-letnie dziecko umiera, a lekarze zastanawiają się, z której strony uderzyć w raka. Od czterech miesięcy robimy wszystko by wytrwać, by zmusić jej maleńki organizm do heroicznej walki, na której końcu będzie śmierć albo życie. Te pięć miesięcy rozpięte pomiędzy klinikami w Warszawie i Wrocławiu, z których właściwie nic nie pamiętam, wypełnił ogromny ból i strach. Od pięciu miesięcy nie śpię, bo moja córeczka nie wyszła właściwie ze szpitala. Gdyby było wiadomo, że przetrwamy tę chemię, przeszczep i naświetlenia, zacisnęłabym zęby i nadal przy niej trwała z pokorą. Jednak wiem, że Neuroblastoma to zabójca, choroba podstępna, taka, która zabrała już wiele dzieci.

Jestem przy niej, kiedy ból przekracza jej granice, kiedy chemia wypala nie tylko raka, ale i jej ciało, jestem, kiedy płacze i kiedy śpi po godzinach walki. Urodziłam ją po to by żyła, nie po to by umierała i nigdy nie pogodzę się z cierpieniem, które ma iść na marne. Alusia przeszła już wszystkie bloki chemii i doszła do tej ostatniej – megachemii, która zniszczy jej odporność, by maksymalnie podnieść szansę udanego przeszczepu szpiku.

To będzie kluczowy moment, po którym okaże się, czy wygraliśmy. Jeśli Nowotwór powróci, zabije moją córeczkę, bo 2-letnie dziecko nie poradzi sobie ze wznową. Lekarze nazwali naszą największą szansę – immunoterapia – leczenie, które podniesie nasze szanse i sprawi, że wygramy. Bardzo skuteczne i bardzo drogie – za bardzo, jak dla nas...

Bez pomocy to wszystko, co przeszliśmy, nie będzie miało sensu, nasza córka nie wygra, a jedyne co po niej zostanie to wspomnienia i różowy smoczek, który pomagał ukoić ból.

Na podjęcie leczenia ostatniej szansy mamy bardzo mało czasu. Megachemia, zwana też chemią zerującą, to wyjątkowo potężna dawka chemioterapii, po której dziecko rozpoczyna ostatnie starcie. Od mojej córeczki pobrano już szpik. W maju przejdziemy radioterapię i zaczniemy czekać na cud. Naszym cudem jest właśnie leczenie przeciwciałami anty GD2.

Już na samym początku leczenia, można podnieść szanse mojego dziecka o 20%!
Kiedy było naprawdę źle, szeptałam jej do ucha, że damy radę i wyjdziemy ze szpitala w Warszawie razem, że zabiorę ją do domu, że będziemy razem czekały, aż dorosną jej włosy. To wszystko może się ziścić, ale trzeba zapłacić za to ogromną cenę.

Błagam Was jako matka dziecka, które trwa w zawieszeniu, pomiędzy życiem i śmiercią. Pomóżcie mi uratować moje dziecko. Marzę, by wreszcie wykraść ją z objęć raka, by ochronić i być może, będę miała jedyną w życiu szansę. Błagam, nie pozwólcie jej odejść…
Mama

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 5 570 osób
122 601 zł (17,78%)
Brakuje jeszcze 567 000 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość