Przegrywam z rakiem – idzie po mnie śmierć. Boje się, dlatego proszę o ostatnią szansę!

Zbiórka na cel: zakup leku Avastin, Zuvimide, Etophophos, Adexa, Depocyte
Zbiórka zakończona
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 14 087 osób
282 954 zł (102,99%)

Konrad Pokora, 21 lat

guz mózgu z przerzutami do rdzenia kręgowego

Lubin, dolnośląskie

Rozpoczęcie: 03 Sierpnia 2018
Zakończenie: 19 Sierpnia 2018

07 Sierpnia 2018, 13:34
Zaczynamy walkę o życie!

Za oknami lato , temperatury sięgają 30 stopni. Konrad nie ma wakacji – walczy o życie. Kolejny raz stoi na granicy, tyle że teraz jest gorzej, rak jest ogromny, a Konrad ma znacznie mniej sił.

Dzisiaj rozpoczęło się leczenie ostatniej szansy! Dzisiaj zatrzymujemy na chwile swój czas, by być myślami na oddziale z Konradem, choć na chwile...

By leczenie mogło trwać, potrzebna jest pomoc i ogromna suma pieniędzy. Drugiej szansy nie będzie!

Konrad Pokora

Patrzyłam na mojego małego synka całego w opatrunkach i bandażach. Byłam szczęśliwa – Moje 4-letnie dziecko przetrwało 8-godzinną operację mózgu, podczas której mogło stać się wszystko. Nie sądziłam, że matka może czuć się szczęśliwa, trzymając rękę swojego dziecka na OIOM-ie. Konrad obudził się, spojrzał na mnie i powiedział – Mamusiu przepraszam, już będę grzeczny... W tej chwili puściło wszystko – płakałam, z żalu z bezradności ze szczęścia i ze złości, na życie, które tak podle rozpoczęło się dla mojego synka. Teraz Konrad ma 21 lat i życie, które próbuje z niego zrezygnować. Jeśli nie dostanie leku, umrze i choć on jest najdzielniejszym wojownikiem, ja nigdy nie pogodzę się z tym, że go nie ma...

Konrad Pokora

To było 18 lat temu, a znam każdą datę, godzinę i pamiętam kolor ścian w każdej sali, do której wchodziłam ze ściśniętym żołądkiem… Nie da się zapomnieć umierania i walki o życie swojego dziecka. Wtedy wydawało mi się, że to jakiś zły sen, który minie. Jeśli jednak jest to sen, to dlaczego nie możemy się z niego wybudzić od tylu lat?

Konrad miał 4-latka, myślał w życiu o wszystkim tylko nie o chorowaniu, ale mimo to nie umknął mi żaden szczegół. Widziałam, że dzieje się coś złego... Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zbliża się tak wielkie zło –traktowałam to jako obserwację, starałam się być czujna.
Kiedy chodził po schodach, prosił, abym podała mu rękę, tracił równowagę, nie potrafił iść prosto. Lekarka rodzinna skierowała nas do okulisty, stamtąd odesłano nas do neurologa, który zlecił tomograf. Przez 3 dni, które mieliśmy do badań, modliłam się niemal bez przerwy.

Konrad Pokora

“Guz mózgu 4x5 cm. od poniedziałku musicie się zgłosić się do szpitala…” Z perspektywy czasu cieszę się, że nie zostawili nam więcej czasu, bo chyba bym tego psychicznie nie wytrzymała. Nowotwór już następnej nocy pokazał, że lekarze się nie pomylili. Konrad obudził się rano z okiem skierowanym do środka.
Przed operacją rozmailiśmy z lekarzem, który powiedział wprost – “wszystko okaże się w trakcie, będziemy robili co możemy”
Pamiętam te 8 godzin na krześle przed salą i wielkie szczęście z tego, że Konrad mówi, pamiętam jaka szczęśliwa byłam, że wyciąga do mnie rękę, że widzi, słyszy…

Lekarz od początku mówił, że nie podoba mu się guz, który wyciął. Jego przypuszczenia potwierdziły badania. Powiedzieli mi to nad łóżkiem, bez zbędnych wstępów, bez próby łagodzenia – jeden z najbardziej złośliwych guzów – medulloblastoma 4 stopień…

Wybiegłam na korytarz, osunęłam się po ścianie w dół. Płakałam, a nade mną stali lekarze. Pierwszy raz emocje wygrały, pierwszy raz poczułam, że przegrałam…

Przekazano nas na hematologię, oddział, na którym według niektórych osób zaczyna się prawdziwa walka o życie. Oddział, na którym nikt nie ma siły się uśmiechać, a mimo to każdy to robi, by nie tracić zmysłów. Jedne dzieci wracały do domów, inne…

Po kilku miesiącach byliśmy w gronie szczęśliwców. Jeszcze radioterapia, na dobicie, 35 naświetleń, po każdym z nich Konrad wychodził, trzymając w ręku misia – w nagrodę, choć największą nagrodą była szansa na resztę życia. On wtedy jeszcze o tym nie wiedział.

Do dzisiaj mamy wszystkie 35 misiów – trofeum i pamiątka, choć na pamiątki to jeszcze nie czas!

Konrad Pokora

Nie musiał o niczym wiedzieć – chciałam, żeby o tym nie pamiętał, chciałam, żeby po prostu żył…

Nasze normalne życie trwało 12 lat, udało nam się o chorobie zapomnieć. Pewnego dnia Konrada mocno zabolały plecy, myśleliśmy, że może się uderzył i ból wkrótce minie. Wynik badania zwalił nas z nóg, ta podstępna choroba wróciła do syna i to ze zdwojoną siłą, Konrad oprócz guzów w głowie ma przerzuty do rdzenia kręgowego. Nie ma już szansy na operację... Konrada znów podpięto pod rurki z chemią, ale już bez tego entuzjazmu i ogromnej woli walki co kiedyś. Teraz nowotwór wygrywa, zatrzymuje się na chwilę pod wpływem chemioterapii, by za chwilę uderzyć ze zdwojoną siłą…

W kwietniu 2014 na końcu wkłucia centralnego pojawiła się skrzeplina, która już zbliżała się do serca, trzeba było szybko operować, bo życie Konrada było mocno zagrożone. Pacjent z zaawansowanym nowotworem na oddziale kardiologicznym… Próba sił jednego człowieka ze wszelkimi przeciwnościami losu na raz…

Latem 2016 roku po powrocie z upragnionych wakacji lekarze zrobili kontrolny rezonans, który wykazał niestety progresję guzów, postanowiono podać inną chemię.

Wkrótce Konrad zaczął mieć problemy z równowagą, obecnie jego nogi są tak słabe, że porusza się na wózku inwalidzkim. Gdy powiedzieli nam lekarze, że wszystkie możliwości leczenia w Polsce zostały wykorzystane, nasz świat rozleciał się na milion drobnych kawałków. Boże, jakie to jest straszne uczucie, gdy pytanie, czy moje dziecko umrze, zmienia się na, kiedy umrze…
“Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…” Te słowa usłyszałam od mojego 21-etniego syna…

Konrad Pokora

Konrad nie chce już jeździć po świecie, szukać szans, i rozczarowań. Mi serce podpowiadało, że to jeszcze nie czas na leczenie paliatywne.
Jednak nasi wrocławscy lekarze z kliniki Przylądek Nadziei okazali się cudownymi empatycznymi ludźmi i znaleźli ostatnią możliwość leczenia. Obecnie Konrad jest leczony według protokołu Memmat, który w Polsce jest leczeniem eksperymentalnym.

Nie wierzę, że to jego czas, że musi zejść ze sceny, mimo że walczył tak dzielnie przez tyle lat. Nie proszę tylko o pieniądze na leki, ale o ostatnią nadzieję mojego syna, o jedyną szansę, by wyjść ze szponów śmierci, by odwlec wszystko, co złe i kupić jeszcze kawałek normalnego życia. To jest mój najdzielniejszy na świecie syn, który nigdy nie płakał ani się nie skarżył, chłopak, który zasługuje na to, by jeszcze jeden raz podać mu rękę…

Proszę...
Mama

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 14 087 osób
282 954 zł (102,99%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość