"Możemy stracić wszystko - tylko nie ją..." Martynkę zabija rak, pilnie potrzebna Twoja pomoc!

Zbiórka na cel: łączona chemioterapia z immunoterapią anty-GD2 w klinice w Greifswaldzie
PILNE!
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 31 923 osoby
629 513,89 zł (39,82%)
Brakuje jeszcze 951 336,11 zł
Wesprzyj

Martynka Kaczmarek, 4 lata

Rybnik, śląskie

Neuroblastoma IV stopnia, nowotwór złośliwy nadnercza lewego z przerzutami do wątroby, płuc, kości i szpiku w najwyższym stopniu zaawansowania klinicznego

Rozpoczęcie: 26 Października 2018
Zakończenie: 1 Grudnia 2018

Największy, najczarniejszy strach to ten o życie dziecka… O ten mały wielki cud. Nasz może skończyć się w jednej chwili. W ciele Martynki szaleje rak… Z każdym dniem patrzymy przerażeni, jak nasza córeczka gaśnie. Zabiją ją najgroźniejszy, najbardziej śmiertelny dziecięcy nowotwór. Chemioterapia nie działa. Ratunek dla Martynki jest w Niemczech, w szpitalu w Greifswaldzie. Musimy jednak jechać tam już zaraz, już teraz! My już nie prosimy, my błagamy o każdą, nawet najmniejszą pomoc. Inaczej życie naszej córeczki skończy się w wieku 4 lat…

Martynka Kaczmarek

Dom jest tam, gdzie jest nasza córeczka – dlatego od ponad pół roku jest nim oddział onkologii… Oddział gasnących światełek. Każdy zna te obrazy, z filmów, z reklam – szpitalne drzwi, puste łóżeczka, kroplówki z chemią i dzieci o łysych główkach… My też znaliśmy. Dziś jednym z takich dzieci jest nasza Martynka. Nasze największe szczęście, nasza córeczka, ciekawska, uparta, która wypełniała dom swoim śmiechem, która lubiła przebierać się za księżniczkę i kochała kolor zielony… Dziś cierpi, z każdym dniem coraz mniej przypomina siebie. Nigdy nie sądziliśmy, że nasze życie, jej życie będzie wyglądać jak teraz… Że będzie musiała o to życie walczyć.

Rak. Jej ból. Nasz strach. Przerzuty… Przy każdym badaniu, każdej wizycie lekarza zatrzymane serce i wstrzymany oddech. Jak źle jeszcze będzie? Tak dziś wygląda każdy nasz dzień.

Martynka Kaczmarek

Nasz świat skończył się 26 marca 2018 rok. Martynka od jakiegoś czasu źle się czuła… To była wiosna, czas infekcji, pierwszy rok córeczki w przedszkolu… Ciągłe przeziębienia – to jednak normalne u przedszkolaków, prawda? W marcu nagle zaostrzenie objawów – stan grypopodobny, gorączka, bol brzuszka, ból nóżek. Kolejne leki nie pomagały… W ciągu kilkunastu dni cztery razy byliśmy z Martynką u pediatry. Wynik morfologii krwi i badanie, które wykazało znacznie powiększoną wątrobę – wtedy zaczęło do nas docierać, że jest bardzo źle. 26 marca byliśmy w szpitalu w Rybniku, dzień później już na Oddziale Onkologii, Hematologii i Chemioterapii w Katowicach. Nie wyszliśmy już stamtąd. Czas płynie, świat ciągle trwa, ale dla nas jakby się zatrzymał.

Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się, że nasza mała córeczka umiera. Na wątrobie był guz o wielkości 10 centymetrów. Na nadnerczu – guz 5-centymetrowy... Przerzuty do płuc, kości i szpiku w najwyższym stopniu zaawansowania… Neuroblastoma, nowotwór bardzo agresywny, śmiertelnie niebezpieczny. Zabójca małych dzieci. Większość nie ma skończonych nawet dwóch lat… Połowa zaatakowanych przez niego małych pacjentów umiera.

Martynka Kaczmarek

W cierpieniu nie ma nic szlachetnego, w cierpieniu dziecka – tym bardziej… Nie wiemy, nie rozumiemy, dlaczego zachorować musiała akurat ona, taka mała, taka niewinna. Śmiertelna choroba własnego dziecka to koszmar. To ból nie do opisania. Wszystko, co było kiedyś, przestało mieć znaczenie – liczy się tylko jedno: by Martynka żyła. Zamieszkaliśmy w szpitalu. Spodziewaliśmy się wtedy drugiego dziecka. Ciąża była zagrożona… Dziś Maks jest już z nami, Martynka nadal walczy. Przez ponad 20 tygodni strach był jednak podwójny – mogliśmy stracić nie jedno, ale dwoje dzieci.

Martynka przeszła 8 cykli chemii, potem 2 kolejne, jeszcze bardziej agresywne… Straciła włoski, płakała, nie spała, nie jadła. Przeżywaliśmy to razem z nią, ten strach i ból. Świadomość, że nie można pomóc własnemu dziecku – czyż jest coś gorszego dla rodzica? Dni odmierzały tylko kolejne cykle chemii, a każdemu towarzyszyła nadzieja, że się uda, że Martynka wyzdrowieje. Nie udało się… Usunięto guz nadnercza, ale w wątrobie jest wciąż rak, zmiana jest nieoperacyjna. Szpik jeszcze do niedawna był czysty, ale wciąż są zmiany w kościach… Choroba wycofała się w niektórych miejscach, w innych wciąż postępuje… Rak atakuje dalej. Martynka wciąż umiera!

Martynka Kaczmarek

Szpital w Greifswaldzie, gdzie leczą się dzieci w najbardziej zaawansowanym stadium neuroblastomy, gdzie stosuje się terapię łączoną – chemioterapię połączoną z immunoterapią ANTY-GD2 – to prawdopodobnie jedyna szansa na życie dla naszego dziecka. Jeśli uda się powstrzymać postęp choroby, jeśli zmiany w wątrobie się zmniejszą, jest nadzieja na operację, a wtedy Martynka może żyć i być zdrowa… Nie mamy złudzeń, neuroblastoma to rak, który zabija i wraca, ale mamy też wiarę, która trzyma nas przy życiu, że nasza córeczka będzie żyć.

Rak z każdym dniem jest coraz silniejszy, Martynka coraz słabsza, a my coraz bardziej przerażeni. Ten apel to wyraz naszej rozpaczy i desperacji. Mówią, że życie nie ma swojej ceny – życie naszego dziecka ma. Jeśli nie zdobędziemy tych gigantycznych pieniędzy, Martynka umrze. Nie planujemy przyszłość, modlimy się tylko o każdy kolejny dzień, spędzony razem. Modlimy się też i prosimy o cud, aby udało się zebrać pieniądze, abyśmy byli w Greifswaldzie jak najszybciej. Błagamy, pomóż, zrób to teraz, nie czekaj, nie odkładaj tego na jutro, bo jutra dla naszej córki może już nie być.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 31 923 osoby
629 513,89 zł (39,82%)
Brakuje jeszcze 951 336,11 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość