Białaczka po raz trzeci rzuciła nas na kolana... Pilnie potrzebny lek!

Zbiórka na cel: 2 cykle leczenia lekiem Blincyto - jedyna szansa na pokonanie białaczki
PILNE!
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
8 dni do końca
Wsparły 5 053 osoby
161 774 zł (27,96%)
Brakuje jeszcze 416 786 zł
Wesprzyj

Kamil Kasprzyk, 17 lat

ostra białaczka limfoblastyczna - WZNOWA

Faściszowa, małopolskie

Rozpoczęcie: 08 Czerwca 2018
Zakończenie: 30 Sierpnia 2018

31 Lipca 2018, 12:19
Kwota zmniejszona o ponad 40 tysięcy. Walka o życie Kamila trwa

Rodzice Martynki Węglarz:  (https://www.siepomaga.pl/zycie-martynki) postanowili przekazać środki zebrane dla ich córeczki dla Kamila! Leczenie Martynki, decyzją NFZ, będzie refundowane, dlatego niewykorzystana kwota może uratować inne dziecko - w tym przypadku Kamila. Zbiórka jest zmniejszona o 43 tys. złotych, ale nadal brakuje ogromnej kwoty, by rozpoacząć leczenie...

Prosimy o pomoc dla Kamila. Ma coraz mniej czasu...

Pokaż wszystkie aktualizacje

Białaczka - zabójcza choroba, która nie chce odpuścić. Wdarła się w nasze życie dziesięć lat temu, potem przyszła znów po pięciu latach. Myśleliśmy, że ją pokonaliśmy, ale ona kolejny raz wróciła by zabić Kamila, mojego syna. Musimy ją pokonać, wygnać z naszego życia! Proszę, pomóż nam.

On nie powie, że się boi, nie pokaże, że jest mu strasznie źle… W tym roku skończy 18 lat, tak bardzo chce być dzielny… Gdy miał 8 lat i białaczka przyszła po raz pierwszy, nie wstydził się płakać. Płakał za straconymi miesiącami dzieciństwa, gdy jego koledzy szaleli na podwórku, a on oglądał słońce tylko przez szpitalne okno; gdy jego rówieśnicy szli do szkoły, a on przyjmował kolejną chemię; gdy koleżanki i koledzy bawili się beztrosko, a on żegnał na zawsze kolegę ze szpitalnego pokoju...  Teraz tylko w jego wzroku widzę rozpacz i nie mogę pozwolić mu się poddać! Musimy stanąć kolejny raz do walki, jednak tym razem sami sobie nie poradzimy. Proszę, pomóżcie mojemu synowi. Kamil musi żyć!

Kamil Kasprzyk

Zaczęło się w wakacje - Kamil zachorował, miał gorączkę, osłabł. Pomyśleliśmy - zwykłe przeziębienie, poleży kilka dni w domu i będzie jak nowo narodzony! Ale dni mijały, a antybiotyki nie pomagały ani trochę. Widziałam na jego nogach i rękach siniaki, ale przecież to znak rozpoznawczy żywych ośmiolatków, tym bardziej tych, które spędzają dzieciństwo na wsi i wszędzie ich pełno. Dopiero potem okazało się, że to były pierwsze ślady zabójczej choroby - białaczki…

Gdy usłyszałam diagnozę, nie docierało to do mnie. Uświadomiłam sobie dopiero po kilku dniach, gdzie jesteśmy, na jaki oddział trafił mój syn. Że tam się przecież umiera! Była silna chemioterapia i powikłania - zapalenie trzustki, uczulenie na kluczowy lek (Elapsę), przerwy w leczeniu… Jednak jakoś to znieśliśmy, przetrwaliśmy! Lekarze ogłosili zwycięstwo! Wróciliśmy do naszego życia, jak do najwspanialszego raju. Cieszyliśmy się sobą, każdą chwilą, po prostu - codziennością bez raka. Został tylko kontrolne wizyty w szpitalu.

Właśnie podczas jednej z nich, w 2013 roku, usłyszeliśmy to, o czym myśl mroziła nam krew w żyłach od dawna. Wznowa… W przypadku Kamila była to wznowa izolowana. Ciężka operacja, znowu chemioterapia i tym razem też naświetlenia. Dramat nastolatka, dramat całej rodziny… Trzeba było odłożyć marzenia i plany by znów stanąć do walki. Ten czas również przetrwaliśmy, przy wsparciu rodziny i wspaniałych przyjaciół. Powoli zapominaliśmy o tym koszmarze… Kamil zaczął szkołę zawodową, chce zostać kucharzem. Zapisał się na swój wymarzony kurs na prawo jazdy, właśnie miał rozpoczynać zajęcia praktyczne…

I wtedy potwór znowu zaatakował. Jeszcze w marcu kontrola nie wykazała niczego niepokojącego. Kolejna miała być dopiero w październiku… Białaczka miała jednak inne plany, postanowiła podstępnie wrócić już po raz kolejny, a dowiedzieliśmy się o niej zupełnie przypadkiem…

Kamil Kasprzyk

Kamil przewrócił się, bardzo bolał go nadgarstek. Pojechaliśmy na pogotowie. Na rentgenie nie było widać złamania, ale dziwne plamy na kości. Skierowanie do szpitala w Krakowie, a tam już wszystko potoczyło się błyskawicznie. Już pierwsze badanie wykazało - wznowa, 70% szpiku zajętych przez nowotwór. Nie wierzyłam ja, nie wierzył Kamil. Dlaczego znowu, dlaczego właśnie teraz?! Syn miał zaraz zacząć jazdy, znać wymarzony egzamin… Pamiętam, że jego pierwsze słowa po diagnozie dotyczyły właśnie tego: “Mamo, i co teraz? Jak ja zdam prawo-jazdy…”

Plan o rozpoczęciu kursu zmienił się w inny - przeżyć. Po raz trzeci wygrać, tym razem ostatecznie, bo przecież do trzech razy sztuka, prawda? Żeby tak się stało, nie wystarczy tylko hart ducha i modlitwa. Potrzebny jest lek, bardzo drogi… Kamil przechodzi chemioterapię, potem musi wziąć Blinatumomab. Kolejnym etapem będzie przeszczep szpiku. Właśnie okazało się, że dawcą może zostać starszy brat Kamila! Wierzymy, że uda nam się sukcesem zakończyć leczenie, bo jeśli przeszczep się nie przyjmie, konieczna będzie dodatkowa seria Blinatumomabu…

Dlaczego się tego boję? Gdy lekarze mi powiedzieli, że lek kosztuje ok. 12 tysięcy, kamień spadł mi z serca - jakoś damy radę, to dużo pieniędzy, ale zgromadzimy je. Potem mnie sprowadzili na ziemię… Tyle kosztuje JEDNA DAWKA, a Kamil w jednym tylko cyklu musi ich przyjąć 24! To daje już zawrotną kwotę, gigantyczną. Jeśli będzie potrzebne kolejne podanie, to ta kwota się podwaja…

Skąd wziąć takie pieniądze? Nie wiem, ale zrobię wszystko, by się udało, bo inaczej mój syn nie ma żadnych szans… Błagam Cię i wszystkich, którzy usłyszą o naszej historii - pomóżcie mi ratować życie syna. Wierzę w moc ludzkich serc, dobroć małych gestów i w to, że dobro powraca podwójnie.. Proszę, pozwólcie mi cieszyć się życiem Kamila...

Błagam...

Mama


*************


Przeczytaj:

Interia.pl 

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
8 dni do końca
Wsparły 5 053 osoby
161 774 zł (27,96%)
Brakuje jeszcze 416 786 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość