Lek, który uratuje Tomka, kosztuje pół miliona. Rozpoczął się wyścig z czasem!

Zbiórka na cel: 2 podania leku Blincyto
Zbiórka zakończona
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 8 632 osoby
334 040 zł (100,01%)

Tomek Szmyt , 7 lat

ostra białaczka limfoblastyczna - WZNOWA

Swarzędz, wielkopolskie

Rozpoczęcie: 15 Maja 2018
Zakończenie: 22 Maja 2018

18 Maja 2018, 15:33
Zmniejszamy kwotę zbiórki

Mamy dobrą wiadomość - na leczenie Tomka udało się zgromadzić ok. 100 tys. złotych poza zbiórką na Siepomaga.pl, dlatego możemy zmniejszyć kwotę do zebrania!

Wciąż jednak brakuje ogromnej kwoty, by Tomek mógł rozpocząć leczenie ostatniej szansy. Walczymy dalej i wierzymy, że będziecie - jak zawsze - z nami! 

PILNE! Tomek ma ostatnią szansę na życie, która kosztuje pół miliona złotych! Na początku czerwca powinno rozpocząć się leczenie Blincyto. To jedyna nadzieja, że chłopczyk doczeka przeszczepu szpiku i pokona białaczkę. Rodzice Tomka proszą o pomoc… Tylko Ty możesz ocalić małe życie!

Miesiąc temu trafiliśmy do szpitala, bo wyniki krwi leciał na łeb, na szyję. Każda morfologia wychodziła gorzej, lekarz kazał jak najszybciej przyjechać na biopsję szpiku. Wynik powalił nas na kolana - to wznowa białaczki! Wszystko zaczynamy od nowa… Gdy synek się o tym dowiedział, załamał się… Musiał wypłakać i wykrzyczeć cały żal, który rodzierał jego małe serduszko. Ma dopiero 8 lat, a już drugi raz staną do walki ze śmiercią… Tym razem jest gorzej. Pierwszy przeszczep nie zadziałał, dlatego tym razem, po zakończeniu chemioterapii, konieczne będzie podanie leku Blincyto (blinatumomab). Bez tego całe leczenie na nic! Lek ratujący życie naszego synka nie jest refundowany. Mamy bardzo mało czasu, by zebrać gigantyczną kwotę... Błagamy o pomoc, bo sami nie damy rady…

Wszystko zaczęło się w 2016 roku. Tomuś miał 6 lat, kochających braci i rodziców przy boku, szczęśliwe dzieciństwo. Gdy syna zaczęło boleć kolano, nie podejrzewaliśmy najgorszego. Ale ból nie ustępował, do tego często powtarzały się stany podgorączkowe. Rozpoczęły się poszukiwania źródła problemu i tak od marca do czerwca zjeździliśmy chyba wszystkich możliwych specjalistów: od internisty po stomatologa. Wszystko na nic… Dopiero kolejny rozmaz zaniepokoił pediatrę. Do szpitala jechaliśmy już z podejrzeniem białaczki…

Przez wiele tygodni chcieliśmy w końcu poznać diagnozę, jednak nikt nie jest w stanie przygotować rodzica na tę najgorszą - nowotwór. Ale w szpitalu wykluczyli go! Nie da się opisać ulgi, z którą wróciliśmy do domu. Ale to był tylko chwilowy oddech, fałszywa nadzieja, drwina losu… Dni mijały, a parametry krwi dalej spadały. Pojechaliśmy do innego szpitala na kompleksową diagnostykę. I w tym szpitalu już zostaliśmy…

Nie wiedzieliśmy, jak powiedzieć 6-letniemu synkowi, że nie wróci do domu. Że jest bardzo chory, ma nowotwór i na kolejne miesiące zamieszka w szpitalu. Było ciężko, ale Tomek chciał tylko wiedzieć, czy zdąży wyjść do urodzin… Boże Narodzenie i Wielkanoc spędziliśmy w szpitalu. Była w nas jednak nadzieja - znalazł się dawca szpiku, przeszczep się udał! I tak swoje urodziny, które przypadają w maju, Tomuś mógł już spędzić w domu, wśród stęsknionej rodziny! Wyszliśmy z tej walki zwycięsko, synek wrócił do normalnego życia i tylko częste badania krwi i kontrolne wizyty w szpitalu przypominały o niedawnej walce ze śmiercią…

Białaczka to jednak bezlitosny wróg… Daje pozorne szczęście, czeka w uśpieniu, a potem atakuje ze zdwojoną mocą. W lutym mogliśmy odstawić leki immunosupresyjne, Jeszcze w marcu wszystkie wyniki były dobre, kolejną kontrolę mieliśmy mieć 25 kwietnia, przed majówką. W planach był urlop w górach, całą rodziną, by uczcić rok wygranej z białaczką. To miały być radosne chwile…

Niestety, nagle wyniki krwi zaczęły się pogarszać. Lekarze zdecydowali o punkcji szpiku. Pojechaliśmy na badania sami - tata i syn. Zostałem poproszony na rozmowę. W gabinecie czekała na mnie nie tylko nasza pani doktor, ale i szefowa kliniki, i pani psycholog. Ugięły mi się nogi, bo wiedziałem, że w tym składzie mają mi do przekazania najgorszą możliwą wiadomość. Usłyszałem, że jest wznowa…

Wierzyliśmy mocno, że przyjechaliśmy do kliniki tylko na trzy dni! W środę Tomek miał wrócić do domu, a we wtorek musieliśmy powiedzieć mu, że rak wrócił i wszystko zaczyna się od nowa… Po trudnych chwilach, pełnych łez i krzyku rozpaczy, synek spojrzał na nas i powiedział, że trudno, i tym razem damy radę!

Ale Tomuś nie wie, że teraz będzie trudniej, o wiele trudniej… Synek jest w trakcie przyjmowania 28-dniowego cyklu chemii. Widzimy, jak z godziny na godzinę ucieka z niego cała energia i radość życia. Teraz już tylko leży, nawet się nie uśmiecha… Nie ma już sił. Ale wytrzyma, mocno w to wierzymy! Zaraz po chemii lekarze chcą rozpocząć leczenie blinatumomabem - lekiem, który jest ostatnią szansą. Jeśli się uda i synek przejdzie leczenie, potem będzie jeszcze megachemia i przeszczep. Czy się boimy? Całe nasze życie to strach. Wiele jeszcze przed nami, a teraz skupiamy się na jednym - by Tomuś miał szansę na leczenie lekiem ostatniej szansy...

Jego koszt przeraża, a myśl, że od pieniędzy zależy życie naszego dziecka nie daje spać. Wierzymy, że dzięki ludziom o wielkich sercach uda się go kupić. I uratować życie naszego synka. Bo innej szansy nie będzie…

Rodzice Tomka

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 8 632 osoby
334 040 zł (100,01%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość