Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Mamusiu, obudź się! Dom bez Ciebie to tylko puste ściany...

Agnieszka Modrzejewska
Zbiórka zakończona
35 925,95 zł ( 68,91% )
Wsparło 726 osób
Cel zbiórki:

intensywna rehabilitacja, by Agnieszka nauczyła się chodzić i mówić

Organizator zbiórki: Fundacja ŚWIATŁO
Agnieszka Modrzejewska, 40 lat
Kopydłowo, wielkopolskie
Śpiączka po wypadku samochodowym - stan minimalnej świadomości
Rozpoczęcie: 24 Lipca 2017
Zakończenie: 1 Sierpnia 2018

Opis zbiórki

Jechała tylko na pocztę i do przedszkola, do synka. Igorek miał wtedy pięć lat… Aga znała tą trasę na pamięć, przemierzała ją dziewięć razy dziennie. Nikt nie wie, co stało się tego dnia. Czy ktoś zajechał jej drogę, wpadł pod koła, musiała gwałtownie skręcić…? Samochód uderzył w drzewo. Ta jedna sekunda zmieniła wszystko. 

Kilka godzin wcześniej byliśmy zwyczajną rodziną. Zaczynaliśmy nowy dzień… Lubiliśmy poranki. Jedliśmy śniadanie, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Mieliśmy swoje troski, żyliśmy skromnie, ale byliśmy bardzo szczęśliwi. Nie sądziliśmy, że to będą ostatnie takie chwile… Że tego samego dnia Agnieszka będzie umierać. Że prawie stracę żonę, a nasz synek mamę. Że gdy uda się wyrwać ją śmierci, Aga przestanie chodzić, mówić, kojarzyć, przez wiele miesięcy będzie obok, a jakby jej nie było. Że będziemy musieli walczyć o to, by ją odzyskać.

Agnieszka Modrzejewska

Byłem w pracy, gdy dowiedziałem się, że Aga miała wypadek. Do szpitala dojechałem równo z karetką. Aga była przytomna, trochę wystraszona, miała opuchnięte oko. Bardzo bolała ją głowa. Zrobili jej tomografię, znaleźli krwiaka w mózgu. Lekarz uspokajał mnie, że to niekoniecznie nic strasznego, że trzeba obserwować… Przenieśli ją na neurochirurgię. Ból głowy stawał się do zniesienia, żona prawie płakała z bólu. Gdy zaczęła wymiotować, teściowa trzymała jej miskę, ja odgarniałem włosy z twarzy. Potem znalazłem lekarza, porozmawiałem z nim po męsku; pamiętam te emocje, krzyk, bezradność, to opryskliwe „to ja jestem lekarzem, wiem, co robię”. Powiedziano, że mam jechać po rzeczy żony – rozcięto jej koszulkę przy badaniu, nie miała nawet ubrań. Czuła się skrępowana, obiecałem więc, że pojadę. Została przy niej mama. Mój ostatni obraz to Aga, mocująca się z kołnierzem ortopedycznym i jej proszące „Dawid, zdejmij mi ten kołnierz”…

To były ostatnie słowa, jakie Aga kiedykolwiek powiedziała. Ostatnie sekundy, w których widziałem ją wtedy kontaktującą, przytomną.

Do domu miałem dwadzieścia minut. Byłem już przy bramie, gdy zadzwonił telefon. Zapłakana teściowa powiedziała, że Aga straciła przytomność. Nie pamiętam, jak dojechałem do szpitala. Aga była wtedy już na stole operacyjnym. Prawie straciła życie. Krwiak w jej głowie pękł, zalał całą lewą stronę mózgu i częściowo prawą.

Agnieszka Modrzejewska

Gdy zobaczyłem ją po operacji… Prawie nie poznałem własnej żony. Aga zawsze była drobną blondynką; wtedy w głowie miała tyle płynu, że spuchła jej jak balon, dwukrotnie większa niż zwykle. Zrobili jej trepanację czaszki... Chyba dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo jest źle. Lekarz wziął mnie na rozmowę. Powiedział, że będą walczyć o życie Agnieszki tylko wtedy, jeśli Bóg pozwoli. Że następne dni będą decydujące. Że być może to koniec i że będę musiał się pożegnać…

Ponoć to mężczyzna jest głową rodziny, ale kobieta szyją, która tą głową kręci. U nas tak właśnie było... Kilka miesięcy wcześniej zamieszkaliśmy w maleńkim domku – był w nim tylko jeden pokoik, ale żona kochała to miejsce. Nie dane było jej za długo się cieszyć… Dom bez Agi był przerażająco cichy. Zrozumiałem wtedy, że bez niej dom to tylko puste ściany… Był jeszcze nasz synek, któremu musiałem powiedzieć, że mama miała wypadek, że jest w szpitalu. Aga jeszcze rano zawoziła Igora do przedszkola, dawała mu całusa na do widzenia. Potem zniknęła. Syn zapytał mnie o jedno – kiedy mama wróci.

Nie mogłem mu powiedzieć, że nie wiadomo, czy mama w ogóle przeżyje.

Agnieszka Modrzejewska

Przez kilka tygodni Agnieszka walczyła o życie na Oddziale Intensywnej Terapii. Była w śpiączce farmakologicznej. Bałem się zostawić ją samą nawet na chwilę. Dostałem zgodę od ordynatora, żeby móc przebywać z nią cały dzień. O 7 rano byłem już pod drzwiami szpitala. Wychodziłem wieczorem. Trzymałem Agę za rękę, czuwałem, mówiłem do niej, że ma być silna. Gdyby nie aparatura, od której zależało jej życie, wyglądałaby tak, jakby spała…

Po kilku tygodniach lekarze uznali, że parametry życiowe Agi się unormowały i podjęli decyzję o wybudzeniu jej ze śpiączki. Nie udało się… Stwierdzono stan wegetatywny. Jednocześnie zalecono jednak robienie wszystkiego, żeby poddawać żonę działaniu bodźców, żeby próbować ją wybudzić. Gdy przeniesiono ją z OIOM-u na neurochirurgię, przyprowadziłem Igora. Tulił się do mamy z całych sił. Potem rehabilitacja, ośrodek rehabilitacyjny… Sześć miesięcy – tyle walczyliśmy o to, by nawiązać z Agą jakiś kontakt. Patrzyła w jeden punkt, mało się ruszała, zamknęła się w sobie. Zaczęły się ataki padaczki. Jej twarz zmieniała się tylko w jednym przypadku – kiedy przychodził do niej synek. Dopiero wtedy jej usta unosiły się w uśmiechu. Wiedziałem, że gdy tylko będę mógł, zabiorę Agnieszkę do domu, do miejsca, w którym mieliśmy być razem. Dopiero tam zaczęła rozglądać się, reagować. Dopiero w domu wróciła nadzieja, że Aga – mama, siostra, córka, żona, ta, którą kochałem najbardziej na świecie – do nas wróci. 

Agnieszka Modrzejewska

Walczymy o to codziennie, od czterech lat. Jak wygląda nasz dzień? Rozgrywa się na powierzchni szesnastu metrów kwadratowych – pokoju, który jest jednocześnie salonem, sypialnią, salą rehabilitacyjną. Budzę się rano, kąpię żonę, ubieram ją, karmię. Aga je sama coraz lepiej, jeszcze nie utrzyma łyżeczki, ale już sięga ręką po chleb. Potem przychodzi rehabilitant, a Igor idzie do szkoły. Agnieszka ćwiczy, a  ja gotuję obiad, sprzątam. Potem Igor wraca. Jemy obiad, karmię Agę, pionizuję ją. Uczymy ją chodzić, potrafi już stanąć przy barierkach i ich się trzymać. Umie też rzucać Igorowi piłkę. Robi niesamowite postępy! Kiedyś w ogóle nie miała świadomości, dzisiaj w jej uśmiechach, w tym, jaka potrafi być uparta, widzę swoją żonę, tą sprzed wypadku.

Nic się jednak nie zmieni, jeśli przerwiemy rehabilitację. Bez niej Aga nie ma żadnych szans… A obecnie pracujemy nad tym, by mogła chodzić i mówić! To jest dla nas najważniejsze – by mogła poruszać się i porozumiewać z nami. Jestem jednak pod ścianą, bo brakuje mi pieniędzy - sprzedałem wszystko, co mogłem, pożyczyłem od wszystkich, których mogłem… Poza nadzieją mam już tylko długi. Dlatego proszę o pomoc... Agnieszkę zawsze otaczali ludzie. Zrobiłaby wszystko dla innych, często się o to kłóciliśmy. Uważałem, że za dużo z siebie daje; ona była przekonana, że dobro wraca.. Mieliśmy mnóstwo znajomych, ale po wypadku zniknęli… Zostali ci najbliżsi… I rodzina, nie wiem, co byśmy bez nich zrobili - są największym oparciem dla mnie i dla Igora.

Agnieszka Modrzejewska

Igor… ma dziewięć lat, musiał tak szybko dorosnąć. Jest jak kolejny rehabilitant, umie przy mamie zrobić wszystko. Kiedyś to ona zajmowała się nim, dziś role się odwróciły… Cieszy się z każdego jej uśmiechu, każdego kroku, sukcesu. Wiem jednak, że jest mu bardzo ciężko. Czasem w nocy budzi mnie jego płacz. Wstaję, przytulam go, pocieszam. Często pyta mi się, ile to jeszcze potrwa? Kiedy mama, za którą tak tęskni, wróci? Kiedy wyzdrowieje? Ile jeszcze tak będzie? Nie umiem mu odpowiedzieć.

Ale wiem jedno. Będę walczyć, dopóki Aga nie wróci do siebie. Byliśmy razem w szczęściu i zdrowiu, będziemy też w chorobie. Nie brakuje mi siły, bo kocham żonę i zrobię dla niej wszystko. Dlatego proszę o pomoc, bo nie wstydem jest prosić, wstydem jest się poddać. Aga… nie poddam się nigdy. Będę walczyć o to, abyś wróciła. Potrzebujemy Cię - ja i nasz syn.

35 925,95 zł ( 68,91% )
Wsparło 726 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki