Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Ala - najmłodsza na oddziale onkologii. Pomóżmy jej pokonać nowotwór!

Alicja Majkut
Zbiórka zakończona

Ala - najmłodsza na oddziale onkologii. Pomóżmy jej pokonać nowotwór!

402 725,60 zł ( 100,68% )
Wsparło 23936 osób
Cel zbiórki:

Pokrycie kosztów usunięcia guza w klinice w Tubingen (Niemcy)

Organizator zbiórki: Fundacja ISKIERKA
Alicja Majkut, 4 latka
Bieruń, śląskie
Neuroblastoma III stopnia (guz przestrzeni zaotrzewnowej)
Rozpoczęcie: 4 Grudnia 2017
Zakończenie: 12 Stycznia 2018

Rezultat zbiórki

Dzięki Wam wszystkim udało się zebrać na czas pieniądze na operację Ali! Guz był rozległy, umiejscowiony blisko dużych naczyń krwionośnych. Próby zmniejszenia go chemioterapią raz się udawały, żeby po kolejnej próbie okazało się, że chemia nie działa. Dwa podejścia do operacji były w Polsce, jednak ostatecznie nie udało się jej przeprowadzić - tak fatalnie był umiejscowiony guz.

Chcemy podziękować Wszystkim Darczyńcom, którzy wsparli naszą Alusię! To dzięki tak wielu otwartych na pomoc, ludzi o dobrych Sercach udało się! Jesteście nieocenieni :-) Bez Was nie dalibyśmy rady zebrać tak dużej kwoty.
Dziękujemy za każdą wpłatę, wysłanego sms-a, udostępnienie informacji, za każdą inicjatywę.
Dziękujemy za miłe słowa, modlitwę. Teraz czeka nas najtrudniejsze... operacja. Ale wierzymy, że wszystko się uda, że pozbędziemy się intruza raz na zawsze z jej malutkiego brzuszka i  Alusia będzie zdrowa.

Guz był... teraz możemy używać tego słowa w czasie przeszłym, ponieważ 18 lutego 2018 roku Ala z rodzicami pojechała do Tubingen w Niemczech, aby tamtejsi lekarze spróbowali wyciąć guza w całości bez uszkodzenia rdzenia kręgowego.

26 lutego 2018 roku - najważniejszy dzień, dzień operacji. Guz został usunięty, tak jak było w planach. Operacja była ciężka, dopiero w jej trakcie okazało się, że jest zajęta także żyła doprowadzająca krew do lewej nogi - lekarze musieli ją oczyścić ze złej tkanki. Całe szczęście,że nóżka dostawała też krew innymi żyłami, bo inaczej byłaby niesprawna - zupełnie nie byliśmy tego świadomi! I jeszcze to fatalne umiejscowienie guza, które było naszym największym problemem. Według lekarzy część pozostająca w kręgosłupie prawdopodobnie jest nieaktywna, ale 100% pewności nie ma. Alusia będzie musiała dostać jeszcze chemię, żeby sprawdzić.

Kochani, dziękujemy za trzymanie kciuków i modlitwę. Dziękujemy za słowa wsparcia w tych bardzo trudnych dla nas chwilach, a przede wszystkim za to, że dzięki Wam jesteśmy tutaj.
Pozdrawiamy! Agnieszka, Krzysztof i Alusia

Aktualizacje

Wyjechaliśmy na leczenie

Ala jedzie na operację! Znamy termin!

Dostaliśmy informację z kliniki w Tubingen, że mamy się tam stawić 20 lutego 2018 roku. 21 lutego zostanie wykonany rezonans magnetyczny, a operacja Alusi odbędzie się 26 lutego. Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze, bo bardzo się denerwujemy.

Dziękujemy! Udało się zebrać całą kwotę!

Chcemy podziękować Wszystkim Darczyńcom, którzy wsparli naszą Alusię! To dzięki tak wielu otwartych na pomoc, dobrych Sercach udało się! Jesteście nieocenieni :-) Bez Was nie dalibyśny rady zebrać tak dużej kwoty.

Dziękujemy za każdą wpłatę, wysłanego sms-a, udostępnienie informacji, za każdą inicjatywę.


Dziękujemy za miłe słowa, modlitwę. Teraz czeka nas najtrudniejsze... operacja. Ale wierzymy, że wszystko się uda, że pozbędziemy się intruza raz na zawsze z jej malutkiego brzuszka i  Alusia będzie zdrowa. Podrawiamy! Agnieszka, Krzysztof i Alusia

P.S. Gdy tylko otrzymamy termin operacji, od razu tutaj napiszemy.

Udało się, mamy całą kwotę!

Jaka radość! Coś niesamowitego <33333

Po weekendzie powinniśmy mieć już termin operacji - najpierw klinika musi zaksięgować przelew i wtedy wyznaczą termin. Od razu Was o tym poinformujemy!

Zbieramy dalej!

Chcieliśmy uzbierać pieniądze na wycięcie guza jak najszybciej. Czekając na operację, Ala przyjmuje chemię podtrzymującą, która jak każda chemia obciąża organizm, zwłaszcza tak malutkiego dziecka. A z poprzednich badań wiemy, że na guza chemia nie działa... dlatego liczyliśmy, marzyliśmy o tym, żeby przed kolejnym podaniem, które będzie za dwa tygodnie, pojechać na operację, żeby już tej chemii nie wlewać w Alunię.

Niestety, nie udało się, jednak to nie znaczy, że my się poddajemy - co to, to nie! Zmieniamy jednak trochę plany, w nadziei, że guz nie rośnie (teraz tego nie wiemy, bo rezonans jest co drugą chemię i przed operacją, na którą zbieramy) i że Ala nadal będzie kwalifikowała się do operacji. Inne myśli odganiamy, nie dopuszczamy żadnych czarnych scenariuszy. W oczach Ali jest życie, w jej uśmiechu ogromna radość, która dodaje nam sił każdego dnia i nie pozwala zwątpić w trudnych chwilach.

Do tej pory dostaliśmy od Was tak dużo dobra. Prosiliśmy o pomoc, jednak to, co dajecie nam z tą pomocą, jest nieocenione, a my sami nie spodziewaliśmy się, że tak wiele dobroci do nas spłynie, że tak bardzo będzie nas to podtrzymywać na duchu. Wiemy, że nie jesteśmy sami, że wiele osób poświęca swój czas, rozsyłając zbiórkę dla Ali po nocach do swoich znajomych, do znanych osób - dziękujemy Wam za to! Z Wami nam się uda, za pierwszym podejściem mamy już tak dużą kwotę, może za drugim będziemy mieli całość i już za 2 tygodnie będziemy zbierać się na operację! To jest teraz nasz jedyny cel, największe marzenie - żeby wyciąć tego paskudnego guza.

Opis zbiórki

Gdy podwijam Aluni rękaw, ona już się krzywi, wie, że zaraz będzie zastrzyk, że zaraz będzie bolało. Brakuje już miejsca na jej malutkich rączkach, żeby wbić kolejną igłę. Jest najmłodsza na oddziale onkologii, trafiliśmy tu, gdy miała tylko 5 miesięcy...

Lipiec 2017... Pamiętam, gdy USG się przedłużało, lekarz wpatrywał się w jeden punkt. Coś jest nie tak, pomyslałam, a gdy przyszedł kolejny lekarz i w ogromnym skupieniu patrzył w ekran, z jednej strony czekałam, aż coś powiedzą, z drugiej strony nie chciałam, żeby cokolwiek mówili, bo bałam się, że to będzie coś strasznego. Poprosili, żebyśmy wyszli. Nie wiem, czy ustalali, kto nam powie, czy może nie byli do końca pewni, co siedzi w brzuszku Alicji. Po chwili nas zawołali i powiedzieli: guz. Wielki guz, który zajmuje  prawie cały brzuch Ali.

Alicja Majkut

Jest jeszcze taka malutka, a tak dzielnie radzi sobie z chorobą. Cały czas ktoś na oddziale pojawia się ostatni raz, a Ala wciąż jest, każdego dnia wita mnie swoim uśmiechem, nawet gdy zaraz na kilka godzin będzie miała podłączony worek z chemią. A jeszcze kilka miesięcy wcześniej w ogóle do głowy nie przyszłoby nam słowo „rak“, a już tym bardziej w połączeniu z naszą małą córeczką. Alunia urodziła się w lutym 2017 roku. Była dużą dziewczynką, prawie 4 kilogramy. Każde dziecko płacze, nie liczyliśmy na to, że nasze nie będzie w ogóle płakać. Tylko Ala płakała naprawdę dużo, coraz więcej. Boli ją brzuszek - myśleliśmy, lekarze też szukali w tym kierunku. Może refluks? Może kolki? Może nietolerancja laktozy? Do tego doszła przepuklina pępkowa, wymioty. Cały czas chodziliśmy do lekarzy, tym bardziej, że przepuklina rosła, nie potrafiliśmy jej już nawet zaklejać. Trafiliśmy do chirurga z przepukliną, a wyszliśmy ze skierowaniem na usg brzuszka. Rzeczywiście, brzuszek Ali był duży, sami to zauważyliśmy i mówiliśmy wcześniej lekarzowi, jednak w odpowiedzi słyszeliśmy, że to normalne, że dzieci nie mają talii osy, tylko okrągłe brzuszki i że to nie jest żadna choroba, że to minie. Kto by pomyślał, że w tym brzuszku rośnie tak wielki guz...

Po USG lekarze wiedzieli, że jest to guz, ale nie wiedzieli jeszcze, jaki to rodzaj nowotworu. Kazali nam od razu zostać na oddziale. Nie mieliśmy ze sobą nic, przecież przyjechaliśmy tylko na USG brzuszka. Wróciliśmy za kilka godzin i od tamtej pory wracamy cały czas. Biopsja guza wskazała na nowotwór Neuroblastomę III stopnia. Lekarze wytłumaczyli nam, że nie mogliśmy zrobić nic, żeby Ala nie zachorowała. Urodziła się z nowotworem, gdy tworzył się układ nerwowy, jedne komórki były zdrowe, inne przekształciły się w nowotworowe. Nie mogliśmy zrobić nic, żeby ochronić naszą córeczkę przed nowotworem, ale możemy coś zrobić, żeby była zdrowa, prawda? Tak zaczęło się leczenie.

Alicja Majkut

Ala nie powie, że ją boli, nie powie, że się boi – ma zaledwie 10 miesięcy. A chemia jest mocna, ma niszczyć komórki nowotworowe, ale niszczy też wiele dookoła. Dorosły wspomina ją jak koszmar, a co dopiero takie maleństwo? Z bólu nie chce jeść, płacze. Mnóstwo leków, środków przeciwbólowych, godziny podpięte pod kabelki, przez którą płynie chemia. Ciężko jej się pozbierać, a ja to wszystko przeżywam z nią. Od początku tłumaczyłam sobie, że to dla jej dobra, że musi być przecież zdrowa, a to jedyna droga i damy radę. Że to nie ból po chemii ją może zabić, tylko nowotwór, który nie boli. Chemia miała zmniejszyć guz, żeby można go było wyciąć. Załamałam się, gdy dwa miesiące temu okazało się, że po chemii guz urósł ponad 6%, widziałam już najgorsze scenariusze, nie rozumiałam, dlaczego leczenie nie działa. Tyle cierpienia na nic?

Na szczęście ostatni rezonans przyniósł lepsze wiadomości – guz zmniejszył się o 17%. Czekaliśmy na dzień, w którym lekarze powiedzą: proszę szykować sie do operacji. Wycięcie guza to dla Ali szansa na wyjście z choroby – chociaż jej guz jest chemiooporny, to okazało się,  że nie ma czynnika odpowiadającego za przerzuty. To bardzo dobra wiadomość – jeśli ryzyka przerzutów właściwie nie ma, to wycinamy guza, i żegnaj nowotworze! Co najwyżej postraszymy cię jeszcze chemią podtrzymującą, ale Ala będzie zdrowa.

Alicja Majkut

Jednak w Polsce na tę chwilę operacji nie będzie. Dwa razy były plany, dwa razy nic z tego nie wyszło. Guz jest rozległy, umiejscowiony blisko dużych naczyń krwionośnych. Lekarze nie są w stanie go wyciąć w całości, a jest duże ryzyko uszkodzenia rdzenia, bo guz tak fatalnie się umiejscowił blisko rdzenia. Operacja musi się odbyć, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Gdy czekaliśmy i myśleliśmy, co teraz, rodzice innych dzieci z oddziału podpowiedzieli nam, gdzie jeszcze można poszukać pomocy – Tubingen w Niemczech. Tam jest lepszy sprzęt, dzięki czemu guz może być wycięty w całości bez uszkodzenia rdzenia. Powiedzieliśmy o tym naszemu lekarzowi, odpowiedział: “Jeśli macie możliwość tam jechać, jedźcie.“

Możliwość – nie chodzi o to, żeby wsiąść do samochodu i pojechać na operację. Gdyby to było takie proste – już byśmy tam byli. Kwalifikację z niemieckiej kliniki mamy, a z kwalifikacją kosztorys, bo w Niemczech za operację musimy zapłacić sami. I to jest nasz największy ból, taka niemoc, która stawia pod znakiem zapytania przyszłość naszej córeczki, a nasze rodzicielstwo otacza ogromnym cierpieniem, bo nie jesteśmy w stanie pomóc naszemu dziecku. A przecież dając Ali życie, wzięliśmy odpowiedzialność za to, żeby dać jej wszystko, żeby była szczęśliwa. Nie przewidzieliśmy, że będziemy walczyć z nowotworem, i że w tej walce będą potrzebne tak ogromne pieniądze.  

Nasza córeczka jest najmłodsza na oddziale onkologii, ma też szansę opuścić go bez strasznych wspomnień, a pamiątką będą tylko zdjęcia ze szpitala. Pociesza nas to, że ryzyko przerzutów jest prawie żadne, tylko guz musi być wycięty. Prosimy Was o tę szansę, za mało mamy rodziny i znajomych, żeby zebrać taką kwotę, prosimy Was, pomóżcie nam uratować nasze dziecko, wyciąć guza i dać naszej Ali szansę na zdrowe, szczęśliwe życie.

402 725,60 zł ( 100,68% )
Wsparło 23936 osób

Obserwuj ważne zbiórki