Rak się obudził – walczymy o życie!

Zbiórka na cel: Lek Avastin aby ratować życie Alanka
Zbiórka zakończona
Alan Kozłowski
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 2 156 osób
57 067 zł (100,34%)

Alan, 13 lat

Neuroblastoma IV stopnień - 2 WZNOWA!!!

Zobacz wszystkie zbiórki

Kraków, małopolskie

Rozpoczęcie: 04 Października 2017
Zakończenie: 14 Października 2017

Alan ma dopiero 13 lat, a w tym czasie zdążył już dwa razy wygrać walkę o własne życie. Stracił tatę, przeżył niezliczoną ilość chemii i widział więcej śmierci, niż większość chłopców w jego wieku. Kiedy przychodziły wakacje, Alan walczył o życie i oglądał świat przez oddziałowe okno. Tak samo było w święta, pierwsze dni szkoły, urodziny…

Chłopiec, który ma 13 lat doskonale wie, co znaczy napis "oddział onkologiczny”, wie, co na nim robi i że nie każde dziecko stąd wychodzi. Kiedy jemu udało się wyjść ze szpitala, widziałam, jak wyglądały jego oczy. Czuł, że to już koniec tej walki, że wygrał. Teraz musiałam mu powiedzieć, że wracamy na oddział. Rak wrócił, walka zaczyna się od nowa, tylko że Alanek jest teraz słabszy, a jego organizm bardziej zniszczony leczeniem.

6 lat temu miał iść do szkoły, a zamiast tego trafił do szpitala z silnym bólem brzucha. Alan w brzuchu miał dosłownie bombę – guz wielkości pomarańczy 10 × 13 cm. Wtedy lekarze mieli o wiele przyjemniejsze miny, bardziej optymistyczne nastawienie. Alanek trafił na stół. Dobre dojście do guza, usunęliśmy go w całości – mówili lekarze. Wtedy pomyślałam, że nie taki straszny ten rak, że może właśnie mój synek jest jednym z tych dzieci, którym się udaje.

Wróciliśmy do domu, a Alanek do szkoły. Kiedy tylko widziałam jego bliznę, złe wspomnienia odżywały, ale przecież jest już zdrowy, to paskudztwo przestało w nim rosnąć i pożywiać się jego życiem. Na kolejnej wizycie kontrolnej – lekarka ściszyła głos – jest wznowa, Alan zostaje na oddziale. Jeśli Matka ma w swoim życiu do zrealizowania najtrudniejsze zadanie, to jest to właśnie moment, w którym mówi dziecku, że znów jest śmiertelnie chore, że musi przerwać szkołę, wrócić do szpitala i dalej walczyć o życie.

Mamo, przecież ja już raz walczyłem, a lekarze mówili, że jestem zdrowy, że już nie mam tego nowotworu. Co się stało, dlaczego mi się nie udało? Pytania, na które nie umiałam mu odpowiedzieć i chyba on to tym wiedział mimo wszystko.
Kiedy pakowałam torbę z jego rzeczami, trudno było powstrzymać łzy, które kapały na piżamki, ręczniki, które będą potrzebne, gdy mój synek znów będzie walczył o życie.

Neuroblastoma – IV stopnień kliniczny. Podstępny, złowieszcza, nieobliczalny, najgroźniejszy nowotwór wieku dziecięcego, taki, z którym codziennie jakieś dziecko przegrywa – to był nasz przeciwnik.

Po raz kolejny guz został wycięty. Synek rozpoczął przyjmowanie chemii. Łatwo nie było, ale szpik był czysty. Cieszyliśmy się i płakaliśmy na zmianę. Czasem Alanek płakał bezgłośnie, aby rak go nie usłyszał…
Uśpiony, wybudził się i po 4 seriach chemioterapii, kolejny raz się ożywił. Komórki nowotworowe zajęły szpik kostny, a Alanek czuł się z dnia na dzień coraz gorzej. Wszystko go bolało, nie miał siły na nic, a kolejne dawki chemii nie przynosiły żadnych efektów. Przegrywaliśmy, ale wierzyłam, że się uda.

Warto było wierzyć. Równo rok od wznowy, Alanek zakwalifikował się do autoprzeszczepu. Walczyliśmy o radioterapię, która miała dobić raka, ale pojawiły się komplikacje. Synek miał ogniska grzybicy w płucach, które najpierw musieliśmy usunąć. Ale i to udało się przetrwać. 18 lipca 2014 Alanek przeszedł cykl naświetlań. Potem chemia podtrzymująca, która prawie zniszczyła mu nerki, ale znów dobrze się skończyło. Wiedziałam, a właściwie czułam, że to szczęście może się kiedyś skończyć, ale cieszyłam się tym, co było.

Do Włoch wyjechaliśmy na 7 miesięcy na immunoterapię przeciwciałami anty-GD2. Nie ma śladu po chorobie – takie słowa usłyszeliśmy od doktora Garaventy. Byliśmy szczęśliwi, naprawdę szczęśliwi i to szczęście trwało prawie 2 lata…

Alanek niechętnie mówił o szpitalu, źle wspominał miejsce, z którym ma tyle złych wspomnień. Były chemie, po których nie miał siły obrócić się na drugą stronę łóżka, były wkłucia, znienawidzone dreny i nieodłączny ból.
W tym roku Alanek ma kolejny raz normalnie iść do szkoły. Cieszył się, że będzie wśród kolegów. Nowotwór postanowił inaczej. Wszystko od nowa, znów oddział, znów chemia, znów ból i jeszcze mniejsze szanse niż poprzednio. Kiedy dowiedzieliśmy się o wznowie, płakaliśmy, trzymając się za ręce. To był najgorszy dzień w naszym życiu. 

Alanek ma już 13 lat, nie można mu po prostu powiedzieć, że będzie dobrze. On już zna szpital, wie, że nie powinien tam wrócić. Że skoro zamiast do szkoły, jedzie na oddział, oznacza tylko jedno – że rak znów chce go zabić. On nie zasłużył na to, by przechodzić przez to wszystko od nowa.

Pierwszy cykl chemii już za nami. Pierwsza fala ogromnego strachu też już była. Teraz modlimy się o cud. Aby terapia była bardziej skuteczna, potrzebuję dodatkowego leku, który nie jest refundowany. Nie mamy wiele czasu, bo choroba tak łatwo już nie odpuści. Avastin wraz z klasyczną chemią to właściwie ostatni i jedyny sposób na raka.

Jestem mamą, której przyszło patrzeć na cierpienie własnego dziecka i która ma tylko jedno marzenie – chcę zabrać mojego synka z oddziału, chcę usiąść i patrząc mu głęboko w oczy powiedzieć, że wygrał i rak już nam nie zagraża. Prosimy Was o pomoc, bo jesteście naszym ostatnim wyjściem. Albo zdążymy, albo przyjdzie śmierć. Alan zbyt wiele wycierpiał i zbyt wiele razy się bał, by teraz przegrać. Jako matka zrobię wszystko, by mu pomóc. Proszę, bądźcie z nami.

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 2 156 osób
57 067 zł (100,34%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość