Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Nasze dzieci nie muszą być gorsze

Wanessa i Alan Bąkowscy
Zbiórka zakończona
12 666,80 zł ( 26,11% )
Wsparły 424 osoby
Cel zbiórki:

intensywna rehabilitacja w postaci turnusów

Organizator zbiórki: Fundacja Złotowianka
Wanessa i Alan Bąkowscy, 12 lat
Lipka, wielkopolskie
Vanessa: zespół Downa, AZS; Alan: MPD, autyzm, padaczka
Rozpoczęcie: 29 Listopada 2016
Zakończenie: 31 Października 2017

Rezultat zbiórki

Z całego serca pragniemy podziękować każdej osobie, która zdecydowała się pomóc naszym dzieciom!

Zebrana za pomocą zbiórki kwota, w całości została wykorzystana na turnusy rehabilitacyjne dla dzieci.
Bardzo dziękujemy wszystkim darczyńcom za ich ogromne wsparcie i wielkie serce. To dzięki Państwu, Alanek i Wanesska mogli brać udział w turnusach rehabilitacyjnych i pokonywać trudności, jakie niesie za sobą niepełnosprawność.

Rodzice

Opis zbiórki

Jestem mamą, choć nie było mnie przy moich dzieciach, gdy przychodziły na świat. Urodził je ktoś inny, a następnie porzucił, uznając ich inność za przekleństwo. Dla mnie Alan i Wanessa są darem. Kocham ich ze wszystkimi „bonusami”, które dostali przy urodzeniu – ją z zespołem Downa, jego z FAS-em i szeregiem zaburzeń emocjonalnych. Wraz z mężem – a teraz ich tatą - codziennie walczymy o to, aby te dwie cudowne istoty, tak niesprawiedliwie pokrzywdzone przez los, były jak najbardziej samodzielne i dały sobie radę, gdy nas kiedyś zabraknie.

Alan i Wanessa Bąkowscy


Zawsze sądziłam, że opowieści o sile miłości to bajka. Dzięki Alanowi i Wanessie wiem, że bajki zdarzają się naprawdę, bo oddałabym za nich życie. Kilkanaście lat temu straciłam siostrę. Jej odejście była potworną tragedią, osierociła czwórkę dzieci. Widziałam, jak z chwilą jej śmierci, z bezpiecznej bańki szczęścia osunęły się w pustkę. Przyrzekłam sobie wtedy, że gdy tylko będę mogła, znajdę dziecko pozbawione mamy i wypełnię jego świat miłością tak, by nigdy tej pustki nie zaznało.

Nie zapomniałam o swojej obietnicy. Gdy wyszłam za mąż, kilka lat po ślubie zrobiliśmy szkolenie dla rodziców zastępczych, które skończyło się w 2010 roku. Zarejestrowałam się na forum tematycznych dla takich osób. Gdzieś mignęła mi wtedy buzia malutkiego dziecka z charakterystycznymi skośnymi oczami. Przeczytałam, że to porzucona dziewczynka z zespołem Downa. Nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie patrzę na twarz swojej córki.

Widywałam to zdjęcie wielokrotnie. Utkwiło mi w pamięci. Opowiedziałam mężowi o tej dziewczynce, często o niej myśleliśmy. Czytaliśmy publikacje na temat zespołu Downa, wypożyczaliśmy tony książek, rozmawialiśmy z rodzicami takich dzieci. 9 miesięcy, tyle, ile zwyczajowo trwa okres ciąży – tyle dojrzewaliśmy do decyzji, aby poznać Wanesskę.

Alan i Wanessa Bąkowscy


Kiedy podjęliśmy najlepszą decyzję w życiu, żeby wysłać zapytanie na jej temat do ośrodka preadopcyjnego, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Napisaliśmy tam w piątek. W weekend już sprawdzano dokumentację medyczną dziecka, weryfikowano nasze warunki mieszkaniowe, sytuację materialną, odwiedził nas jej opiekun prawny. Kilka dni później pojechaliśmy zobaczyć naszą kruszynkę.

Towarzyszył nam stres, mnóstwo emocji… Kiedy jednak ją zobaczyliśmy, po prostu pękło nam serce. Była taka maleńka i wystraszona, ze skórą w fatalnym stanie, nierówno obciętymi włoskami, które sterczały na wszystkie strony. Gdy wyciągnęłam do niej rękę, ugryzła mnie w palec jak przerażone dzikie zwierzątko. Chciała sprawdzić, jak zareaguję, czy ucieknę, czy ją zostawię. Uśmiechnęłam się do niej tylko i powiedziałam, że boli. Nigdzie nie odeszłam. Wiedziałam, że już nigdy się z nią nie rozstanę.

Złożyliśmy dokumenty do sądu i czekaliśmy na decyzję. Na szczęście Wanesska ma uregulowaną sytuację prawną. Jej biologicznymi rodzicami są młodzi, wykształceni i bogaci ludzie. Zrzekli się do niej praw, dziecko z zespołem Downa nie pasowało do idealnego życia… Cóż, pozostaje mi tylko  im za to dziękować.

Alan i Wanessa Bąkowscy


Kiedy córeczka trafiła do naszego domu, bała się wszystkiego. Granice jej świata wyznaczały pręty metalowego łóżeczka w bidulu. Płakała na widok wody, trawy, nieba, bo nigdy wcześniej ich  nie widziała. Znała tylko paskudny smak modyfikowanego mleka w proszku - miała 22 miesiące i nie wiedziała, czym jest owoc czy ciastko. Nie chodziła, nie mówiła. Dzień po dniu uczyliśmy się siebie nawzajem, a wieczorami, gdy szła spać, dokształcaliśmy się z zakresu logopedii, psychologii, rehabilitacji, żeby uczyć ją mówić i chodzić.

Odkryliśmy też, że bycie rodzicem to nie tylko radość, ale i nieustający strach - okazało się, że Wanessa ma szereg niezdiagnozowanych wcześniej chorób, takich jak alergia, astma, atopowe zapalenie skóry, hipotonia mięśniowa, bezdech. Od kiedy jest z nami, nie przespaliśmy ani jednej nocy. Odkryliśmy jednak w sobie takie pokłady miłości, że wkrótce zaczęliśmy myśleć  o tym, by zaopiekować się drugim dzieckiem. Znów zadziałał przypadek, a może przeznaczenie? Zadzwoniliśmy do znajomej z pogotowia opiekuńczego, która powiedziała, że akurat ma u siebie porzuconego 16-miesięcznego chłopca i zapytała, czy chcemy go poznać. Tak znaleźliśmy naszego syna.

Biologiczna matka Alana podarowała nam najpiękniejszy dar – jego życie, ale też wyrządziła mu najstraszniejszą krzywdę. Troska o nienarodzone dziecko przegrała u niej z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Alan urodził się tak zatruty, że sam nie mógł oddychać, przez tydzień robił to za niego respirator. Ma nieodwracalne zmiany w mózgu, oprócz FAS – alkoholowego zespołu płodowego – cierpi na hipoplazję ciała modzelowatego, przez ma co ma zaburzone odczuwanie bólu, zimna, ciepła. Potrafi wsadzić ręce do wrzątku, skaleczyć się, wybiega na ulicę, nie można go spuścić z oczu. Kiedyś miał napady agresji i autoagresji, wtedy niszczył meble, zabawki, krzyczał. Dzięki terapii udało nam się na szczęście nad tym zapanować. Cierpi też na dziecięce porażenie mózgowe, padaczkę, autyzm, ma podejrzenie zespołu Kliver Busego, zjada rzeczy niejadalne – gumę, plastik, gąbki. Ma kłopoty z chodzeniem (zaburzoną koordynację, zmienne napięcie mięśniowe, porusza się na palcach) i wzrokiem – w jego oku są aż cztery rodzaje zeza! Nie sądziliśmy, że to w ogóle możliwe… Odwiedziliśmy rzesze specjalistów, zanim w końcu znaleźliśmy okulistę, który zdecydował się zoperować jego oczko.

Alan i Wanessa Bąkowscy


Wraz z odkryciem problemów zdrowotnych naszych dzieci byliśmy zmuszeni wywrócić do góry nogami nasze życie. Zamknęłam sklepik, który prowadziłam, by poświęcić się opiece nad Wanessą, a potem także nad Alanem. Mąż zmienił pracę, a jego główne kryterium było jedno – „elastyczny grafik”. Śmieję się, że mogłabym zamieszkać w aucie, bo tygodniowo robię nim jakieś 900 kilometrów. Przypadek Alana jest tak trudny, że tylko nieliczni specjaliści potrafią się nim zajmować. Mamy genetyka we Wrocławiu, okulistę w Krakowie… Odwiedzamy lekarzy w Bydgoszczy, Lesznie, Rabce Zdrój, Poznaniu. Na rehabilitację jeździmy do Człuchowa, Chojnic, Piły. Skończyliśmy z mężem mnóstwo kursów, żeby móc lepiej opiekować się dziećmi, od tych dotyczących żywienia po komunikację – gdybyśmy powiesili dyplomy ich ukończenia, zajęłyby chyba całą ścianę. Czasem jest bardzo trudno, czasem nie mamy siły wstać ze zmęczenia, ale warto! Dziś Wanessa ma 8 lat i w niczym nie przypomina tej przerażonej istotki z bidula. Wyrosła z niej piękna panienka. To mała opiekunka – pomoże niepełnosprawnej, niedowidzącej babci, ubierze ją, troszczy się o mnie, gdy jestem chora, poda obiad. Robi fenomenalne postępy. Serce się raduje, kiedy widzę, jak troszczą się o siebie z bratem. Gdy któreś dostanie cukierka, od razu upomina się też o coś dla tego drugiego.

Gdy patrzymy na nasze dzieci, nie widzimy ich niepełnosprawności. Ich inność to dla nas normalność. Nie mają z tego powodu taryfy ulgowej. Uczymy ich obowiązków domowych, wymagamy samodzielności, robimy wszystko, by mogły funkcjonować bez niczyjej pomocy. Dzieci robią niesamowite postępy i będą robić je dalej, ale tylko pod warunkiem intensywnej rehabilitacji, ruchowej i intelektualnej. Najlepszym rozwiązaniem są specjalistyczne turnusy, w trakcie których maluchy ćwiczą codziennie ze specjalistami, a ja uczę się metod pracy z nimi w domu. To ogromny wydatek, dlatego bardzo prosimy o pomoc. Im więcej Alan i Wanessa nauczą się teraz, tym mniej wsparcia będą potrzebować w przyszłości. Mimo swoich chorób nie będą wtedy gorzej funkcjonować od innych!

Tysiące przejechanych kilometrów, bezsenne noce, majątek wydawany na rehabilitację, chwile załamania i łzy – to wszystko nic. Dla naszych dzieci zrobiliśmy wszystko, bo zasługują na to, co najlepsze. Gdy czasem mam gorsze chwile, wystarczy że któreś z nich podejdzie i powie „kocham cię, mamuś”. Kiedy bierzesz pod opiekę dziecko, to nie tylko ty je adoptujesz, to ono adoptuje ciebie do bycia rodzicem. Codziennie uczysz się cierpliwości, odkrywasz w sobie siłę, dostrzegasz niezwykłe rzeczy tam, gdzie kiedyś była zwyczajność. Pojmujesz też, co to naprawdę znaczy kogoś kochać. Dziękuję moim dzieciom za to, że dzięki nim już to wiem.

--

Zebrane na Siepomaga środki przekazywane są bezpośrednio do Fundacji Złotowianka, pod opieką której znajdują się Alan i Wanessa, a następnie przelewane do wybranej placówki na opłacenie turnusów rehabilitacyjnych. Procedura przekazywania środków odbywa się bez udziału rodziców. 

12 666,80 zł ( 26,11% )
Wsparły 424 osoby
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki