Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

W mojej główce mieszka rak i śmierć... Uratuj mnie

Amelia Wilkos
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

operacja guza mózgu w Tubingen, by pozbyć się nowotworu i uratować życie Amelki

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Amelia Wilkos, 9 lat
Rzeszów, podkarpackie
nowotwór złośliwy mózgu - wyściółczak anaplastyczny
Rozpoczęcie: 8 Kwietnia 2017
Zakończenie: 21 Kwietnia 2017

Rezultat zbiórki

Wspaniałe wieści! Właśnie otrzymaliśmy informację od taty Amelki, że wraz ze środkami zebranymi w innej fundacji MAMY CAŁĄ KWOTĘ, POTRZEBNĄ NA OPERACJĘ DZIEWCZYNKI!

Dziękujemy za pomoc, bo bez Was nie byłoby to możliwe!

Gdy środki zostaną przelane do kliniki, otrzymamy datę operacji. Najprawdopodobniej odbędzie się już za kilka tygodni!

Dziękujemy z całego serca za pomoc w imieniu swoim – wszyscy trzymamy kciuki za zwycięstwo dziewczynki w WALCE O ŻYCIE, a także rodziców i samej Amelci, która dzięki Wam ma szansę na wygraną z rakiem!

Do boju, mała wojowniczko!

Opis zbiórki

Wiemy, jak to jest – gdy dziecko umiera. Pięć lat temu pochowaliśmy naszą córeczkę Olę. Myśleliśmy, że już nigdy więcej nie przeżyjemy podobnej tragedii, nigdy więcej nie będziemy czuć tak potwornego, przekraczającego granice wytrzymałości cierpienia. Myliliśmy się. Amelka, nasza druga córeczka, ma raka mózgu. Tym razem mamy jednak szansę, której chwyciliśmy się rozpaczliwie, dlatego błagamy o pomoc, żeby uratować nasze dziecko! Nie pozostało nam już nic innego…

Amelia Wilkos

Myśleliśmy, że wypłakaliśmy już wszystkie łzy już wtedy, pięć lat temu, ale one cały czas płyną… Przestaliśmy pytać już dlaczego, dlaczego my, dlaczego nas spotyka coś, czego nie powinien przeżywać żaden człowiek, bo odpowiada nam tylko głucha cisza. Powinniśmy być rodzicami dwójki zdrowych dziewczynek, a jesteśmy jednej, której dzieciństwo upływa na oddziale onkologii, w główce której tkwi śmiertelny nowotwór, chcący odebrać jej życie… Amelka ma tylko trzy latka i walczy o życie. Olcia żyła tylko dwa dni -  doszło do odklejenia się łożyska, urodziła się o wiele za wcześnie. Nie miała szans… Ten, kto nie doświadczył straty ukochanego dziecka, nie wie, jak to jest. Ból fizyczny jest niczym przy tej rozpaczy, gdy wraca się do domu, pełnego dziecięcych rzeczy, gdy zamiast wybierać wózek dla dziecka trzeba wybierać nagrobek. Po takiej tragedii nic nigdy nie jest już takie same. Potrzebowaliśmy wiele czasu, żeby dojrzeć do tego, żeby ponownie zdecydować się na dziecko. Bardzo tego pragnęliśmy, ale przepełniał nas strach, że coś złego stanie się ponownie – wiedzieliśmy, że tym razem nie uda nam już się pozbierać…

Amelka, nasza śliczna i zdrowa dziewczynka, przyszła na  świat 22 listopada 2013 roku. To był najpiękniejszy dzień naszego życia. Gdy tylko zobaczyliśmy jej buzię, wiedzieliśmy, ze zrobimy wszystko, żeby ochronić naszą dziewczynkę. W najgorszych koszmarach nie przypuszczaliśmy, że już niedługo okrutny los wystawi nas na kolejną próbę…

Amelia Wilkos

Niecałe dwa lata – tyle trwało nasze szczęście. Tragedia zmienia bezpowrotnie, człowiek uczy się cieszyć każdym drobiazgiem. Każdy uśmiech naszego dziecka, każdy poranek, w którym Amelcia otwierała oczy i błądziła spojrzeniem po naszych twarzach, był  dla nas darem. Myśleliśmy, ze tak będzie już zawsze.

I wtedy przyszło lato 2015 roku, wyjątkowo piękne, wyjątkowo upalne. Amelka zaczęła się dziwnie zachowywać. Była słaba, spała do południa, nie chciała się bawić – na początku byliśmy przekonani, że to przez pogodę. Gdy zaczęła wymiotować, natychmiast pojechaliśmy do lekarza rodzinnego. Stwierdził, że córeczka ma problemy z żołądkiem, leki jednak nie pomagały. Nalegaliśmy na zrobienie badań krwi, które jednak wyszły książkowo. Minął tydzień, a Amelcia nadal była słaba, do tego strasznie płakała. Kolejny lekarz stwierdził zapalenie gardła, zaniepokoiło go jednak to, że Amelka wymiotuje. Dostaliśmy skierowanie na szpitala, na tomografię głowy.

Wchodziliśmy na badanie, nie mając pojęcia, że za chwilę życie, które znaliśmy do tej pory, bezpowrotnie się skończy. Byliśmy pewni, że badanie nic nie wykaże. Że wrócimy do domu, a dolegliwości za chwilę miną, przecież to niemożliwe, żeby coś było naszemu dziecku, wyczerpaliśmy już chyba limit tragedii, przypadających na jedną rodzinę… Niestety. Guz, który tkwił w głowie naszej córeczki, miał wymiary 36x30x48mm. Był wielkości zaciśniętej piąstki...

Amelia Wilkos

Teraz już wiemy, że guz strasznie uciska, szczególnie rano, po przebudzeniu... Powoduje wymioty i potwornie bolesne bóle głowy. Amelcia, która miała wtedy tylko 20 miesięcy, nie umiała jeszcze sygnalizować, że boli ją główka. Stąd jej  dziwne zachowanie i przeraźliwy płacz – tylko tak umiała pokazać nam, jak strasznie cierpi...

Tej nocy Amelka zasnęła w szpitalnym łóżeczku, a my na podłodze szpitalnej sali, koło niej, trzymając się za ręce, żeby być razem w ciężkich chwilach. Nie byliśmy w stanie zasnąć, myśleliśmy tylko o tym, że znowu jesteśmy tu, w szpitalu, znowu życie naszego dziecka jest w niebezpieczeństwie. Stan Amelki był tak poważny, że następnego dnia od razu zabrano ją samolotem do Centrum Zdrowia Dziecka. 10 sierpnia przeszła operację usunięcia guza. Trwała 7 godzin. Najdłuższe 7 godzin w życiu, podczas których dosłownie chodziliśmy po ścianach. Baliśmy się, że jej nie przeżyje. Miała dopiero 20 miesięcy, była taka malutka, a w jej głowie ogromny guz…

Pamiętamy chwilę, w której wyszedł do nas lekarz, pamiętamy ten strach, gdy zerwaliśmy się z krzeseł, wpatrując się w jego twarz, pamiętamy ulgę, gdy powiedział, że operacja się udała, że wycięto guza. Nie mogliśmy być przy Amelce, która leżała na oddziale intensywnej terapii, zabraniały tego przepisy – mogliśmy tylko chwilę popatrzeć na nią przez drzwi, choć tak bardzo chcieliśmy być przy naszym dziecku. Czekaliśmy też na wynik badania histopatologicznego guza. Niestety, spełnił się nasz najgorszy koszmar – guz okazał się złośliwy. Rak mózgu. Wyściółczak anaplastyczny, nowotwór złośliwy, bardzo szybko rosnący, bardzo niebezpieczny, bardzo oporny na leczenie. Amelka musiała natychmiast zacząć chemioterapię.

Amelia Wilkos

Rozpoczęliśmy kolejny rozdział naszego życia, rozdział na oddziale onkologii. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak to wygląda… Podłączone do kroplówki dzieci, z główkami bez włosów, z twarzami białymi jak papier, z oczami pełnymi bólu. Amelka została jednym z takich dzieci. Żaden film, żadne zdjęcie nie oddaje tego, jak to jest, być tam w środku – poznaje się te dzieci, ich rodziców, rozmawia się z nim, wspiera, żartuje, po czym któregoś dnia się przychodzi i okazuje się, że tego dziecka już nie ma. Jest tylko puste łóżeczko, w którym zaraz będzie ktoś inny, są porzucone zabawki i pluszowe misie bez właścicieli i jest rodzic, w którego oczach już nigdy nie będzie światła. Nie da się tego opisać żadnymi słowami, słowa zresztą więdły nam w gardle, gdy spadały na nas kolejne ciosy. Amelka przeszła kolejną operację – wstawienia porta do podawania chemii, miała przejść 22 cykle i wyzdrowieć. Taki był plan… Niestety. W lipcu 2016  na rezonansie okazało się, że resztka guza została w głowie Amelki i zaczęła rosnąć. Rak nie odpuścił. Myśleliśmy, że nasz koszmar już się kończy, a tymczasem okazało się, że dopiero się rozpoczął.

Stanęliśmy wtedy przed bardzo trudną decyzją. Kolejna operacja wiązała się z ogromnym ryzykiem – guz w głowie Amelki był zlokalizowany bardzo blisko nerwów, istniało ryzyko uszkodzenia ich podczas operacji, a to oznaczać by mogło, że córeczka może mieć problemy ze wzrokiem, słuchem, a nawet z połykaniem i oddychaniem. Ale brak operacji oznaczałby pozostawienie guza w głowie Amelki i niemal pewny powrót nowotworu. Zgodziliśmy się na kolejną operację, bo inaczej wydalibyśmy zgodę na odroczony wyrok śmierci dla naszego dziecka. Amelka przeszła ją w sierpniu 2016. Niestety, mimo starań lekarzy nie udało się usunąć całości… To był dla nas ogromny cios. Nadzieja, to nam pozostało – nadzieja, że guz pozostanie nieaktywny i nie będzie się rozrastał, że zareaguje na leczenie. Amelkę czekała kolejne cykle chemioterapii i naświetlań… Nadzieja jednak okazała się złudna. Kolejny rezonans w styczniu 2017 roku pokazał, że guz urósł. Wszystko na próżno…

Amelia Wilkos

Patrzymy na naszą córeczkę i wiemy, że w jej główce tkwi śmiertelny nowotwór. Ta myśl nas zabija… Od stycznia guz nie zmienił swoich rozmiarów, ale może się to stać w każdej chwili. A to będzie oznaczać, że wszystkie dostępne metody leczenia zostały wyczerpane. Szansę na życie da Amelce tylko wycięcie guza, ale to operacja obarczona takim ryzykiem, że żaden z polskich lekarzy nie chce się jej podjąć… Musi to zrobić neurochirurg nie tyle dobry, co naprawdę wybitny. Bezradni, u kresu wytrzymałości, zaczęliśmy szukać ratunku poza granicami kraju – i wtedy stał się cud, znaleźliśmy takiego lekarza! W Austrii i Niemczech są przekonani, że guza można wyciąć  w całości! Kazano nam skontaktować się z profesorem Schuhmannem, wybitnym neurochirurgiem z kliniki w Tuebingen w Niemczech, który specjalizuje się w takich trudnych przypadkach jak nasza córeczka. Profesor po przeanalizowaniu dokumentacji i badań Amelki potwierdził, że jest w stanie usunąć całą resztkę guza, która pozostała w główce. Ryzyko powikłań pooperacyjnych jest nadal ogromne, ale podejmiemy je, zgodzimy się na wszystko, żeby tylko nasze dziecko mogło żyć!

W styczniu myśleliśmy, że to już koniec, ale teraz, gdy mamy szansę, żeby uratować życie naszego dziecka, chce nam się płakać, po raz pierwszy od dawna z radości… Błagamy o pomoc – musimy jak najszybciej zebrać środki, bo jeśli rak zaatakuje ponownie, nie będzie już ratunku. Walczymy nie tylko o życie Amelki, ale też o nasze - raz już straciliśmy dziecko i wiemy, że drugi raz tego nie będziemy w stanie tego przeżyć… My, rodzice tej dzielnej, chorej dziewczynki, prosimy Cię o pomoc, bo bez Ciebie nie mamy szans…

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki