Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Nie pozwól, by rak rozdzielił rodzinę...

Andrzej Jarosz
Cel zbiórki:

Leczenie w klinice w Bad Berka w Niemczech - jedyna szansa na pokonanie raka

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Andrzej Jarosz
Murowana Goślina, wielkopolskie
nowotwór złośliwy gruczołu krokowego
Rozpoczęcie: 3 Czerwca 2019
Zakończenie: 21 Października 2019

Rezultat zbiórki

5 lutego 2020 roku o godzinie 20:45 Andrzej zasnął na zawsze. Zostawił "swoje dziewczyny", jak mówił o żonie i córkach, z sercami rozerwanymi na tysiące kawałków...

Odszedł niezwykle mądry, ciepły człowiek, który dbał o ludzi. Nigdy o nim nie zapomnimy...

Rodzinie i bliskim Andrzeja składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Najnowsza aktualizacja

Leczenie nie zadziałało. Skierujcie dużo dobrych myśli do Pana Andrzeja i jego rodziny.

Zakończył się mój drugi pobyt w Bad Berka.
Nadzieja niestety prysła. Byłem drugi i zarazem ostatni raz w Bad Berka w Niemczech. Podjęta próba leczenia została zakończona. O ile leczenie raka prostaty byłoby jeszcze możliwe (mimo bardzo niekorzystnych wyników PSA), o tyle postępowe przerzuty na wątrobie eliminują mnie z dalszej terapii. Niestety terapia - mimo wielkich nadziei - nie zadziałała.

Dziękuję wszystkim za te ostatnie pięć miesięcy wspólnej walki - w zbieraniu funduszy, licytacjach, akcjach charytatywnych, zwykłej ludzkiej życzliwości oraz bycia razem. Nie wymieniam nikogo z imienia i nazwiska, bo wszyscy jesteście ważni. Te ostatnie miesiące nauczyły mnie jednego, a właściwie to przypomniały i wydobyły z zakamarków umysłu myśl... uczucie, że nie wolno być nigdy obojętnym na ludzką tragedię. Nawet jeżeli bezpośrednio nas to nie dotyczy. I to Wy to sprawiliście. Człowiek w obecnych czasach często odwraca wzrok, myśląc "mnie to nie spotka, o co chodzi, to nie moja sprawa, pewnie inni coś zrobią, nie mam czasu, potem."

Pomaganie ma sens, zawsze. Nadzieja to powód, by walczyć. 

Dziękuję, 

Andrzej
 
**************

Kochani, nie takie wiadomości chcieliśmy Wam przekazać. Niestety, nowotwór to bardzo trudny przeciwnik. W tym momencie możliwości leczenia wyczerpały się. Teraz leczenie skupi się na podratowaniu wątroby, na której niestety już są przerzuty. Zbiórka potrwa do 21 października, bo wtedy też kończą się wszystkie akcje, które dodatkowo ją wspomagały.

To trudny czas dla Pana Andrzeja i jego bliskich, dlatego bardzo prosimy - wyślijcie im mnóstwo dobrych myśli. Wiara nie gaśnie...

Leczenie rozpoczęte. Walczymy dalej!

26 lipca zakończył się pierwszy etap leczenia w Bad Berka w Niemczech. Kolejny etap już w październiku. Walka trwa!

A tak o leczeniu napisał Pan Andrzej:

W poniedziałek (22.07) początek. Dwa dni badania i testy. Nawet ślinianki sprawdzali! W środę wlew dożylny izotopu Lutetium 177 (przyleciał z... Australii) i dwa dni w izolatce, bo promieniujesz i świecisz jak neon. W piątek palą rzeczy, w których chodziłeś, następnie wypis. Jeden dzień trzeba pozostać na miejscu na wszelki wypadek. W sobotę powrót do domu. Kolejna wizyta za 8-10 tygodni i powtórka. Czy działa, okaże się po cyklu 2-3 terapii.

Andrzej Jarosz

Ocena stanu zdrowia w porównaniu z wynikami z marca niestety na minus. Pojawił się naciek na wątrobie i kilka przerzutów w kościach. Pan Profesor powiedział jednak: "damy radę". No to musimy dać. Wlew izotopu w dwie i pół minuty, a potem w trzy godziny trzeba wypić cztery litry wody. Dwa dni w odosobnieniu, aż promieniowanie osłabnie.

Gdy wychodziliśmy ze szpitala, dostałem papier na drogę — zaświadczenie, że promieniuję. Tak na wszelki wypadek, bo bramka na lotnisku może wykryć. Ot taka niespodzianka na koniec. Kolejny pobyt od 07.10 i powtórka. 

Dziękuję wszystkim, że jesteście ze mną. 

Andrzej wyrusza na leczenie! Ciągle potrzebna pomoc.

Kochani pomagacze. W grupach i pojedyńczo. Licytanci i nie licytanci. Młodsi i starsi. Znajomi i nieznajomi.

21.07 w niedzielę ruszam dzięki Wam do Kliniki w Bad Berka w Niemczech na pierwszą terapię. Sześć godzin jazdy, spanko i w poniedziałek początek. Dwa dni badania i testy. Nawet ślinianki będą sprawdzali. W środę wlew dożylny izotopu Lutetium 177 (leci właśnie z... Australii) i dwa dni w izolatce, bo promieniujesz i świecisz jak neon.

W piątek palą rzeczy, w których chodziłeś, następnie wypis. Jeden dzień trzeba pozostać na miejscu na wszelki wypadek. W sobotę powrót do domu. Kolejna wizyta za 8-10 tygodni i powtórka. Rezultat: działania nie działania po 2-3 terapii.

Jak dojadę dam znać i zdjęcia zamieszczę, jak tam jest u sąsiadów zza Odry. Na terapii podobno same międzynarodowe towarzystwo. Ciekawym kto mi przypadnie. To na początek tyle i aż tyle. Pozdrawiam wytrwałych obserwatorów.

Andrzej

Opis zbiórki

Mam raka. Dokładnie 3 czerwca dowiedziałem się, że tutaj w Polsce niestety nic już nie mogą dla mnie zrobić… To była trudna rozmowa, lekarz nie wiedział, co mi powiedzieć. Chociaż może ktoś inny by się załamał, ja nie mam zamiaru. Mam rodzinę, dla której chcę żyć, a najważniejsze, że nadal mam nadzieję i ogromną szansę na pokonanie choroby! Nie w Polsce, ale w Niemczech — innowacyjna metoda leczenia raka jest skuteczna aż w 80% przypadków! Zostałem zakwalifikowany, 22 lipca rozpocznie się leczenie. Jeśli tylko zdążę uzbierać środki…

Mój czas ucieka. Już od trzech lat walczę z nowotworem gruczołu krokowego… Nie była i nie jest to łatwa walka. Jak się dowiedziałem? W mojej miejscowości co jakiś czas przeprowadzana jest profilaktyczna akcja badania poziomu PSA we krwi u mężczyzn powyżej 50 roku życia, mająca na celu wczesne wykrycie raka gruczołu krokowego. Mój tata także chorował na tę paskudną chorobę, dlatego starałem się badać regularnie. Do 2014 roku wszystko było ok. A potem przyszła jesień 2016 roku. Poszedłem, pobrali krew, a po kilku dniach przyszedł wynik — znacznie podwyższony poziom PSA, miałem pilnie zgłosić się do lekarza. W szpitalu pobrali wycinki. Potem dowiedziałem się, że to rak… Szok! To uczucie trudno opisać słowami. Zwyczajnie zacząłem się bać, bo ten sam nowotwór zabrał przecież do grobu mojego tatę… To było jednak lata temu. Po otrzymaniu diagnozy pomyślałem, że teraz są inne metody, medycyna poszła do przodu. Na pewno wyzdrowieję!

Andrzej Jarosz

Byłem na siebie zły, bo przegapiłem badania w 2015 r.  Zwyczajnie zapomniałem, nie zauważyłem ogłoszenia o badaniach, ale byłem spokojny, bo do tej pory nic się nie działo.  I właśnie wtedy rak zaatakował. Chichot losu... Okazało się, że dwa lata pomiędzy badaniami to wieczność. Żyjemy w stresujących czasach, wszędzie jest chemia, narażony jest właściwie każdy… Coraz młodsi zapadają na choroby, które nie tak dawno przypisane były osobom grubo po siedemdziesiątce. Zawsze powtarzam, żeby się badać, każdego to dotyczy. Potem może być za późno…

Trafiłem do poznańskiego szpitala, tam zalecono mi tylko hormonoterapię, która czasowo spowolniła rozwój raka. Więcej na ten temat nie chcę pisać, szkoda słów. Żona zabrała mnie do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Tam już po dwóch tygodniach byłem na stole operacyjnym. Wycięli ognisko rakowe, potem zebrało się konsylium, gdzie wszystko mi szczegółowo wytłumaczono i zaproponowano dalsze leczenie.

Jesienią 2017 roku  przeszedłem więc radioterapię i rozpocząłem pierwszą chemię. Było ciężko, nawet bardzo… Chemia nie wybiera: zabija zdrowe i chore komórki. Po szóstej chemii, w styczniu 2018 roku trochę się uspokoiło, ale po krótkim czasie PSA  znowu zaczęło rosnąć. Rak atakował dalej…

Potem dostałem jeszcze jedną nadzieję, ostatnią deskę ratunku dostępną w Polsce — leczenie Enzalutamidem. Pomogło, ale tylko na chwilę. W styczniu 2019 roku NFZ wycofał się z finansowania tej formy leczenia, ponieważ moje wyniki wciąż się pogarszały… Rak stał się oporny na wszystko. Od marca jeszcze raz spróbowaliśmy z chemią, przeszedłem 4 kolejne wyczerpujące cykle. Trzeciego czerwca miałem mieć piątą chemię. Lekarz jednak powiedział, że to nie ma sensu… Norma PSA to maksymalnie 4, u mnie dzisiaj jest 82 i ciągle rośnie… Taka wiadomość mogłaby załamać każdego, ale ja w międzyczasie szukałem innych metod na przeżycie. I znalazłem!

Andrzej Jarosz

Poznałem człowieka, który od 10 lat choruje na nowotwór prostaty. Jest w trakcie terapii w Klinice Bad Berka w Niemczech. Po trzeciej dawce ma regres choroby, znikają przerzuty! A gdy 22 maja dostałem wiadomość, że zostałem zakwalifikowany do leczenia w tejże Klinice, nadzieja odżyła. Ja także mogę pokonać chorobę, mogę żyć! Powiedziałem sobie: Andrzej, jedź tam. Zbieraj pieniądze i jedź! Co się da wybić, to się wybije. W Polsce możemy potem dobić resztki w kościach Radem 223, ale najpierw trzeba zlikwidować przerzuty w tkankach miękkich i węzłach chłonnych w Klinice w Niemczech.

Nie pozostaje mi więc nic innego, tylko zrobić wszystko, by spróbować ocalić życie! Gdy człowiek zachoruje, system jest czasami bezduszny. Człowiek zostaje sam ze swoją chorobą, lękami i nadziejami, Na szczęście mam cudowną rodzinę, wokół mnie są trzy wspaniałe dziewczyny: żona Aleksandra i dwie kochające córki, Gosia i Dominika. Wierzą we mnie, więc i ja muszę wierzyć, że będę z nimi jak najdłużej!

Bardzo Cię proszę o pomoc, bo ogromne koszty leczenia po prostu przerastają już nasze możliwości finansowe. Do lipca muszę zebrać chociaż 60 tysięcy złotych, żeby w ogóle móc jechać do Niemiec i rozpocząć leczenie. Ogromnie wierzę, że zadziała i będę mógł dokończyć terapię. Jeśli mi się uda, będzie to też nadzieja dla innych mężczyzn, którzy — jak ja — zmagają się z rakiem gruczołu krokowego. Na razie czuję się dobrze, biorąc pod uwagę wyniki badań i to, co przeszedłem. Oczywiście, męczę się znacznie szybciej, na głowie zostało już tylko kilka białych włosów i siła już nie ta, ale to nic. Na pewno wystarczy jej, żeby stanąć jeszcze raz do tej najważniejszej walki. Głęboko wierzę, że z Twoją pomocą ten paskudny rak jest do pokonania!

Andrzej

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki