Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Ratując połowę serca, ratujesz życie Antosia!

Antoni Janas
Zbiórka zakończona
114 283,70 zł ( 89,7% )
Wsparło 7118 osób
Cel zbiórki:

operacja Fontana w klinice w Munster

Antoni Janas
Radom, mazowieckie
wada serca
Rozpoczęcie: 22 Listopada 2016
Zakończenie: 1 Marca 2017

Aktualizacje

Dziękujemy!

W imieniu rodziców Antosia z całego serca dziękujemy wszystkim, dzięki którym operacja tego małego chłopca będzie możliwa! Razem ze środkami zebranymi poza siepomaga mamy 100% kwoty, potrzebnej na operację.

Mieliśmy wyznaczony termin operacji na sierpień 2017. Niestety nie pojechaliśmy w wyznaczonym czasie, ponieważ Antoś się rozchorował.  Za dwa tygodnie mamy przyjęcie do szpitala w Munster – napisała nam kilka dni mama chłopca.

Dzień, w którym profesor Malec zoperuje chore serduszko Antosia, dając mu szansę na dalsze życie, zbliża się więc wielkimi krokami!

Wszyscy trzymamy kciuki za jedyny możliwy scenariusz – ten, w którym historia tego chłopca kończy się słowami „i żył długo i szczęśliwie”. 

Gdy tylko będziemy coś wiedzieć, damy Wam znać :)

Opis zbiórki

Proszę go pożegnać – usłyszeli mama i tata Antosia, pochyleni nad szpitalnym łóżeczkiem. Dać umrzeć - jedyna rzecz, której rodzic nie może dać dziecku. Jeśli serce Antka zatrzymałoby się wtedy, lekarze nie podjęliby już reanimacji. Antoś, który przyszedł na świat z połową serca, wykazał jednak ogromną siłę. Dziś ma trzy lata i szansę na życie, jedyną szansę, której nie dostał w Polsce, a którą może dać mu operacja poza granicami naszego kraju. Cena za życie Antosia to ponad sto tysięcy złotych. Nie pozwólmy, by rodzice chłopca stracili go z powodu pieniędzy!

Antoni Janas


Miała być córeczka, siostrzyczka dla małego Stasia - los jednak zdecydował inaczej. To chłopiec - przekazał lekarz zaskoczonej mamie. Wieść o płci wyczekanego maleństwa okazała się jednak nieistotna przy następnej. Kilkanaście minut później rodzicom Antosia skończył się świat. „To nie jest zdrowe dziecko” – powiedział cicho lekarz, patrząc długo na obraz USG. Te słowa sprawiły, że nieważne stało się, że będzie synek zamiast córki. Liczyło się tylko to, że szczęście znikło, wymazane niczym gumką przez szok i rozpacz. Zamiast marzeniach o uśmiechu maleństwa były tylko łzy przerażenia i wizja utraty dziecka, zaklęta w 4 literach, oznaczających śmiertelną wadę - HLHS, zespole hipoplazji (niedorozwoju) lewego serca.

Serce ma dwie komory, dwa przedsionki i pompuje krew – tyle wie o nim przeciętny człowiek. Co jednak, kiedy jest tylko jego połowa? Czy można w ogóle żyć? Tysiące pytań przebiegało mamie i tacie Antosia przez głowę. W ciemnościach strachu zapaliło się wkrótce nikłe światło nadziei, bo choć tej wady serca nie da się wyleczyć, to można zrobić wszystko, żeby dziecko żyło. Do tego konieczne są 3 ciężkie operacje, każda niosąca za sobą ryzyko zgonu. Było za późno na wszelkie zabiegi prenatalne. Antoś miał zacząć bitwę o życie już w pierwszej sekundzie po tym, jak przyjdzie na świat.

Antoś, mały chłopiec o pięknych czarnych włosach, urodził się 8 sierpnia 2013 roku. Natychmiast po porodzie trafił do inkubatora. Nie można było go wziąć na ręce, przytulić… Nikt, kto nie jest rodzicem, nie zrozumie, jak to jest, patrzeć na swoje dziecko zaplątane w rurki i kable aparatury podtrzymującej życie, walczące o każdy oddech. Nie zrozumie tej bezradności, gdy patrzy się na dziecko zamknięte za grubą szybą inkubatora, którego każdy ruch może być ostatnim. Zapłakani rodzice myślami wysyłali mu tylko jedną wiadomość: bądź silny. Przeżyj.

Antoni Janas


W piątej dobie życia Antosia przetransportowano do Centrum Zdrowia Dziecka. W ósmej dobie okazało się, że u chłopca nie można wdrożyć standardowego leczenia 3-etapowego, ze względu na zbyt wąską aortę. Wdrożono leczenie hybrydowe, założono opaski na tętnice płucne, stent do przewodu tętniczego Botalla. Tamten czas upływał na godzinach spędzanych pod gabinetem zabiegowym, pełnych strachu i oczekiwania na jakiekolwiek wieści od lekarza. Kiedy wydawało się, że już jest dobrze, że Antoś w końcu pozna, czym jest dom, a nie tylko szpital, saturacje gwałtownie spadły. Przegroda międzyprzedsionkowa u chłopca zaczęła samoistnie się zamykać, konieczny był błyskawiczny zabieg Rashkinda. Po pojawieniu się dziecka na świecie, rodzice mogą je zabrać do domu zazwyczaj po kilku dniach. Antoś trafił do domu dopiero po 6 tygodniach.

Kiedy wróciliśmy do domu, baliśmy się o każdy jego oddech, na noc podłączaliśmy Antosia pod pulsoksymetr. Niejednokrotnie budził nas alarm monitora. Skończyło się normalne życie, a zaczęło inne, z chorym dzieckiem. Ograniczyliśmy kontakty ze znajomymi i rodziną, ponieważ baliśmy się o zdrowie maluszka. Wiedzieliśmy, że nawet błaha infekcja zagraża jego życiu. Pierwszy uśmiech Antosia wynagrodził nam jednak wszystko.

Synek męczył się przy jedzeniu, słabo przybierał na wadze, jego serduszko nie dawało sobie rady. W styczniu 2014 zakwalifikowano go do operacji Glenna. Czekaliśmy na nią z wielką nadzieją, że pomoże Antosiowi, wiedząc, że to jedyna szansa na życie i lepszą przyszłość dla naszego synka. Jednak baliśmy się strasznie, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę z ryzyka tego zabiegu. Nasz ciągle uśmiechnięty synek ze śmieszną czuprynką miał trafić w ręce kardiochirurgów, nie wiadomo na jak długo.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to nie czas będzie naszym największym zmartwieniem, tylko śmierć…

Antoni Janas


13 godzin rodzice Antosia czekali pod drzwiami sali operacyjnej. Każda minuta była wiecznością. Każdy szmer, każde drgnienie przyprawiało nas o palpitację serca. Kiedy w końcu wyszedł do nas lekarz, kiedy zobaczyliśmy jego wyraz twarzy… To był dramat.

Stan ciężki, niestabilny – te słowa wypełniały głowy rodziców jak echo. Antek, taki mały, podłączony do urządzeń, które podtrzymywały go przy życiu. Saturacje spadały, a rodzice razem z nimi, w przepaść, gdzie jest tylko ciemność i ból… U Antosia wykryto zakrzepicę. Wdało się zakażenie. Ogromny siniak był symptomem kolejnego powikłania, braku ukrwienia rączki… Podano mu kolejne leki, obciążające serce, nerki, wątrobę… Mogło dojść do krwotoku mózgu.

Wtedy rodzicom Antosia kazano się pożegnać z synem. Lekarze byli pewni, że nie przeżyje. Że nie ma szansy. Że nawet jeśli jakimś cudem będzie nadal tlić się w nim iskra życia, to będzie rośliną, na zawsze podłączona do respiratora.

Mama i tata patrzą dziś w oczy Antosia, w których nie ma śladu wspomnienia szpitala, w oczy synka, który jest żywym srebrem, ruchliwym chłopcem, któremu uśmiech nigdy nie schodzi z buzi i wiedzą, że to, że Antoś wtedy przeżył, to cud. Bo Antoś nie miał zamiaru umierać, dzień po dniu odzyskał siły. Spędzaliśmy z nim całe godziny i dni, a on patrzył nam prosto w oczy i dawał do zrozumienia, że jeszcze nie teraz jest jego koniec. Bardzo długo był pod respiratorem, dał jednak radę przejść na własny oddech wspomagany tlenoterapią. Zamiast hospicjum, jak prognozowali lekarze, wróciliśmy do domu.

Antoni Janas


Ale Antoś, aby żyć, potrzebuje kolejnego cudu. Są tylko dwa wyjścia. Jeśli chłopiec nie przejdzie kolejnej operacji, umrze. Jeśli operacja się odbędzie, Antoś ma szansę na życie.

Ale w Polsce nikt nie chce się podjąć leczenia.

Antoś został zdyskwalifikowany z dalszego leczenia kardiochirurgicznego, ze względu na zakrzepniętą tętnicę płucną. Każdy lekarz, z którym rozmawiamy, nie chce się podjąć zabiegu. Mówi, że ryzyko jest zbyt duże. Ale Antoś rośnie, jego serce nie wytrzymuje – tłumaczy tata chłopca. Nie chcąc bezsilnie patrzeć, jak ich syn umiera, rodzice zaczęli szukać ratunku poza granicami kraju. Trafili do kliniki w Munster, do kardiochirurga dziecięcego Edwarda Malca, operującego dzieci ze skomplikowanymi wadami serca, który już wcześniej cewnikował serce Antosia. To specjalista w sercach jednokomorowych, który przeprowadził już dziesiątki operacji, ratując życie dzieci takich jak Antoś.

Profesor Malec chce  przeprowadzić ostatni etap leczenia tej wady, konieczny, by ratować niedoskonałe serduszko Antosia. Konieczny, by chłopiec mógł żyć. Operacja ma odbyć się na początku 2017 roku! Nie możemy, nie będziemy patrzeć, jak nasze dziecko umiera. Teraz znowu mamy nadzieję, że wciąż możemy uratować życie Antosia. Bo ratując połowę serca, ratujemy całe życie naszego synka. Proszę, daj jemu i nam tą szansę.

114 283,70 zł ( 89,7% )
Wsparło 7118 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki