Oddałam nogę, by pokonać śmierć. Teraz pragnę znów żyć...

Joanna Szyłak
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

proteza nogi - szansa Joanny na powrót do życia po nowotworze

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja Rodziny Czarneckich
Joanna Szyłak, 37 lat
Sokółka, podlaskie
stan po amputacji nogi
Rozpoczęcie: 7 Stycznia 2019
Zakończenie: 26 Kwietnia 2019

Rezultat zbiórki

Asia ma już protezę! 


We wtorek wróciłam z Warszawy z protezą. Oto filmik z pierwszych godzin na protezie. Od 10 maja zaczynam rehabilitację już z protezą :) Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi odzyskać sprawność! 



Po trudnej walce z rakiem, po amputacji nogi Asia wreszcie otrzymała szansę na normalne życie! Proteza nie tylko pozwoli jej samodzielnie chodzić, ale odciąży też zdrową nogę, z którą Asia miała coraz większe problemy. 

Dziękujemy wszystkim, którzy dołączyli do walki o nowe, lepsze życie Asi!

Opis zbiórki

Rak, wznowa, niezliczone operacje, ból nie do opisania, w końcu amputacja nogi - myślę, że wyczerpałam już limit nieszczęść za kilka osób. Wierzę, że jestem teraz na starcie do nowego, lepszego życia. Chociaż nie mam nogi, to żyję - mam wspaniałego męża, kochaną córeczkę, dla których każdego dnia walczę! Do pełni zwycięstwa brakuje mi nowej nogi. Tym razem takiej, której nie zaatakuje rak… Dzięki protezie będę mogła nadal być aktywną mamą i cieszyć się życiem, które choroba chciała mi ukraść. Czy pomożesz mi znów chodzić, by pokonywać kolejne przeszkody?

Joanna Szyłak

Miałam 13 lat, gdy zaczął się ten bolesny okres mojej historii. Pamiętam tylko, że rodzice powiedzieli mi o “brzydkiej” chorobie, konieczności jechania do szpitala i o tym, że wypadną mi włosy. Zapytałam tylko, czy odrosną… Nie drążyłam tematu. Mama płakała nieustannie, tata miał łzy w oczach, ale nikt nic nie mówił. Widziałam, że mają obolałe serca, nie chciałam ich jeszcze bardziej ranić. Powiedziałam tylko, że jeśli nie będą płakać, to ja też nie. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, jak wiele będę musiała znieść...

Warszawa, szpital. Już pierwszego dnia przyszedł do mnie lekarz i powiedział, że mam złośliwy nowotwór kości - potwór umiejscowił się w prawej nodze. Dowiedziałam się też, ile procent pacjentów umiera, ilu trzeba amputować kończynę. Dla mnie, wówczas trzynastoletniej, to był wyrok. Odchyliłam tylko głowę do tyłu, a po policzkach pociekły łzy…

Pierwsza operacja, ból, chemia. Tata przyjeżdżał za każdym razem, gdy miałam podawaną chemioterapię, to mi pomagało. Mama nie mogła - musiała opiekować się bratem z mukowiscydozą. Czasami, jak już byłam w szpitalu w Sokółce, leżeliśmy na sąsiednich oddziałach. Brat zmarł 3 lata temu. Miałam dwie siostry, jedna odeszła w dzieciństwie - też prawdopodobnie na tę samą chorobę, chociaż wtedy nikt nie umiał jej rozpoznać. Było mi żal rodziców, że na swoich barkach niosą tak ogromny ciężar, a mimo wszystko nadal stać ich na uśmiech, wsparcie, dobre słowo.

Joanna Szyłak

Po roku leczenia wymarzona wiadomość - rak odpuścił! Jeździłam tylko na kontole, mając nadzieję, że nic nie wykażą. Niestety, po kolejnym roku wiadomość o wznowie, tym razem w płucach, kolejny raz zachwiała moim nastoletnim światem. Wszystko zaczęło się od nowa… Na szczęście, po dwunastu miesiącach walki, i tym razem wymodlona wiadomość - wygrałam! Sądziłam, że to koniec i w końcu będzie lepiej! Niestety, jak bardzo byłam w błędzie, okazało się trzy lata po zakończeniu leczenia…

W prawej nodze, tej, od której wszystko się zaczęło, zrobił się stan zapalny. Każdy bał się ruszać, mówili, że samo przejdzie. Nie przeszło… Miałam wymianę implantu, która się nie powiodła, po niej znowu otworzyły się przetoki. W czasie kolejnej operacji przeżyłam to, czego boimy się w najgorszych koszmarach. Obudziłam się na stole operacyjnym…

To była już 10 operacja, może trochę udporniłam się na środki usypiające? Byłam zwiotczała, nie mogłam ruszyć ręką ani nogą, nie mogłam otworzyć oczu. Chciałam krzyczeć! Nie mogłam - byłam zaintubowana. Czułam tylko tak ogromny ból, że modliłam się o śmierć. Lekarze musieli zauważyć na odczycie, że coś jest nie tak. Pociekła mi tylko łza, dzięki Bogu znowu zasnęłam…

Joanna Szyłak

To wydarzenie bardzo odbiło się na mojej psychice, jeszcze bardziej się bałam. Operacja znowu się nie powiodła, otworzyły się przetoki. Najpierw ropa wycieka przez maleńką dziurkę, która z czasem się powiększała. Walka o nogę, pełna bólu, cierpienia i wyrzeczeń, trwała 13 lat… W międzyczasie starałam się żyć w miarę normalnie. Wyszłam za mąż, urodziłam piękną, mądrą i co najważniejsze, zdrową córeczkę. “Psująca się” noga cały czas jednak nie pozwalała mi cieszyć się życiem i macierzyństwem...

W końcu, w listopadzie zeszłego roku, razem z lekarzem prowadzącym podjęliśmy decyzję o amputacji. Wcześniej wytłumaczyliśmy z mężem wszystko córeczce. Powiedziałam, że mama nie będzie miała nogi, ale dzięki temu będzie w domu, a nie w szpitalach! Będziemy mogły się bawić, a nawet tańczyć i jeździć razem na rowerze! O ile tylko uda mi się kupić protezę…

Najbardziej bałam się w dniu amputacji. Gdy przyszli i owinęli mi nogę folią, wpadłam w panikę. Wcześniej, gdy jechałam na operację, śmiałam się i żartowałam z anestezjologami do czasu, aż nie usnęłam. Teraz panowała grobowa cisza…

Joanna Szyłak

Obudziłam się na sali, z kikutem zamiast nogi. Wiedziałam, że będzie bolało, ale nie, że aż tak… Długo byłam podłączona do morfiny, 24 godziny na dobę. Na szczęście Julitka, moja córeczka, dobrze przyjęła “zmianę”. Teraz trzeba było skupić się tylko na tym, że w końcu będzie lepiej… Przed Świętami Bożego Narodzenia mogłam wyjść do domu, od kilku dni już nie czuję bólu. Jestem wdzięczna i szczęśliwa, jednak nadal walczę o to, by po prostu szczęśliwie żyć… Proszę o pomoc w zakupie protezy. Tak bardzo chcę spełnić obietnicę daną córeczce…

Asia

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki