Małe serce woła o ratunek - trwa walka o Bartusia!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 4 161 osób
109 920 zł (100,03%)
Zbiórka na cel
cewnikowanie serca, leczenie (uregulowanie długu w Munster)

Bartuś Kania, 4 latka

Łuków, lubelskie

Wrodzona wada serca: krytyczna stenoza aortalna, nadciśnienie płucne, zwężenie i niedomykalność zastawki dwudzielnej, ubytek przegrody międzyprzedsionkowej

Rozpoczęcie: 4 Lipca 2018
Zakończenie: 21 Listopada 2018

Poprzednie zbiórki

63 971 zł (120,26%)
Operacja serca w Niemczech – plastyka zastawek mitralnej i aortalnej

3 246

24.11.2017 - 10.04.2018

Operacja serca w Niemczech – plastyka zastawek mitralnej i aortalnej

3 246

63 971 zł

24.11.2017 - 10.04.2018

27 455 zł (100,01%)
Cewnikowanie serca w klinice w Munster

1 293

06.04.2018 - 01.05.2018

Cewnikowanie serca w klinice w Munster

1 293

27 455 zł

06.04.2018 - 01.05.2018

Zobacz wszystkie poprzednie zbiórki
22 Listopada 2018, 11:35
Dziękujemy!

Bartuś Kania

Gdyby Bartuś leczony był gdzie indziej, możliwe, że dzisiaj bym nie miała synka. Tak trudno w to uwierzyć, gdy patrzę na jego ufne spojrzenie, na jego piękny uśmiech… Gdy urodził się z krytyczną wadą serca, lekarze w Polsce zrobili co w ich mocy, by go ratować. Ale w końcu stanęli pod ścianą - jedyne, co mogli zaproponować, to wymiana zastawki na sztuczną. Wtedy przyszedł ratunek z Munster - prof. Malec uratował zastawkę Bartusia! Teraz musimy zrobić wszystko, by chore serduszko wytrzymało w tym stanie jak najdłużej. Bo to największa szansa na przeżycie mojego synka… Proszę, pomóżcie go ratować!

Dopiero niedawno skończył dwa latka. Jak w tym czasie udało się pomieścić aż 10 cewnikowań, tamponadę serca, zatrzymanie krążenia, reanimację i kilka operacji na otwartym sercu? Mój synek umierał, ale wrócił i zrobię wszystko, by został z nami! Wiem, że czeka nas wiele trudnych chwil, wiele godzin wypełnionych lękiem i nieprzespanych nocy. Ale przecież tu chodzi o życie Bartusia…

Bartuś Kania

Czy pamiętacie jego historię? 13 lipca 2016 roku, w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, na świat przyszedł nasz synek. Dane mi było go zobaczyć i przytulić tylko na krótką chwilę. Potem zaczęła się dramatyczna walka… Jego serce biło tylko dzięki wlewom leku podrzymującego życie. Była operacja, krytyczne pogorszenie stanu zdrowia, znowu walka i balans na krawędzi życia i śmierci. W końcu lekarzom została ostatnia możliwość - wymiana wadliwej zastawki mitralnej na sztuczną. Miała to być operacja bardzo wysokiego ryzyka ze względu na duże nadciśnienie. Następnym etapem leczenia była wymiana zastawki aortalnej, a więc kolejna operacja - każda śmiertelnie niebezpieczna! Wiedząc, że zastawka sztuczna u takiego maluszka nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo nie rośnie razem z dzieckiem, rozpoczęliśmy intensywne konsultacje w innych ośrodkach. Chcieliśmy jak najlepiej dla naszego synka - przecież to nasz jedyny, największy skarb!

Nadzieję przyniósł nam tylko profesor Malec - człowiek, który jako jedyny chciał dać szansę naszemu synkowi na uratowanie jego własnej zastawki.

Dzięki wspaniałym ludziom  - takim jak Ty - Bartuś mógł wyjechać do kliniki w Munster. Po wstępnych badaniach i przygotowaniu do zabiegu, 13 lutego 2018 roku nasz synek zniknął za drzwiami bloku operacyjnego… Chociaż wszystko poszło zgodnie z planem, po kilku dniach ciśnienie znowu zaczęło niebezpiecznie rosnąć! Prof. Malec musiał podjąć decyzję o kolejnej, tym razem nieplanowanej operacji. To był dla nas ogromny szok... Strach, łzy, pytania, czy synek sobie poradzi - przecież dopiero co przeszedł jedną operację, a za chwilę ma się odbyć kolejna!. Wiedzieliśmy jednak, że bez operacji ciśnienia powoli zaczną niszczyć serca i płuca, a wtedy będzie za późno na ratunek…

Bartuś Kania

Druga, nieplanowana operacja trwała 5 długich godzin. Profesor Malec ponownie dokonał cudu - zrekonstruował zastawkę. Ciśnienia spadały, ale tylko przez jeden dzień. Serce znowu nie dawało rady… Stanęliśmy przed najgorszym - ryzykiem wymiany zastawki. A wtedy zdarzyło się coś niesamowitego - leki spowodowały, że ciśnienia się ustabilizowały! Bartuś z każdym dniem miał coraz większy apetyt i o wiele więcej energii niż przed operacją. Nieśmiało zaczęliśmy marzyć, że w końcu będzie lepiej…

Niestety, na to nieplanowane leczenie nie mieliśmy już pieniędzy… Lekarze ratowali synka na kredyt, który dzisiaj musimy spłacić. Po drodze musieliśmy kolejny raz jechać na cewnikowanie, by lekarze sprawdzili, czy z sercem wszystko jest w porządku. I znowu dzięki Wam zdążyliśmy do szpitala na czas!

Momentami było ciężko, był strach i łzy, ale dzięki Wam mogliśmy powierzyć życie syna w ręce najlepszych. Udało się ocalić zastawkę, chociaż wielu lekarzy mówiło, że nie ma na to szans. Za ok. pół roku Bartuś będzie musiał wrócić do Munster na kolejny zabieg, podczas którego lekarze będą mogli zajrzeć do serca i ocenić jego stan, a w razie konieczności - niezwłocznie je ratować. Mamy nadzieję, że śmiertelnie niebezpieczne ciśnienie będzie spadać, a widmo śmierci w końcu zniknie…

Bartuś Kania

Nie mamy jednak pieniędzy na kolejne zabiegi, musimy uregulować także dług za ratowanie życia Bartusia. Nie wyobrażamy sobie, by nasz synek był leczony gdziekolwiek indziej… Dlatego znowu tu jesteśmy i z całego serca prosimy Was o pomoc. Wiemy, że tylko dzięki Waszemu wsparciu nasz synek jest dziś z nami, pomogliście nam go uratować! Prosimy, byście dalej byli z naszym synkiem w walce o życie. Nie mamy innej nadziei...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 4 161 osób
109 920 zł (100,03%)