Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Dla innych koszmar, dla mnie marzenie

Basia Gąsiorowska
Zbiórka zakończona
12 766,00 zł ( 100% )
Wsparły 144 osoby
Cel zbiórki:

Elektryczny wózek inwalidzki aby móc się poruszać samodzielnie

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Basia Gąsiorowska
Sztum, pomorskie
Mózgowe porażenie dziecięce
Rozpoczęcie: 3 Września 2017
Zakończenie: 22 Października 2017

Rezultat zbiórki

Moi Drodzy,

z całego serca dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi zebrać środki na zakup nowego wózka elektrycznego. Dzięki Wam nie zostanę więźniem we własnym domu i będę mogła żyć tak aktywnie, na ile pozwala mi choroba! Przesyłam Wam zdjęcie z moim nowym, pięknym wózkiem. Jeszcze raz dziękuję!

Basia

Opis zbiórki

Miałam nie przeżyć, a jestem tu do dziś, choć to życie nie jest łatwe. Walczę o zdrowie od kiedy pamiętam. Ból, łzy bezradności, ale też siła, by walczyć dalej - to moja codzienność. Nie poddaję się, chociaż nie mogę chodzić. Czy kiedyś będę mogła? Nie wiem. Chcę wierzyć, że tak, ale dzisiaj moimi “nogami” jest wózek inwalidzki. Dzięki niemu mogę więcej, bez niego - nie mogę właściwie nic. Tymczasem mój wózek jest już stary, w każdej chwili może się zepsuć, skazując mnie na egzystencję w czterech ścianach, bo życiem tego nie można nazwać. Nie stać mnie na nowy, dlatego proszę Was o pomoc...

Chociaż jestem niepełnosprawna, nie chcę być wykluczona. Urodziłam się za wcześnie, minęło dopiero 6,5 miesiąca ciąży. Ważyłam niewiele więcej od torebki cukru i właściwie wszyscy mnie skreślili, chociaż mama modliła się, bym przeżyła. I te modlitwy zostały wysłuchane - żyję, chociaż nie jestem zdrowa. Gdy inne dzieci uczyły się chodzić, ja mogłam tylko leżeć. Wszystko przez dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe. Moje ręce i nogi nie są sprawne, dlatego całe życie walczę choć o minimalny postęp. Mimo bólu, nie tracę radości życia - mam je tylko jedno, dlatego chciałabym wykorzystać je do granic możliwości.

Basia Gąsiorowska

A tych granic mam sporo. Gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, przeszłam operację przedłużenia ścięgien Achillesa, ponieważ miałam bardzo silne przykurcze mięśni. Po operacji przez sześć tygodni byłam unieruchomiona, leżałam w gipsie. Niestety - operacja nie sprawiła, że zaczęłam chodzić. Jestem w stanie postawić całą stopę na ziemi i to jest już duże osiągnięcie! Nie umiem nawet stać samodzielnie… Przez uszkodzony błędnik nie jestem w stanie złapać równowagi. Nie miałam łatwego dzieciństwa, ale w pewnym momencie wszystko zmieniło się na lepsze, życie nabrało barw!

Miałam sześć lat, gdy dostałam swój pierwszy wózek inwalidzki. Byłam wtedy najszczęśliwsza na świecie! W końcu mogłam poruszać się samodzielnie, poznawać świat, wyjść z domu. Wiem, że dla niektórych wózek to przekleństwo, koniec życia. A dla mnie oznaczało to nowy początek! Mogłam pójść do szkoły, mieć koleżanki i w miarę normalne dzieciństwo.

Jesteśmy z mamą same, od kiedy pamiętam. Nie jest nam łatwo. Zawsze na wszystko brakowało: na moje leczenie, na edukację, na najpotrzebniejsze rzeczy. Ale to nie miało znaczenia, bo miałyśmy siebie, a to było najważniejsze. Mam wspierała mnie i wiedziałam, że jest jej ciężko, bo nie może zapewnić mi tego, czego potrzebowałam. Chociaż skończyłam szkołę podstawową, nie mogłam iść do szkoły średniej rehabilitacyjnej z internetem. Powód był prosty - nie było nas na to stać. Żyłyśmy z wcześniejszej emerytury mamy, na którą przeszła, żeby się mną opiekować. Gdy osiągnęłam pełnoletność, dostałam rentę socjalną. Było skromnie, ale zawsze znalazłam siłę, by spełniać swoje marzenia.

Od osiemnastego roku życia zaczęłam uczęszczać na warsztaty terapii zajęciowej. Jeździłam na nie przez sześć lat. Na warsztatach nauczyłam się również haftować. Oprócz zajęć manualnych była rehabilitacja ruchowa - mam przykurcze i mocną spastyczność mięśni. Ale nie dało to rezultatu - nadal nie mogłam chodzić, więc wózek w dalszym ciągu był moim najlepszym przyjacielem i nieodłącznym towarzyszem życia.Basia Gąsiorowska

Jeżdżę na nim codziennie, to moja możliwość kontaktu ze światem, szansa wyjścia z domu… Niestety, mój wózek ma już jedenaście lat i nie może już mi służyć jak dawniej. Codziennie boję się, że już dziś zepsuje się zupełnie i nie będę mogła nawet poruszać się po domu, samodzielnie dostać się do łazienki… Nie chcę być skazana na pomoc innych, mama nie ma siły mnie nosić. Nowy wózek jest mi potrzebny prawie tak, jak tlen. Bez niego moje życie straci sens...

Koszt wózka nas przerasta. Same z mamą nie mamy najmniejszych szans, by uzbierać te pieniądze. Ledwo nam wystarcza na utrzymanie… Zawsze było ciężko, ale teraz dochodzi jeszcze ogromny strach, że zostanę zamknięta w czterech ścianach. Gdy sobie to uświadomię, nie mam sił powstrzymać łez. Przed oczami mam tę wizję, że staję się więźniem swojego pokoju i  zostaje mi tylko jeden widok z okna, smutny i szary, codziennie ten sam...

Najbardziej boli mnie moja bezsilność. Tyle rzeczy chciałabym zrobić, tyle chciałabym zobaczyć, a mogę tak niewiele… Wiem, że nigdy nie będę chodzić, nigdy nie będę samodzielna, ale chciałabym, aby nie zabrano mi szansy na ruch i wyjście z domu. W głębi duszy wierzę, że ktoś mnie usłyszy i nie pozwoli, aby tak się stało…

12 766,00 zł ( 100% )
Wsparły 144 osoby
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki