Mamusiu, wróć do nas. Jesteś nam potrzebna...

Zbiórka na cel: 6-miesięczna rehabilitacja
Bogumiła Lelek
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 6 914 osób
126 480 zł (76,46%)
Brakuje jeszcze 38 946 zł
Wesprzyj

Bogumiła Lelek, 37 lat

guz rdzenia przedłużonego

Skawina, małopolskie

Rozpoczęcie: 05 Lipca 2018
Zakończenie: 15 Sierpnia 2018

12 Lipca 2018, 11:17
3 miesiące terapii zapewnione. Dziękujemy! Zbieramy na kolejne!

"Jesteśmy niezwykle wzruszeni... Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko uda się zapewnić Bogusi niezbędną rehabilitację na najbliższe 3 miesiące. Dziękujemy!" - Mąż Bogusi jest ogromnie wdzięczny za każde wsparcie i dobre słowo!

Walka o mamę Ani, Maciusia i Madzi trwa. Po wybudzeniu ze śpiączki Bogusia nie ma władzy nad swoim ciałem, nie może opiekować się dziećmi i od miesięcy nie widziała swoich pociech. Powrót do zdrowia jest długotrwały i czasochłonny. Bogusię czeka bolesna droga, ale cel jest ważniejszy - na powrót do rodziny czeka już i tak zbyt długo...

Dzięki Waszej pomocy Bogosia ma zapewniony 3-miesięczny specjalistyczny turnus rehabilitacyjny w ośrodku blisko domu. Powiększamy kosztorys o kolejne 3 miesiące rehabilitacji oraz niezbędne leki.

Bądźcie z Bogusią, mama ma szansę wrócić do dzieci!

Dowiedziałam się, że w mojej głowie jest guz, gdy moja córeczka miała 3 dni. Na początku mówili, że nie da się zoperować, że nie ma nadziei… Ale znalazł się lekarz, który podjął się operacji. Musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję - nikt nie dawał gwarancji, że przeżyję. A przecież właśnie po raz trzeci zostałam mamą, w domu czekali Ania i Maciuś, musiałam żyć, dla nich! Podczas operacji wystąpiły komplikacje, zapadłam w śpiączkę. Lekarze kazali mojemu mężowi przygotować się na najgorsze… Dzisiaj jestem tu, żyję i walczę o powrót do zdrowia, do dzieci. Moja codzienność to ból, ale nie mogę się poddać… Proszę, pomóżcie mi.

Koszmar - chyba tak można nazwać to, co nam się przydarzyło. Ale jeszcze nikt nie wymyślił słów, które mogłyby poddać to, co wtedy czuliśmy: ja, mój mąż, moja rodzina. Gdy dowiedziałam się, że spodziewamy się trzeciego dziecka, szalałam z radości - zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Ania miała już 7 lat, Maciuś 5. Z niecierpliwością czekaliśmy na Madzię. Czas ciąży był trudny. Cierpiałam na okropne bóle głowy, ale lekarze mówili, że to nic takiego, że przejdzie. Niedługo przed porodem zaczęła drętwieć mi ręka i noga, ale nie skupiłam się na tym - ważniejsze było to, żeby córeczka bezpiecznie przyszła na świat. Ale nasze szczęście szybko prysło, zupełnie jak bańka mydlana…

Trzy dni po porodzie skierowali mnie na rezonans, bo ból nie przechodził. Wtedy dowiedziałam się, że w mojej głowie jest guz - wyściółczak, nieoperacyjny, oplatał rdzeń przedłużony i pień mózgu. Uświadomiłam sobie, że zaraz może mnie nie być, że moje dzieci zostaną bez mamy, a Madzia będzie mnie znała tylko ze zdjęć…

Bogumiła Lelek

Ten wyrok zburzył wszystko to, co budowaliśmy przez ostatnie lata. Po wielu konsultacjach, mimo zagrożenia, lekarze podjęli decyzję o trudnej operacji. Dostałam dwa tygodnie, by nacieszyć się moją Madzią. Potem była operacja… Baliśmy się wszyscy, gdy szłam do gabinetu, ze stresu straciłam przytomność. Nie było innego wyjścia, musiałam być operowana…

23 marca, trzy tygodnie po porodzie, trafiłam na stół operacyjny. To miała być data początku mojego nowego życia, albo data śmierci... Podczas operacji nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale dalszą część znam już tylko z opowieści. Prawie byłam po drugiej stronie, stałam na granicy między życiem i śmiercią. Były powikłania, zator powietrzny, który przeszedł do płuc. Jakaś wielka siła zatrzymała mnie jednak na tym świecie. Po operacji przez wiele dni byłam w śpiączce. Nie dawali mi wielkich szans, a mojemu mężowi nadziei. Ale pewnego dnia zaczęłam się wybudzać!

To nie było tak, że nagle otworzyłam oczy i wstałam z łóżka, mogłam wrócić do domu do dzieci. Wybudzanie ze śpiączki to proces długotrwały, żmudny, nie dający gwarancji na powrót do zdrowia. Każdy postęp cieszy - gdy zaczęłam mrugać oczami, oddychać samodzielne, przełykać - wszystko było sukcesem na miarę olimpijskiego medalu! Dało też mojej rodzinie nadzieję, że jeszcze wszystko będzie dobrze.

Bogumiła Lelek
Całkiem niedawno odzyskałam mowę, jest już w pełni świadoma tego, co się dzieje. Rozmawiam z mężem, nawet rozwiązujemy krzyżówki! Mam sprawny umysł, jednak moje ciało jakby nie należało do mnie - jestem uwięziona, nie potrafię się ruszać… Ale czuję je - daje o sobie znać nieustannym bólem, który nigdy nie znika. Budzę się i zasypiam, cały czas cierpiąc… Od marca nie widziałam dzieci, boję się, jak zareagują na “taką” mamę. Strasznie za nimi tęsknię… Moja mała Madzia powinna być z mamą, szczególnie teraz! Ale nie jestem w stanie się nią zająć, bo sama potrzebuję pomocy.

Jestem w ośrodku daleko od domu, mogę tam być tylko do końca lipca, bo potem kończy się refundacja NFZ. Bardzo chciałabym trafić do ośrodka rehabilitacyjnego bliżej domu, żeby moi bliscy mogli mnie częściej odwiedzać, żebym ciągle nie była sama. To ośrodek prywatny, gdzie będę miała niezbędną opiekę i mam nadzieję, że odzyskam władzę nad swoim ciałem!

Mam o co walczyć, mam jeszcze szansę! Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej chciałabym wrócić do domu, wziąć na ręce Madzię, przytulić Anię i Maćka, pocałować męża. Bardzo proszę o pomoc w powrocie do zdrowia. Moja rodzina bardzo mnie potrzebuje…

Bogusia, Tomek, Ania, Maciuś i Madzia

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 6 914 osób
126 480 zł (76,46%)
Brakuje jeszcze 38 946 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość