Zawieszony między życiem a śmiercią

Zbiórka na cel: Rehabilitacja w ośrodku dla osób dotkniętych śpiączką
Zbiórka zakończona
Marcin Minakowski
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 416 osób
72 753,33 zł (100,03%)

Marcin, 34 lata

śpiączka mózgowa

Ruda Śląska, śląskie

Rozpoczęcie: 20 Lutego 2017
Zakończenie: 30 Sierpnia 2017

Z czym kojarzy Ci się Boże Narodzenie? Pewnie z ubieraniem choinki, prezentami i wspólnym śpiewaniem kolęd. Być może z Kevinem w telewizji i świątecznymi przebojami w radiu. Ja, gdy myślę o świętach, widzę mojego męża. Widzę jak leży nieprzytomny na podłodze, jak próbuję go reanimować, jak gonię za karetką do szpitala…

Trzydzieści uciśnięć na dwa oddechy. Mój mąż zadbał o to, bym zawsze miała te liczby z tyłu głowy. Był najbardziej zapobiegliwym człowiekiem, jakiego znam. Przygotowany na każdą ewentualność, zawsze miał plan B. Ważne dla niego było, żebym znała zasady udzielania pierwszej pomocy – Przecież nigdy nie wiadomo co się może stać — powtarzał. Nie sądziłam, że to, czego mnie nauczył, wykorzystam kiedyś w praktyce, a już na pewno nie przeszło mi przez myśl to, że reanimować będę właśnie Marcina.


Prawie każda kobieta w dzieciństwie wyobraża sobie mężczyznę marzeń. Czuły, opiekuńczy, zaradny, kochający dzieci. Będący podporą i opoką. Taki właśnie jest Marcin. Wspaniały mąż i jeszcze lepszy ojciec. Wzór dla naszych dwóch chłopaków - 4-letniego Mateusza i 2-letniego Konrada. Marcin dużo pracował, ale zawsze miał czas dla dzieci. Poświęcał synom każdą wolną chwilę. Nawet gdy wracał do domu zmęczony, a dzieci dokazywały, to jego spokojne usposobienie nie pozwalało mu na gniew. Ta prostolinijna dobroć od zawsze najbardziej mnie w nim urzekała.

To był drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Leniwy, rodzinny czas. Marcin wstał nieco wcześniej, żeby pobawić się z dziećmi. Gdy tylko miał dzień wolnego, starał się poświęcić chłopcom jak najwięcej czasu. Z łóżka zerwał mnie jakiś hałas, jakby ktoś się przewrócił. Pobiegłam do sąsiedniego pokoju: Marcin leżał nieprzytomny na podłodze, obok stłuczona szklanka i rozlana woda. Sama nie wiem, skąd wzięłam wówczas tyle siły i zimnej krwi, ale wiedziałam, że nie mogę wpaść w panikę. Że chłopcy nie mogą zobaczyć mojego strachu, że muszę działać. Marcin zadbał o to, żebym wiedziała co robić.


Włączyłam w telefonie tryb głośnomówiący i zadzwoniłam kolejno po karetkę, po teściów — bo przecież ktoś musiał zająć się dziećmi — i po sąsiadkę, która jest pielęgniarką, żeby mi pomogła. Marcin nie oddychał, rozpoczęłam masaż serca… Sama nie wiem, ile czasu upłynęło do przyjazdu pogotowia. Pamiętam tylko krzątających się ratowników i ciało mojego męża wstrząsane przez defibrylator. Marcina zdecydowano czym prędzej przewieźć do szpitala. Wsiadłam w samochód i pojechałam za karetką...

To było zakrztuszenie. Marcin chciał się po prostu napić wody… Zwykłe zakrztuszenie wodą doprowadziło do tego, że mój mąż jest w śpiączce. Chwytam się za głowę za każdy razem, gdy do tego wracam. Przecież to brzmi tak ironicznie. Marcin na co dzień zajmował się projektowaniem linii wysokiego napięcia, wiedział jak konstruować je w sposób bezpieczny. Taki był też prywatnie. Zawsze przezorny, unikający ryzyka. Czasami myślę, że to tylko zły sen, że zaraz się obudzę, ale to nie nie ja śpię...


Dzieci ciągle pytają mnie — Kiedy wróci tata? Czemu się z nami nie bawi? Gdzie jest? Nie wiem już co mam im odpowiadać. Sama nie rozumiem tego, co się stało... Jak mam wytłumaczyć to im?

Mieliśmy plany, marzenia. W tym roku miałam wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim. Mieliśmy w końcu wyjść na finansową prostą. Gdzieś tam kiełkowała w nas myśl o postawieniu domu. Teraz to wszystko wydaję mi się być tak odległe i tak nieważne…

Pierwsze sześć tygodni po wypadku Marcin spędził na oddziale intensywnej terapii. Lekarze po każdym badaniu potrząsali tylko głową. Ich słowa raniły bardziej niż miecz. Bo czy może być coś bardziej bolesnego niż słuchanie lekarza mówiącego, że mój mąż przez resztę życia będzie rośliną?


Zewsząd słyszę, że liczyć mogę tylko na cud. Cuda jednak się zdarzają. Wiem, że Marcin będzie takim cudem. Ma 33 lata, silny organizm. Poradzi sobie, ale wiem, że to potrwa. Że potrzeba będzie pracy, czasu i pieniędzy.

Szansą dla mojego męża jest kosztowna rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku w Krakowie. Tylko tam ma szanse na wybudzenie. Na to, żeby znowu być z nami. Wierzę, że jeszcze kiedyś będzie tak, jak dawniej, ale potrzebuję Waszej pomocy. Sama nie dam sobie rady, nie stać mnie na to, a przecież głupie zakrztuszenie nie może odebrać dzieciom ojca. Nie może odebrać mi Marcina...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 416 osób
72 753,33 zł (100,03%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość