Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Odzyskać dłoń, by utrzymać rodzinę - tylko tego pragnę

Mariusz Bylak
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

operacja przywracająca czucie w dłoni

Mariusz Bylak
Wszebory, mazowieckie
porażenie splotu ramiennego
Rozpoczęcie: 27 Listopada 2015
Zakończenie: 7 Listopada 2016

Rezultat zbiórki

27 listopada pan Mariusz wyjechał na operację dłoni do Aachen. Gdy tylko będziemy znać informacje na temat powodzenia operacji, zamieścimy je na stronie zbiórki.

Opis zbiórki

Mam na imię Mariusz, mam 32 lata. Trzy lata temu uległem wypadkowi samochodowemu. Mój stan był krytyczny. Moje serce przestało bić trzykrotnie... Życie, które znałem, skończyło się w ciągu jednego dnia.

Uratowano mnie tylko dlatego, że tak bardzo chciałem żyć dla żony, córki i rocznego synka. Reanimowano mnie 45 minut… Liczne połamania, krwiaki, obrzęki. Nie sposób wyliczyć w jak ciężkim stanie byłem. Miałem między innymi wieloodłamowo połamaną lewą nogę, która była, rok temu operowana (usunięcie zespolenia po złamaniu kości piszczelowej).  W tym roku ponownie miałem operację w celu usunięcia zespolenia po złamaniu z kości udowej. Kości się pozrastały, ale noga pozostaje krótsza i do końca życia będę utykał.

Mariusz Bylak


Konsekwencje wypadku ponoszę do dzisiaj. Najbardziej brakuje mi ręki. W wyniku wypadku powyrywane zostały z rdzenia kręgowego nerwy ręki. Moja dłoń jest bezwładna i boli. Ten ból to najgorsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Towarzyszy mi 24 godziny na dobę, odbiera chęci do życia. Większość dnia siedzę na dłoni, przyciskam, zgniatam, drapię, żeby choć na chwilę przestała boleć... żebym mógł zapomnieć... normalnie żyć....

W tamtym roku przeszedłem bardzo kosztowną operację połączenia nerwów. Na operację musiałem pojechać do Niemiec, w Polsce nie dawano mi żadnych szans na poprawę. Neurochirurg dr. Jorg Bahm częściowo usprawnił mi dłoń. Przed operacją nawet palec mi nie drgnął, nie miałem uścisku. Po operacji wszystkie moje palce się razem zginają. Kiedy podaję żonie rękę, ona czuje mój uścisk. To cieszy. Wcześniej nie czułem części dłoni, a teraz czucie powoli wraca. Niestety ból nie zniknął, ból trwa.

Mariusz Bylak


By moja dłoń była sprawniejsza, potrzebuję jeszcze jednej operacji. Ma na celu usprawnienie kciuka, tak bym mógł odzyskach chwyt w dłoni. Po operacji jest duża szansa, że ból który mi towarzyszy zmniejszy się. Termin operacji wyznaczony jest na 24 listopada. Do tego czasu musimy uzbierać potrzebną kwotę. Może wydaje się, że to nie duże pieniądze ale dla nas są naprawdę ogromne.... Kwota, którą zapłaciliśmy za poprzednią operację wynosiła około 37 tysięcy złotych. Tą ogromną sumę częściowo uzbieraliśmy dzięki ludziom o dobrych sercach, w tym Darczyńcom Siepomaga, ale też musieliśmy się zapożyczyć. Do tej pory jeszcze nie udało nam się spłacić długu.

Nasza sytuacja jest niezwykle ciężka. Od wypadku nie pracuję. Dostałem rentę w kwocie 900 zł, moja żona przejęła moje obowiązki. By mogła pójść do pracy musieliśmy oddać synka do przedszkola bo ja nie byłem w stanie się nim zająć. Żona pracowała od 6.30 do 16 -17 w sklepie. To praktycznie cały dzień. Żona szybko musiała zmienić pracę. Nasz syn jest alergikiem (między innymi ma bardzo ciężką postać alergii na białko mleka krowiego) i od pójścia do przedszkola bardzo dużo zaczął chorować. Cały czas wracały infekcje, przeziębienia, zapalenia oskrzeli. Wracając z przedszkola ciągle mówił, że brzuszek go boli. Postanowiliśmy go zabrać z przedszkola aby nie narażać go na te wszystkie infekcje. A moja dzielna żona z pracy dziennej poszła do pracy na noce, do piekarni… Dzięki temu w dzień mogła opiekować się dziećmi.

Mariusz Bylak


Mocno wierzę w to, że po operacji ból, który nieprzerwanie od wypadku towarzyszy mi, zmniejszy się. Wierzę, że tak jak mówi lekarz wróci mi sprawność kciuka. I w końcu może będę mógł podjąć pracę. Wcześniej pracowałem w wulkanizacji, teraz jestem na utrzymaniu żony. Chciałbym znowu poczuć się potrzebny, zadbać o swoją rodzinę... Chcę po prostu odzyskać sprawność, żeby móc utrzymać tych, których kocham! Proszę tylko o to, byś mi to umożliwił, niczego więcej nie pragnę.

--------

Kiedy budzisz się i tak jak co dzień wychodzisz do pracy, nie myślisz o tym, że możesz dziś mieć wypadek. Nie myślisz o tym, że słowa, które mówisz bliskim na do widzenia, mogą być Twoimi ostatnimi. Nie myślisz, że za chwilę może być ból i ciemność. I krzyk lekarzy, szpital i reanimacja, bo śmierć już wyciąga po Ciebie ręce, zatrzymując Ci serce...


Niedługo miną dwa lata od tego dnia, kiedy Mariusz, budząc się rano, też o tym nie myślał. Był mroźny grudniowy poranek, chwilę po świętach Bożego Narodzenia. Jak co dzień wychodził z domu, by jechać do pracy wraz z bratem i kolegami. – To było kilka minut po ósmej, mąż wyszedł z domu, ale po chwili nagle zawrócił, ucałował mnie, syna i córkę. Zazwyczaj zawsze mówił nam „buźka“, ale tego dnia było inaczej, jakby czuł, że może już do nas nie wrócić... – wspomina jego żona Anna. Nie minęła godzina. Anna krzątała się w domu, zajmując się dziećmi, gdy nagle rozległ się dźwięk który zmienił wszystko. Dźwięk telefonu. W słuchawce głos szwagra, mówiący, że mieli wypadek samochodowy. Że spadli z obwodnicy. Że jedzie do szpitala wraz z kolegami, a Mariusza, który siedział na fotelu pasażera, zabrał helikopter... Szwagier przy tych słowach rozpłakał się, a Anna zamarła. W głowie setki pytań. W jakim Mariusz musiał być stanie, że zabrał go helikopter? A jeśli coś się stanie… co ona pocznie? Sama, z dwójką małych dzieci… Szymek dopiero się urodził, miał 11 miesięcy, Roksanka 6 lat… Gdzie zabrano jej Mariusza, w jakim jest szpitalu, gdzie ma pojechać…  Nikt nie odbierał, nie dawał jej żadnych informacji. Po 10 zadzwonił drugi telefon, połączenie z telefonu Mariusza. Głos pielęgniarki, pytający, czy wie, co się stało. Że stan męża jest bardzo ciężki. Że ma natychmiast przyjechać.


Mariusz żył. Nie był jednak sobą. Teraz mówi, że nie pamięta nic po wypadku, tylko pewne przebłyski, wrażenia… Lekarz prowadzący powiedział Annie, że ma nie płakać, że będzie dobrze. Że mąż będzie musiał mieć operację, że największy problem jest z lewą nogą, która została potrzaskana, że ma pękniętą żuchwę, która również będzie musiała być operowana. Przeniesiono go na Oddział Ortopedii, mówiąc, że po tak ciężkim wypadku musi leżeć… Już wtedy Anna czuła, że jednak nie będzie dobrze. Mariusz nie mógł podpisać wymaganych dokumentów. Nie mógł schwycić długopisu, jego ręka była bezwładna. Czuł przeraźliwy ból w barku i piersi. Lekarze jednak mówili, że to nic poważnego…


Mariusz Bylak


Anna wróciła do domu, do tęskniących za tatą i mamą dzieci. Następnego dnia miała wrócić na oddział. Mariusza jednak już  tam nie było. W nocy nagle stanęło mu serce. Annie na wieść o tym prawie stanęło jej własne… Mariusz był jednak silny, udało się go w ostatnim momencie wyrwać z rąk śmierci. Reanimowano go 45 minut. Życie zawdzięcza tylko temu, że lekarz się nie poddał. Po przyjściu do szpitala Anna przeraziła się. Mąż nie oddychał samodzielnie, podłączono go do aparatury, był  spuchnięty tak, że nie było widać szyi… lekarze stwierdzili, że obrażenia są tak rozległe, że serce nie wytrzymało. Okazało się, że oprócz złamań ma też obrzęk rdzenia kręgowego, obrzęk mózgu, krwiaka podpajęczynkowego, odmy płucnej…  Lekarz powiedział Annie, że mąż ma takie obrażenia, jakby skoczył do wody i skręcił kark. Że jeśli uda mu się przeżyć, to ten do tej pory silny, samodzielny mężczyzna będzie na wózku.



Mariusz jednak nie poddał się. Chciał walczyć. Dla żony, dla dzieci. Ktoś musi się nimi zaopiekować. Długo nieprzytomny, ocknął się jednak w odpowiednim czasie – przed urodzinami synka. Zamiast w domu, wśród rodziny, jak inne dzieci, Szymon świętował wśród szpitalnych ścian… Mariusz nie może tak jak kiedyś podnosić go, podrzucać do góry, nie mógłby go utrzymać. Lewa dłoń była i jest do dzisiejszego dnia jak umarła. Badanie EMG wykazało ciężkie uszkodzenie włókien ruchowych wszystkich badanych nerwów długich (łokciowego, pośrodkowego i promieniowego) oraz włókien czuciowych nerwu łokciowego lewej kończyny górnej. Mariusz jest leworęczny i tracąc władzę w lewej dłoni to jakby stracił obie, ponieważ prawą ręką nic nie umiał zrobić. Ubrać się, zjeść obiadu, pisać. Nie umiał też chodzić. Kiedyś głowa rodziny, opoka dla innych, teraz stał się zależny od ich pomocy –  musiał być karmiony, ubierany... Jak dziecko musiał nauczyć się wszystkiego od początku.


Mariusz Bylak


To był koniec życia, jakiego znali. Mariusz od momentu wyjścia ze szpitala poddawany jest rehabilitacji. Dokucza mu tak silny ból, że bez silnych leków przeciwbólowych nie jest w stanie funkcjonować. Nie odzyskał jednak władzy w dłoni. Nie może chwycić obu dzieci za ręce. Nie umie pisać. Nie może objąć żony tak jak kiedyś. Nie może dalej pracować, po wypadku jest na rencie, która liczy niecałe 900 złotych. Z tego nie może utrzymać rodziny...
Ma dopiero 32 lata, nie chce spędzić życia w bezczynności. Bardzo chciałby wrócić do pracy i znowu być głową rodziny.


W ciemności nieszczęścia, które spadło na rodzinę, pojawiło się jednak światło nadziei. Wizyta u profesora Jorga Bahma, który chce podjąć się operacji przeszczepu nerwów. To daje nadzieje na częściowe usprawnienie dłoni i powrót czucia. Operacja miała odbyć się w lutym, ale profesor zdecydował o zmianie terminu na 14 grudnia 2015 roku. Rodzina musi szybko uzbierać potrzebną kwotę - 8 000 euro. Apelują do wszystkich o wsparcie, o szansę, o nadzieję, aby Mariusz mógł odzyskać jakąś część sprawności dłoni, wrócić do pracy, którą stracił po wypadku i pozbyć się tego strasznego bólu, który powoduje, że traci chęci do życia

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki