Biegać i tańczyć może tylko w książkach

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 227 osób
10 615,62 zł (106,15%)

Płock, mazowieckie

Stwardnienie rozsiane

Rozpoczęcie: 19 Grudnia 2012
Zakończenie: 2 Czerwca 2014

Życie Pani Doroty przebiegało zwyczajnie: pracowała w dziale finansowym w płockiej firmie, zakochała się. Za swoim ukochanym pojechała do Włoch, gdzie wzięli ślub w Polskim kościele w Rzymie. W 1992r. Pani Dorota zaszła w ciążę i wszystko było w jak najlepszym porządku aż do ósmego miesiąca, kiedy okazało się, że nie słychać tętna płodu. W szpitalu podano jej środki przyspieszające poród, niestety, urodziła martwą dziewczynkę - przyczyną śmierci było owinięcie pępowiny wokół szyjki dziecka. Kobieta wpadła w ogromną depresję,  razem z nią pojawiły się nieporozumienia z mężem. Postanowiła oderwać się na jakiś czas od tego wszystkiego i wrócić na trochę do rodzinnego domu.

Był to pamiętny rok 1993, kiedy zaczęły się ujawniać
jej problemy ze zdrowiem. Już od dawna odczuwała narastający ból mięśni, stany depresyjne i uskarżała się na ogólne osłabienie. Poważnie zaniepokoiła się, kiedy podczas zwykłego spaceru nagle straciła kontrolę nad jedną nogą.

Chciałam wykonać krok, ale nie mogłam. Noga zupełnie odmówiła mi posłuszeństwa. Najpierw pomyślałam, że to zwykłe osłabienie, zdarza się. Kiedy po niedługim czasie podobna sytuacja powtórzyła się, ogarnęło mnie przerażenie.- wspomina.

Pani Dorota poszła do lekarza, ten nie zastanawiał się długo nad diagnozą – stwierdził, że to stwardnienie rozsiane (SM). Te słowa brzmiały jak wyrok. – Na początku nie wierzyłam. Ta wiadomość spadła na mnie, jak grom z jasnego nieba. Człowiek czyta o takich historiach, poznaje ludzkie tragedie, ale kiedy dotyczy to jego bezpośredniozaprzecza.

Kobieta była zrozpaczona, bała się przyszłości z SM. Wychowywała się w domu, gdzie panowała ta choroba – jej mama zmagała się z nią 33 lata. Pani Dorota chodziła od lekarza do lekarza w nadziei, że od któregoś usłyszy inną diagnozę, a tamta okaże się tylko złym snem. Tak się jednak nie stało… Była młoda i przerażona tym, że stwardnienie rozsiane pozbawi ją kontroli nad własnym ciałem i życiem, że będzie zależna od innych. Jakby choroba była małym zmartwieniem, doszedł do tego rozwód – mąż zostawił Panią Dorotę w tym ciężkim dla niej okresie.

Załamana zamieszkała z rodzicami i siostrą Anną. Uzyskała rozwód z wyłącznej winy męża i alimenty w wysokości 150 zł miesięcznie. Wystąpiła do sądu o ich podwyższenie i od 2009 roku otrzymuje 500 zł miesięcznie. Ma też orzeczenie o niepełnosprawności i rentę – 686 zł na miesiąc.

Całość kwoty nie wystarczała jej na wykup lekarstw i leczenie, musiała zaciągnąć kredyty w dwóch bankach. Pani Dorota spłacała je regularnie, aż do momentu, kiedy siostra Anna straciła pracę. Wszystkie obciążenia finansowe spadły wówczas na Panią Dorotę. Nie była w stanie spłacać równocześnie zadłużonego mieszkania i dwóch kredytów. Przestała więc spłacać jeden z nich, skutkiem czego komornik zabiera jej część renty. Pani Dorocie – po opłaceniu bieżących rachunków i spłacie rat – na jedzenie i leki pozostaje niewiele ponad 200 zł.

-  Wykupuję tylko te leki, które są naprawdę niezbędne załamuje ręce. – Sięgam po nie dopiero, kiedy ból staje się nie do wytrzymania – mówi cicho z rozpaczą w głosie.

Życie ze stwardnieniem rozsianym to nieustanne zmaganie z samym sobą. Czynności, które kiedyś nie przerażały, teraz są niewykonalne. Pani Dorota nie może się sama ubrać, umyć, a ostatnio już nawet uczesać. Porusza się na wózku inwalidzkim, więc mieszkając na drugim piętrze (bez windy), rzadko wychodzi na zewnątrz. Dlatego tak bardzo lubi czytać książki, szczególnie „historyczne romansidła”. Przenosi się wtedy w inny wymiar i może być, kimkolwiek tylko zechce. Może zapomnieć o upokorzeniach codzienności, może biegać, tańczyć…
 
– W gorszych chwilach pomaga mi też Pestka – kochany, nieduży kundelek. Taka mała przylepa, która zawsze wyczuwa, kiedy jest mi smutno. Kładzie się wtedy przy mnie i wtula pyszczek, jakby chciała zapewnić, że już wszystko będzie dobrze.

Chcielibyśmy zebrać 10.000zł na leczenie, aby pomóc Pani Dorocie przejść przez tą ciężką chorobę.

Pani Dorota była osobą niezależną, pełną planów i pomysłów na przyszłość, chętnie pomagała innym. Sama wstydzi się prosić o taką pomoc. Wierzy jednak, że ludzie o dobrym sercu nigdy nie przejdą obojętnie obok cierpienia drugiego człowieka. Zauważą wołanie o pomoc i pochylą się nad mniejszym od siebie, a w przyszłości na pewno zostanie im to wynagrodzone.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 227 osób
10 615,62 zł (106,15%)