Czy muszę umierać tak wcześnie?

Zbiórka na cel: Roczne leczenie onkologiczne wspomagające chemioterapię
Zbiórka zakończona
Daniel Smoleń
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 2 628 osób
79 819 zł (101,11%)

Daniel, 40 lat

Rak drobnokomórkowy z przerzutami

Olesno, małopolskie

Rozpoczęcie: 20 Września 2017
Zakończenie: 12 Października 2017

16 Października 2017, 09:56
Sprawiliśmy kolejny cud!

Kochani, Wasze wsparcie przerosło oczekiwania nasze, Daniela i jego rodziny. Pomoc płynęła strumieniami, dzięki czemu leczenie taty trzech dziewczynek może być kontynuowane aż przez rok! 

Walka z rakiem nie jest równa, ale daliście Danielowi siły do walki i co najważniejsze - nadzieję!

Bohater naszej zbiórki chciałby Wam z całego serca podziękować:

"Dziekujemy, jesteście kochani!
Dzieki waszym sercom bardzo szybko zebraliśmy całą kwotę. Z całego serca pragniemy Wam podziekować: wszystkim Dobroczyncom, bez których nie byloby to możliwe, oraz fundacji Siepomaga, która zorganizowała zbiórkę. Dziękujemy wszystkim ludziom za modlitwę, dobre słowo, wsparcie. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga, dużo ciężkich chwil. Cały czas wierzę, że z Waszą i Bożą pomocą damy radę! Wasze wsparcie motywuje nas, by dalej walczyć i się nie poddawać. Niech wam Bóg błogosławi.
Dziekujemy!
Vanessa, Naomi, Sandra, Patrycja i Daniel Smoleń 

Najtrudniej mi jest patrzeć w oczy córeczek, gdy pytają, kiedy wyzdrowieję. Wiem, że nie mogę ich okłamać, więc wolę nie mówić nic. Nie chcę, żeby były na mnie złe, gdy odejdę… Walczę z całych sił, by być z moją rodziną jak najdłużej - żona i córki bardzo mnie potrzebują. Lekarze dawali mi miesiąc, a ja żyję już rok, chociaż rokowania były tragiczne. I będę walczył jak długo się da, chociaż nowotwór to najgorszy przeciwnik. Chcę, by moje dziewczyny były ze mnie dumne. Pragnę tylko żyć, być przy nich, widzieć, jak córki dorastają… Błagam, pomóż mi w tym.

Mam na imię Daniel i mam 40 lat. Boję się umierać… Całe życie ciężko pracowałem, by zapewnić mojej rodzinie szczęśliwe życie. Od rana do nocy byłem w pracy, w międzyczasie remontowałem z żoną wymarzony dom. Trwało to latami, bo nie chcieliśmy brać kredytu - baliśmy się takiego zobowiązania. Dzisiaj cieszę się, że tak się stało. Gdyby mnie zabrakło, żona zostanie z tym wszystkim sama… Moje córeczki są jeszcze takie malutkie, nie rozumieją, co się dzieje. Vaneska ma 7 lat, Naomi 5, a Sandra dopiero 8 miesięcy. Czy będą mnie pamiętać? Czy będą wiedzieć, jak bardzo je kochałem?

Wszystko zaczęło się rok temu, w październiku. A właściwie skończyło… Skończyło się normalne, szczęśliwe życie. Teraz przyszła pora na strach. Bolały mnie bark i kręgosłup. Oczywiście podejrzewałem, że to po prostu z przepracowania - pracowałem fizycznie, ciężko, wszystko po to, by zapewnić byt rodzinie, byleby w końcu skończyć dom. Moja żona była w ciąży z najmłodszą córeczką, a warunki mieszkaniowe ciągle pozostawiały wiele do życzenia. Chciałem skończyć dom, by w końcu mieć czas dla rodziny. Móc żyć długo i szczęśliwie…

Właśnie wtedy, gdy miało zacząć się układać, na naszą rodzinę spadła wiadomość o chorobie. Nie tylko zachwiała w posadach nasz świat, ale wywróciła go do góry nogami, rozrywając serce na strzępy. Ból nie ustępował, uciskał już klatkę piersiową. Postanowiłem - tak, dla świętego spokoju, pojechać do lekarza. Ten uspokajał, mówił, że to z przepracowania. Ale zlecił USG. Wynik zaszokował. Okazało się, że w moim brzuchu jest ogromny, 16-centymetrowy guz, który uciska na inne narządy. Zostałem skierowany do szpitala, a tam zapadła błyskawiczna diagnoza - rak drobnokomórkowy z rozsiewem. Złośliwy nowotwór zaatakował oba płuca i wątrobę, a także otrzewną, na której był ogromny guz. To on powodował te bóle, które zabierały oddech. W takich chwilach prosi się Boga tylko o to, by przestało boleć...

Lekarz powiedział wprost: “Długo pan nie pożyje”. Nie umiałem się powstrzymać, płakałem jak dziecko. Nie docierało do mnie, że mogę być poważnie chory, że umieram… Przecież za kilka miesięcy miała pojawić się na świecie nasza trzecia córeczka, a miałem umrzeć przed tym, zanim ją zobaczę! To koszmar, tego nie da się opisać słowami. Spojrzałem na zdjęcia mojej rodziny i chyba dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że wkrótce ich opuszczę. Jak to piszę, także nie mogę powstrzymać łez. W obliczu śmierciu uświadomiłem sobie, że większość moich dni to była tylko praca, żeby moja rodzina miała lepsze warunki życia niż ja, gdy byłem dzieckiem. Gdy w końcu zamieszkaliśmy na swoim, myślałem, że trochę przystopuję i więcej czasu będę spędzał z dziećmi i żoną. Okazało się, że to nieprawda, bo mam raka, umieram...

Przeszedłem 6 ciężkich cykli chemii, w międzyczasie na świecie pojawiła się Sandrunia. Tak się cieszyłem, że mogłem ją poznać, że mogłem zobaczyć moją małą córeczkę! Dzięki chemii guz zmniejszył się o 30% i wtedy lekarz polecił… przerwać leczenie, bo jego zdaniem było już lepiej. Wróciłem do domu na pięć miesięcy. Ale potem wszystko wróciło. Znów ból, znów badanie i jeszcze gorsza diagnoza, chociaż trudno to sobie wyobrazić - dwa ogromne guzy na otrzewnej o średnicy 22 i 20 cm.

Najgorsze jest to, że od początku nie dawali mi szans. Nikt nie zaproponował alternatywy, nie wiedzieliśmy, nadal nie wiemu, gdzie szukać pomocy. Wszędzie tylko słyszałem, że niedługo umrę. Skreślili mnie jeszcze za życia. Teraz jestem w szpitalu na kolejnej chemii. Najtrudniej jest mojej żonie… Trójka maleńkich dzieci i mąż, który także wymaga opieki. Chociaż jeszcze sobie radzę, chodzę, funkcjonuję w miarę normalnie, to ból odbiera mi możliwość pracy. Nasza sytuacja finansowa jest naprawdę ciężka… Cały czas towarzyszy lęk - co się stanie, jeśli odejdę? Jak moje dziewczyny sobie poradzą? Tak bardzo chciałbym być z nimi jak najdłużej…

Może powinniśmy szukać ratunku za granicą, ale nie za bardzo wiemy, od czego zacząć, gdzie szukać… Zawierzyłem lekarzom, chociaż dawali mi miesiąc życia, a ja żyję już rok. Nie wybieram się na tamten świat, nie dam śmierci odnieść zwycięstwa. Nie tak szybko, nie bez walki! Teraz biorę chemię, ale powinienem wziąć dwie jednocześnie. Tylko tutaj nie chcą mi ich podawać na raz. Dodatkowo muszę być na leczeniu wspomagającym, by jak najdłużej utrzymać organizm w dobrej kondycji. A to bardzo dużo kosztuje…



Dlatego, choć to trudne, proszę o pomoc. Całe życie własnymi rękoma starałem się zapracować na wszystko,co mamy, żeby moja rodzina żyła szczęśliwie. Teraz, gdy najlepsze chwile miały być przed nami, zabija mnie rak. Proszę Cię o pomoc, by jak najdłużej być z córeczkami i żoną - niczego innego nie pragnę… I proszę - doceń to, co masz. Nie pracuj tak dużo, bo to nie jest w życiu najważniejsze. Wróć dziś wcześniej do domu, przytul męża/żonę, pobaw się w dziećmi. Przecież nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie śmierć...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 2 628 osób
79 819 zł (101,11%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość