Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

W sidłach anoreksji. Pomaluj mój świat nadzieją na życie...

Agata Rusztyn
Zbiórka zakończona
16 967,00 zł ( 100,3% )
Wsparło 338 osób
Cel zbiórki:

turnus terapeutyczny dla osób chorujących na zaburzenia odżywiania

Organizator zbiórki: Fundacja Światło Dla Życia
Agata Rusztyn, 25 lat
Warszawa, mazowieckie
anoreksja
Rozpoczęcie: 12 Lutego 2018
Zakończenie: 15 Marca 2018

Opis zbiórki

Znikam, z każdym dniem jest mnie coraz mniej… Proszę o pomoc, bo jeśli nic się nie zmieni – umrę.

Mam na imię Agata i choruję na anoreksję.

Anoreksja to nie kaprys młodych dziewczyn, to potworna choroba, śmiertelna. Niszczy fizycznie – zabiera nie tylko kilogramy, ale też mięśnie, włosy, zęby, miesiączkę. Przede wszystkim niszczy jednak psychicznie. Rujnuje samoocenę, zabija przyjaźnie, związki, odbiera pasje, szczęście i radość życia. To droga w dół, na której końcu jest tylko jedno – śmierć. Ja zbliżyłam się już do samej krawędzi i czuję, że się chwieję, balansuję nad przepaścią. Jeśli pomoc nie nadejdzie – spadnę.

U mnie najważniejsza nie była sylwetka, najbardziej zależało mi na odzyskaniu kontroli. Jakiejkolwiek kontroli nad swoim życiem, którą zupełnie straciłam. Moja rodzina podjęła decyzję o wyprowadzce z Polski. Musiałam zostawić szkołę, przyjaciół, swój świat… Nowy kraj, nowe miasto, nowa szkoła, nowy język… Znałam tylko podstawowy angielski, było mi bardzo ciężko. Do wieczora siedziałam nad książkami, zapominałam o jedzeniu, spaniu. Ciągły stres, poczucie winy, że nie daję sobie rady, ciągłe poczucie, że niewystarczająco się staram i jestem niedostatecznie dobra… 

Jedyną rzeczą, nad którą miałam jeszcze władzę, było jedzenie. 

Wróciłam z mamą do Polski, ale choroby nie pozostawiłam za sobą. Przyjechała wraz ze mną… Mam wrażenie, iż doczepiła się do mnie na stałe. Wciąż czuję przymus permanentnej kontroli. Kontroli tego, na co mam wpływ - jedzenia.

Dodatkowo gubi mnie mój perfekcjonizm i zawsze wysoko, może za wysoko, postawiona poprzeczka. Od dziecka słyszałam 'ona da sobie radę', więc dawałam, chciałam dawać, chciałam być samodzielna, nie korzystałam z pomocy.

Długo mi zajęło, aby dopuścić do siebie myśl, że tym razem bez pomocy NIE dam już sobie rady. Za mną porażki, uniki, ucieczki. Szpital, próba terapii… Nie udało się, ale wiem, że muszę spróbować jeszcze raz. Pomimo, że przeraża mnie ta walka.

Jest jedna rzecz, dla której chcę walczyć, dla której pragnę żyć… Świat malarstwa i sztuki jest moim światem. Każdego dnia uświadamiam sobie jakie mam szczęście, że mogę robić w życiu to, co naprawdę kocham. Ogromnie cenię swoją pasję, która pochłania mnie w całości. Wypełnia czas, koloruje świat... po prostu uszczęśliwia i nadaje sens.

To już trzeci rok studiów na wymarzonej Akademii Sztuk Pięknych. Z każdym dniem mam jednak coraz mniej siły, by na nią dotrzeć. Jestem bardzo słaba. Choroba wręcz zżera mnie od środka, zabierając energię, a nawet chęć do życia…

Boję się, tak bardzo się boję, że któregoś dnia choroba zabierze mi również to…

Ogromnie boję się prosić o pomoc, a także wstydzę przyznać, że jej tak naprawdę potrzebuję. Jednak jeśli chcę żyć, to muszę się zdecydować. Dlatego proszę właśnie o pomoc i wsparcie, bym mogła jechać na terapię do ośrodka, zajmującego się leczeniem zaburzeń odżywiania. Proszę o pomoc, chcę żyć, chcę wyzdrowieć i móc dalej malować swój życiorys.

16 967,00 zł ( 100,3% )
Wsparło 338 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki