Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Przeżyć dla niego. Mama błaga o pomoc w walce z rakiem!

Dorota Bacławska

Przeżyć dla niego. Mama błaga o pomoc w walce z rakiem!

Cel zbiórki:

leczenie onkologiczne perjeta i herceptyna - ostatnia szansa na wygraną z rakiem

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Dorota Bacławska
Gąski, mazowieckie
agresywny rak piersi z przerzutami
Rozpoczęcie: 9 Października 2017
Zakończenie: 26 Grudnia 2018

Rezultat zbiórki

Dziś przed południem,
po długiej i wyczerpującej walce
nasza kochana Dorotka odeszła...
Prosimy o modlitwę...

- taka łamiąca serce wiadomość dotarła do nas wczoraj (12 lutego 2019 roku).

Nie takie zakończenie chcielibyśmy dopisać do tej historii... Dorota walczyła dzielnie, heroicznie. Chciała żyć, bo miała dla kogo... Serce łamie się podwójnie, bo mały Dawid zobaczy mamę już tylko na zdjęciach. 

Bliskim Doroty składamy najszczersze wyrazy współczucia. Łączymy się z nimi w bólu, w żalu za życiem, które zgasło za wcześnie...

[*]

Najnowsza aktualizacja

Umieram, bo nie mam pieniędzy na lek... uratuj mnie!

O co prosisz świętego Mikołaja? Ja o jedno – chcę żyć… Mam na imię Dorota i umieram na raka. Jestem mamą… mamą z oddziału onkologii. Moje życie zależy od leku, podawanego co 3 tygodnie. Dzięki niemu wciąż jestem, wciąż przytulam synka. Jeśli przestanę brać lek – przegram. Odejdę, a mój synek, Dawid, zostanie sierotą.

Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że wciąż się budzę, wciąż oddycham, wciąż widzę twarz syna. Guzy w płucach zmniejszyły się o 30%, w wątrobie o 10%. Jeśli jednak przerwę leczenie, rak znów zaatakuje. Pokona mnie, umrę.

Dorota Bacławska

Błagam o pomoc, bo na dalsze leczenie nie mam już pieniędzy. Do końca grudnia muszę zapłacić za kolejną dawkę leku. Nie mam jak. Na koncie w fundacji pustka – WSZYSTKIE środki z zielonego paska zostały już wydane – w sercu rozpacz i strach… Zostałeś mi tylko Ty. I nadzieja, że zechcesz sprawić, że ja będę żyć, a moje dziecko nie straci mamy…

Pilnie potrzebna pomoc, bo od niej zależy dalsze życie!

Patrzę na zielony pasek i jestem przerażona… Z zebranych środków nie zostało już PRAWIE NIC. Wszystko, co udało się zebrać, na bieżąco było wydatkowane na leki. Zostały środki na podanie jednej dawki chemii…

Co teraz? Nie wiem, tak bardzo się boję… Wiem jedno – chcę żyć, muszę żyć… Nie dla siebie, dla swojego dziecka. A leczenie działa. Powstrzymało rozwój choroby, czuję się lepiej… A w zasadzie czułam, bo teraz czuję przede wszystkim strach – co dalej? Jeśli zabraknie pieniędzy – umrę.

Rodzina, przyjaciele, zupełnie obcy, życzliwi mi ludzie – dziękuję, że jesteście ze mną. Zbieramy pieniądze w kościołach, na kiermaszach, festynach… to jednak wciąż mało, za mało. Koszt mojego leczenia, mojego życia to ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie…

Mój synek poszedł we wrześniu do przedszkola… Moim jedynym marzeniem jest móc codziennie go tam odprowadzać. Niech takich dni będzie więcej, niech będą ich setki, tysiące… Tylko tego pragnę. Do tego potrzeba tylko i aż pieniędzy…

Proszę o pomoc, wciąż mam szansę, żeby żyć.

Dorota

Zapadła decyzja o zmianie leku - potrzebne środki na kolejne dawki!

Moja walka z rakiem trwa…. Wciąż żyję, choć w zeszłym roku cudem uniknęłam śmierci. Doceniam każdy dzień, w którym jestem przy synku, w którym mogę przytulać go, kołysać do snu, kochać i być mamą…

Niestety, ostatnie wyniki pokazały, że Kadcyla już nie działa. Nie poddaję się jednak, choć to cios… Wciąż jest szansa! Leczenie podjęli decyzję o wdrożeniu innego leczenia – perjety z herceptyną. Sprawdza się u innych chorych… wierzę, że będę wśród nich. Niestety, nie mam pieniędzy na leczenie… Dlatego błagam o pomoc, bo to ostatnia deska ratunku, ostatnia nadzieja. Jeśli nie dostanę leku – umrę.

Pomóż mi, proszę…

Opis zbiórki

Gdy na świat przyszedł mój synek, chciałam zrobić wszystko, by nigdy niczego mu nie brakowało… Nie przypuszczałam jednak, że kiedyś dojdzie do tego, że może mu brakować mnie! Tak jednak się dzieje - mam 37 lat i mam raka piersi z przerzutami do wątroby i płuc! Jestem przerażona, nie chcę umierać, jeszcze nie teraz! Błagam o pomoc, bo jest lek, który może mi pomóc pokonać raka, który da mi czas, żebym mogła wychować mojego synka. Dawidek ma tylko 4 lata. To za wcześnie, by stracić mamę…

Dorota Bacławska

Wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby być najwspanialszą mamą na świecie. Powinnam być jednak mamą silną, która daje radę nosić synka na rękach, z której twarzy nie schodzi uśmiech, nie taką, która słania się na nogach po chemii, w której głowie jest rozpacz i strach, która musi walczyć o każdy kolejny dzień życia… Synek miał mieć inne dzieciństwo niż ja, tylko tego dla niego chciałam. Moje przebiegało w cieniu śmierci rodzica… Tata umarł, gdy miałam 5 lat. To tyle, ile Dawidek będzie miał w przyszłym roku. Mamusia została sama z ósemką dzieci w wieku szkolnym… Było nam bardzo, bardzo ciężko. Żyliśmy w skrajnej biedzie, brakowało na wszystko. Dla synka chciałam tylko bezpiecznego domu, warunków do życia i nauki, których mi zawsze brakowało. Późno założyłam swoją własną rodzinę, wyszłam za mąż dopiero po trzydziestce. Potem urodził się Dawidek… To było tak, jakby nagle znalazły się brakujące elementy układanki; okazało się, że bycie żoną i mamą niesamowicie mnie uszczęśliwia. To miał być najpiękniejszy czas w moim życiu. Nie wiedziałam, że już czeka na nas tragedia, że w moim ciele dojrzewa śmierć…

Karmiłam jeszcze piersią, gdy wyczułam w niej zgrubienie. Byłam u lekarki, powiedziała to, co chciałam usłyszeć – że to pewnie nic złego, że mam obserwować, a gdy przestanę karmić piersią, odczekać kilka tygodni i zgłosić się ponownie. Tak właśnie zrobiłam… Odstawiłam Dawidka od piersi, gdy miał 2,5 roku. Poszłam na badanie USG. Miałam nadzieję, że wyjdę z sercem przepełnionym ulgą, szybko wrócę do synka, do normalnego życia…

Dorota Bacławska

Już na badaniu USG wiadomo było, że to nowotwór. Kolejne badania wykazały, że trafił mi się najgorszy z możliwych rodzajów, najbardziej agresywny – rak piersi HER2-dodatni. Załamałam się. Przerażenie odebrało mi zdolność racjonalnego myślenia. Kilka tygodni przed diagnozą, po długiej walce z rakiem, w niewielkich odstępach czasu, odeszły dwie moje koleżanki. Rak oznaczał dla mnie tylko jedno – koniec, kaplicę. Śmierć…

Dawidek miał wtedy tylko dwa latka. Gdybym zachorowała 10 lat później, gdy byłby już nastolatkiem albo 10 lat wcześniej, gdy nie miałam jeszcze męża i synka – oczywiście, nadal byłoby ciężko, ale może chociaż odrobinę łatwiej, bez myśli, że mam przy sobie maleńkie, całkowicie zależne ode mnie dziecko, które tak bardzo mnie potrzebuje, które chcę wychować, uczyć, kochać… Tymczasem odchodzę. Miałam się nim opiekować, a tymczasem okazało się, że sama będę wymagać opieki, miałam uczyć życia, tymczasem musiałam zacząć o nie walczyć…

Trzy miesiące przed trzecimi urodzinami Dawidka rozpoczęłam chemioterapię. Chemia była koszmarnym doświadczeniem, miałam jednak w głowie myśl, że to coś, przez co muszę przejść, by wygrać. Nie brałam nawet pod uwagę możliwości przegranej… Przyjęłam 16 kursów chemii. Działała. Potem miałam mieć operację. Niestety, przyplątała się infekcja… Czułam się bardzo źle. Gdy w końcu doszło do operacji, okazało się, że guz urósł do ponad 4 centymetrów. Zajął już całą pierś…

Dorota Bacławska

Przeszłam radykalną mastektomię, usunięto mi też węzły chłonne, zaczęłam przyjmować herceptynę. Bezskutecznie. W obrębie blizny pojawiła się zmiana. Czekała mnie radioterapia, potem kolejna operacja. Usunięto zmianę, która w bardzo krótkim czasie odrosła. Rak pokazał mi wtedy, co potrafi… Rano, gdy się ubierałam, miałam jeszcze jedną, centrymetrową zmianę w bliźnie. Wieczorem, gdy zdejmowałam ubranie, myślałam, że śnię. Zmian było już chyba z dwadzieścia. Tak właśnie atakuje ten rodzaj raka – znienacka, gwałtownie, w ciągu kilku godzin odbierając życie i nadzieję. 

Mam coraz mniej nadziei. I coraz więcej przerzutów… Dziś są w płucach i wątrobie, i ciągle rosną. 26 października rozpoczęłam kolejną chemię, czwartą już w moim życiu. Lekarze są jednak sceptyczni. Uprzedzili, żebym nie miała zbyt dużych oczekiwań, że to coś pomoże… Pomóc może mi za to nierefundowany lek – Kadcyla, stosowany w leczeniu chorych na raka piersi, w jego rozsianym stadium! To jedyna szansa na przedłużenie mojego życia. Na to, by Dawid miał mamę dłużej niż przez 4 lata… Lek – podawany dożylnie, przez kroplówkę, jak chemia, w szpitalu - jest jednak niewyobrażalnie drogi. Jednorazowe podanie to koszt rzędu 23 tysięcy złotych. I tak co 3 tygodnie… Taka jest cena za moje życie. Za to, że dostanę szansę patrzeć na moje dziecko, jak dorasta. Że odprowadzę synka do szkoły, że Dawid będzie rósł, otoczony moją miłością i opieką… 

Chcę tylko żyć i być mamą, oto proszę. Modlę się o cud, żeby znalazły się środki na Kadcylę, żebym mogła wyzdrowieć. Proszę wszystkich, którzy mogą pomóc – bądźcie moim cudem.

Obserwuj ważne zbiórki