Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

By rak nie oznaczał śmierci. Błagam, uratuj życie mojego męża!

Zbigniew Sokołowski
Zbiórka zakończona
61 660,50 zł ( 100,1% )
Wsparły 2563 osoby
Cel zbiórki:

specjalistyczne leczenie onkologiczne, wspomagające chemię i radioterapię

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne
Organizator zbiórki: Fundacja Sedeka
Zbigniew Sokołowski, 59 lat
Zawiercie, śląskie
przerzuty raka płaskonabłonkowego do węzłów chłonnych szyi
Rozpoczęcie: 8 Stycznia 2018
Zakończenie: 18 Sierpnia 2020

Aktualizacje

Wieści, które chcieliśmy Wam przekazać!

Kochani, Zbyszek walczy o życie z rakiem – a Wy walczycie o niego! Pomyśleliśmy, że chcecie wiedzieć, co słychać…

Mail od żony Zbyszka – Tatiany: Uzbierało się kolejne kilkaset złotych... Ta kwota oznacza miesiąc podawania leku, który kupujemy w Niemczech, a który trzyma raka w ryzach. Powinniśmy kontynuować leczenie jeszcze przynajmniej rok, więc ten miesiąc leczenia wydaje się niewielkim osiągnięciem. Ale przecież rok składa się z miesięcy i każdy przybliża nas do zwycięstwa…

Straszliwie boję się nawrotu. Rak śpi i niech się więcej nie obudzi. 

Kiedy czytamy inne apele o pomoc, to myślę, że w tym morzu nieszczęść zupełnie nieprawdopodobne, że ktoś odszukuje naszą prośbę i właśnie nam pomaga - ale tak się wciąż zdarza. I właśnie dzięki tej pomocy to, co było niemożliwe, staje się jednak realne i mimo niepewnych rokowań - jednak wygrywamy. 

Nie potrafię wyrazić wdzięczności dla tych wszystkich nieznajomych osób, które nam pomogły i pomagają. Ratują Zbyszka życie. Dostaliśmy też tyle słów wsparcia. Jedno zdanie: ”będzie dobrze” i kilka złotych datku… I dzięki temu wciąż walczymy. I przecież wygramy. Inaczej nie może być. 

Jest bardzo źle... potrzebna pomoc, by ratować życie Zbyszka!

Rozpaczliwy mail od Tatiany, żony Zbyszka:

Nowe informacje to wynik kolejnego liczenia komórek nowotworowych. Bardzo zły... Jest ich 12.7 milionów... W stosunku do pierwszego badania, kiedy bylo ich 1.7 miliona, to olbrzymi wzrost. I straszliwe niebezpieczeństwo! Te wolno krążące komórki w każdej chwili mogą utworzyć przerzuty...

Nie mamy pieniędzy, żeby ciągnąć leczenie. To wyścig z czasem. Tyle przeszliśmy. Tyle razy myślałam, że dalej już nie mam sił... ale muszę walczyć. Nie mogę się poddać. Najbliższy na świecie ukochany człowiek, mój Zbyszek bedzie żył. Jak mam w tym pomóc? Zorganizuję leczenie. Kontynuacje wlewów. Zastrzyki z grasicy. Immunostymulacje. Ale nie mamy pieniedzy. Teraz po tylu miesiącach zwykła codzienność jest problemem.

Wiem od wczoraj. Strasznie się bałam tego wyniku. I przestałam oddychać, kiedy  go zobaczyłam. Ale wstał kolejny dzień i zrobię wszystko, żeby były następne. Nasze wspólne. Proszę - pomóż nam...

Rak rośnie w siłę! Zbyszek walczy o życie - on i jego żona Tatiana proszą o ratunek!

Tatiana: Kolejne skutki uboczne  radioterapii i chemii dają o sobie znać. Zbyszek ma problemy neurologiczne: bardzo silne bole nóg spowodowane uszkodzeniem nerwów przez chemioterapeutyki, brak  czucia w naświetlanym obszarze. Niestety ślinianki, które zniszczyła radioterapia nie odbudowały się, więc suchość w ustach jest straszna. Jak to jest uciążliwe i jakie ma konsekwencje nie ma chyba pojęcia ten, który tego nie zaznał na własnej skórze. Żadne płyny nie sa w stanie znieść uczucia suchości, w związku z tym trudno jest mu przełknąć cokolwiek.  Oczywiście nie czuje też smaku. Ale z tym wszystkim można żyć... Byle żyć.

Zbigniew Sokołowski

Szansą dla Zbyszka są zabiegi hipertermii. Podgrzewanie organizmu do temperatury 40o stopni nie tylko osłabia komórki nowotworowe ale pobudza układ odpornościowy do ich niszczenia. Zaplanowane są  zarówno zabiegi hipertermii ogólnoustrojowej - żeby pobudzić układ odpornościowy i osłabić, albo zniszczyć  krążące w ustroju komórki nowotworowe jak i hipertermia miejscowa, która skierowana jest bezpośrednio w miejsca przerzutów. Tych zabiegów powinno być kilkanaście… co oznacza wydatek przynajmniej 20 tysięcy. Z kolei wlewy z kurkuminy i artesunatu niszczą bezpośrednio komórki nowotworowe i to zarówno guza pierwotnego - gdziekolwiek jest - jak i przerzutów. Rozpoczęliśmy już te wlewy. Za nami cztery - bo na tyle udało się nam zdobyć środki. Powinno ich być minimum 12.  Później należy powtórzyć badanie (krew wysyłana jest do Niemiec, do jednego z niewielu laboratoriów na świecie, które takie badanie wykonuje) znowu policzyć komórki nowotworowe i zdecydować. Jeśli będzie ich wciąż zbyt wiele - trzeba powtórzyć cykl wlewów.

Zbigniew Sokołowski

Jeden wlew to ok. 1800 złotych, badanie kosztuje dwa razy więcej. Ponieważ Zbyszek ma bardzo złe wyniki badań krwi świadczące o zniszczonym układzie odpornościowym ratunkiem są zastrzyki z wyciągiem z grasicy, która dla osób cierpiących na upośledzenia immunologiczne stanowi szansę  na odbudowę układu odpornościowego. Kiedyś preparat TFX był stosowany w Polsce, teraz musimy go sprowadzać z Niemiec. Zbyszek ma dostawać jeden zastrzyk w tygodniu przez minimum rok aby zmniejszyć ryzyko kolejnych przerzutów i stworzyć szanse na zniknięcie istniejących.  Zdobyliśmy się na zaledwie 10.  Trzeba koniecznie uzupełnić aminokwasy, które zniszczyła chemioterapia, bo to m.in. one zapobiegają rozprzestrzenianiu się raka nie pozwalając komórkom nowotworowym wnikać do wnętrza zdrowych komórek.  Można je podać w formie kroplówek i robimy to, ale brakuje nam pieniędzy żeby kontynuować leczenie. Bez kontynuacji tych zabiegów nie będzie efektów. Całe leczenie pójdzie na marne. Zbyszek przegra.

Zbyszek: Tania dodawała mi sil w najgorszych dniach. Była moja podporą także dosłownie, kiedy nie mogłem ustać na własnych nogach i jest nią  każdego dnia dodając otuchy, wspierając i zajmując się organizowaniem leczenia - żebym mógł skupić się na zdrowieniu. Telefon z informacją o wyniku biopsji zmienił życie nie tylko moje, ale całej naszej rodziny. Nikomu nie życzę, aby kiedykolwiek odebrał taki telefon ... Jeśli  już się to zdarzy - nie można się poddać. Niestety - nie wszystko zależy  od naszej woli walki, nie wszystko zależy od psychiki. Czasem za zdrowie i życie trzeba  - po prostu -  zapłacić i ja jestem takim przypadkiem.

Zbigniew Sokołowski

Zdaję sobie sprawę, że moja  historia nie porusza tak bardzo; faceci po 50-tce nie należą do wyciskaczy łez. Rak o nieznanym punkcie wyjścia wydaje się może czymś mniej konkretnym i groźnym niż nowotwór atakujący konkretny organ. W rzeczywistości sytuacja jest przez to trudniejsza, bo trudno jest  zniszczyć źródło, nie wiedząc, gdzie jest. Cała terapia skierowana była na prawdopodobne miejsce wyjścia raka. Ponieważ dostałem największą dopuszczalną dawkę promieniowania nie można już powtórzyć naświetlań i musimy korzystać z  innych metod - żebym miał nadzieję. Wychowaliśmy już dzieci. Ale nie chcę umierać. Jeszcze nie narodziły się moje wnuki. Jeszcze mam marzenia. Bardzo proszę, dajcie mi szanse, pomimo że nie jestem już młody.

Obiecałem Tani 31 lat temu, że zestarzejemy się razem. To jest łatwe, kiedy jest miłość. Ale na drodze stanęła choroba. Pomóżcie mi dotrzymać słowa.

Ze Zbyszkiem jest coraz gorzej, błagam o pomoc, zanim będzie za późno!

Odebraliśmy wynik badania liczby komórek nowotworowych. W ciągu niepełnych 3 tygodni ich ilość podwoiła się i we krwi jest ich już ponad 3 i pół miliona. Przybywa ich w przerażającym tempie… Czas jest naszym wrogiem. Zbyszek musi rozpocząć leczenie najszybciej jak to możliwe, inaczej nie będzie już kogo ratować!

Dziś właśnie mija rok od otrzymania diagnozy. To najtrudniejszy rok w moim życiu, pomimo, że walczyłam już o życie moich chorujących na raka  rodziców. Wtedy przegrałam…. Nie mogę przegrać teraz!

Oprócz badania ilości komórek raka we krwi zrobiliśmy badanie ich wrażliwości na różne substancje… Test na wrażliwość na kurkuminę i artesunat wypadł odpowiednio na poziomie 70 i 80 %… Oznacza to, że tyle procent komórek nowotworowych ginie po zastosowaniu którejś z nich. Jeszcze bardziej obiecujący wynik dało drugie badanie, w trakcie którego zbadano wrażliwość komórek raka potraktowanych obiema substancjami łącznie. Zginęło 90% komórek raka. To dla nas olbrzymia nadzieja. Jedyna nadzieja… Leczenie radio- i chemioterapią nie jest już możliwe...

Niestety nie możemy rozpocząć leczenia, bo koszt jednego wlewu to około 1800 złotych, a ma być ich kilkanaście… W naszym przypadku życie ma po prostu swoja cenę… Bezsilność, jaką czuję, uświadamiając sobie, że bez pomocy, bez wsparcia, tej ceny nie zapłacę, odbiera mi sen. Od tego, czy mamy pieniądze, zależy możliwość leczenia Zbyszka. A od leczenia życie.

Kilkanaście razy dziennie sprawdzam kwotę ze ściśniętym ze stresu  gardłem. Nigdy dotychczas  od pomocy obcych, nieznanych mi osób nie zależało tak wiele. Życie i zdrowie najbliższego człowieka. Miłości mojego życia.Trudno wyrazić słowami, jaką bezradność i rozpacz czuję. Pozostaje mi tylko błagać – uratuj życie mojego męża…

Tatiana

Opis zbiórki

Strasznie trudno mi pisać apel z prośbą o pomoc, strasznie trudno mi opowiadać tę historię. Historię wojny o życie ukochanego człowieka, która właśnie się toczy. Zrobię jednak wszystko, bo liczy się tylko jedno - by Zbyszek nie umarł, by nie zabrał go rak, by został ze mną i dziećmi… Niczego więcej nie chcę. Pomóżcie nam uratować jego życie. Proszę, błagam z całych sił!

Zbigniew Sokołowski

Wiem, że każdy ma swoje problemy, zmartwienia, nadzieje… Ja mam tylko jedno marzenie -żeby Zbyszek żył. Mój mąż, moja miłość… Nasze zycie  przed diagnozą to inny świat; teraz jest nim rak, Każdy dzień to walka o życie mojego męża, który bez pomocy umrze. Proszę o pomoc dla najwspanialszego człowieka: szlachetnego, prostolinijnego, życzliwego, który zawsze znajdował w sobie empatię i zrozumienie. Teraz sam potrzebuje pomocy. To ja proszę o tę pomoc, bo Zbyszek jest zbyt skromny, zbyt powściągliwy, żeby to zrobić. Jest też skupiony na walce i słabszy każdego dnia. Robię to za niego ja, jego żona…

Kiedy się poznaliśmy, urzekł mnie swoim ciepłem. Są ludzie, od których bije dobro. Tacy, którzy umieją wysłuchać, wesprzeć, a sama ich obecność potrafi pomóc… Zbyszek jest właśnie taką osobę. Zakochaliśmy się w sobie, wzięliśmy ślub… Jesteśmy razem 31 lat. Doczekaliśmy się dwójki dzieci, Olgi i Michała. Udało nam się je wychować na dobrych ludzi. Zbyszek jest wspaniałym tatą… Nasza rodzina wkrótce ma się powiększyć, Olga jest w ciąży, na świat przyjdzie nasz wnuk. Radość jednak brutalnie odebrał nam rak, zamiast cieszyć się z nowego życia drżymy o to, które już jest… Czy Zbyszek w ogóle pozna swojego wnuczka, czy będzie mógł go wziąć na ręce, zobaczyć jego pierwszy krok? Bez Twojej pomocy na pewno nam się to nie uda…

Zbigniew Sokołowski

Tą codzienność, zwyczajność – dzień w pracy, wieczory w domu, chwile razem – brutalnie odebrał nam nowotwór, zostawiając tylko strach i rozpacz. Zaczęło się od powiększonego węzła na szyi, pod żuchwą. Lekarz stwierdził, że to efekt usuwania zęba, ósemki. Że guz sam zejdzie... Gdy tak się nie stało, gdy urósł do wielkości 6 centymetrów – zaczęliśmy się bać, a potem szukać odpowiedzi. Musieliśmy walczyć o skierowanie na biopsję, na kolejne badanie. Tylko dzięki nim udało się wykryć, że to, co miało być powikłaniem po zwykłym wyrwaniu zęba, było tak naprawdę przerzutem raka.

Rak płaskonabłonkowy, bardzo złośliwy, bardzo agresywny… Z taką diagnozą życie zmienia się w jednej chwili. Wtedy też na własnej skórze poznaliśmy bolesną prawdę - w naszym kraju lepiej nie chorować. Wydawać by się mogło, że leczenie powinno zacząć się natychmiast, jest rak, powinna być natychmiastowa walka o życie… Tak jednak się nie stało. Nikt nie wiedział, gdzie znajduje się ognisko nowotworu, to, które sieje przerzuty – mogło być w gardle, jamie ustnej, głowie… Mąż w trybie pilnym miał mieć zrobiony tomograf komputerowy. To było w marcu. Wyznaczono mu termin na wrzesień… Wszystko musieliśmy więc robić prywatnie, za wszystko płacić. Chory na raka z przerzutami w Polsce czasem ma tylko dwa wyjścia – zapłacić albo umrzeć…

To był strasznie trudny dla nas czas – malały szanse, a nowotwór rósł w siłę. Brak punktu wyjścia to 1,5 % przypadków raka. Komplikuje leczenie. Nie ma końca nieprzespanych nocy, znaków zapytania, poszukiwania informacji, codziennego, ściskającego za gardło strachu… Bomba, której nie udaje się znaleźć i rozbroić, wciąż tyka. Budziłam się i zasypiałam z myślą, że mojego kochanego męża zabija rak, a ja nie mogę nic zrobić, w żaden sposób mu pomóc! Suplementacja, żeby chociaż jakoś wzmocnić organizm, kolejne badania, wizyty u lekarzy. Skończyły się oszczędności, zaczęły pożyczki i ciągły lek, stres, skąd wziąć pieniądze, by ratować Zbyszka?! Po otrzymaniu wyniku ostatniego badania PET – „źródła pierwotnego nie dało się ustalić, liczne przerzuty w szyi” podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu radio- i chemioterapii. Nie można  czekać, bo nie byłoby kogo ratować…

Zbigniew Sokołowski

Mąż rozpoczął chemię wraz z radioterapią w październiku. Stracił na wadze 20 kilogramów. Nie mógł jeść. Zanikła produkcja śliny, bo ślinianki zniszczyła radioterapia. Zbyszek ma problem, żeby przełknąć cokolwiek, wypadają mu zęby, nie czuje smaku… Skórę ma poranioną, wręcz czarną od oparzeń po naświetlaniach. Żywi się tylko płynami, wzbogaconymi o specjalne enzymy. Nie skarży się, ale mi pęka serce, gdy widzę, co rak zrobił z ukochanym mi człowiekiem.

Zbyszek skończył chemię, potrzebuje jednak leczenia, które wspomoże jej działanie i zmniejszy negatywne skutki unoczne. Sama chemioterapia z radioterapią nic tu nie da. Trzeba dobić te komórki rakowe, których nie zabiło naświetlanie. Trzeba wzmocnić też jego organizm, pobudzić do pracy układ odpornościowy… Dziś jest tak wyniszczony leczeniem, że każdy wirus to murowana sepsa, każde przeziębienie może oznaczać dla niego śmierć, a pozostałe po leczeniu komórki nowotworowe mnożą się  nie napotykając przeszkód. Ponadto leczenie wspomoże też działanie radioterapii nawet o 48%!

Znaczenie ma każdy grosz, każde kilka złotych, bo razem zbierają się na kolejny tydzień dodatkowego leczenia, kolejną kroplówkę, kolejny zastrzyk… Dlatego proszę o pomoc. Mamy świadomość, że drugiej szansy nie będzie. Zwłóknienia po radioterapii nie pozwolą na kolejne operacje. Teraz mamy wygrać. To jedyna walka i musi być zwycięska. Nie dopuszczam innej myśli, dlatego tak bardzo chcę, żebyśmy mogli zrobić wszystko, co możliwe, żeby Zbyszek wygrał z rakiem. Żeby żył.

Mamy jedną szansę, jedyną, ostatnią – jesteście nią Wy. Nie zostawiajcie nas samych, pomóżcie nam. Proszę…

61 660,50 zł ( 100,1% )
Wsparły 2563 osoby
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki