Trwa walka o życie Zuzi, pomóż jej cieszyć się życiem.

Dobro Wraca
organizator skarbonki

Zuzia wyciąga rękę o pomoc, żeby zabrać ją z tego koszmarnego oddziału na zawsze. Ja, matka… Proszę, błagam. Pomóż, nie odwracaj wzroku.

Jeszcze kilka chwil temu moja kruszynka była zwyczajnym półrocznym bobasem, a dzisiaj toczy walkę na śmierć i życie. Nasz świat runął w przepaść, przytulny dziecięcy pokoik został zastąpiony oddziałem onkologii. Zuzia jest tak dzielna, jak tylko może być dzielny 9-miesięczny niemowlak, ale to nie wystarczy do pokonania choroby. Żeby moja córeczka mogła żyć, potrzebuje nieludzko drogiej immunoterapii. Tylko tak mamy szansę na ocalenie…

Kiedy piszę te słowa, do delikatnych żył Zuzi sączy się chemia. Trucizna, która ma za zadanie zmniejszyć wielkość guza, kapie powoli, kropelka po kropelce. Taka jest konieczność, choć serce pęka z bólu.


Zaczęło się bardzo niewinnie w marcu i wyglądało na infekcję jakich wiele. Maleństwo było przeziębione, przyjmowało antybiotyki, późniejsza kontrola w przychodni kazała przypuszczać, że wyszliśmy na prostą. Nic z tego… Po 2 dniach kolejna wizyta w przychodni. Kiepskie wyniki krwi zaalarmowały lekarza. Wysłano nas do Łodzi na kontrolę, gdzie dzięki badaniu USG wykryto złoczyńcę — neuroblastomę IV stopnia. Śmiertelne zagrożenie dla mojej kruszynki.


Nowotwór dał już przerzuty — do szpiku, płuc, twarzoczaszki. Nigdy nie przypuszczałam, że można tak się bać. O kolejny dzień, o następne wyniki badania krwi. Na oddziale są też inne dzieci, przy każdym z nich czuwają rodzice. Niektórzy mają dyżury, śpimy przy łóżeczkach. Spędzamy całe dnie razem, wspierając się w tej wspólnej wojnie na każdym kroku. Nie wszystkim dzieciom udaje się przetrwać... Ktoś, kto nigdy nie przeżył takiej sytuacji, nie zrozumie dramatu, który tam się odbywa. Słowa, choćby najbardziej dosadne, zawsze będą ledwie zarysem tego, co dzieje się wewnątrz człowieka.


Za 3 tygodnie mamy kontrolny rezonans. Czekam na niego z nożem na gardle, bo wtedy okaże się, czy chemia spełniła swoje zadanie, zmniejszając guza do tego stopnia, że można go usunąć operacyjnie. Następnie punkcja, kolejna porcja chemii i immunoterapia anty-GD2 w "istotny sposób poprawiająca rokowania u Zuzi". Tak napisała nasza pani doktor. Niestety, ta bardzo potrzebna terapia nie jest w żadnym stopniu refundowana przez NFZ, a jej koszt wynosi na chwilę obecną ponad pół miliona złotych. Na tyle wyceniono życie mojej kruszynki. Jedyne życie, jakie ma… Dlatego błagam o pomoc.


Chciałabym usiąść za kilkanaście lat z córeczką przy herbacie i opowiedzieć jej o koszmarze, który razem przeszłyśmy, a który pozostaje już tylko jedynie moim okrutnym wspomnieniem. Oddać wdzięczność tysiącom wspaniałych ludzi. Takich jak Ty, którzy nie przeszli obok Zuzi obojętnie i, którzy swoimi hojnymi sercami pomogli ją uratować. Wierzę, że tak będzie, bo same nie damy rady… Przeciwnik jest zbyt silny, śmiertelnie niebezpieczny, a Zuzia przecież taka bezbronna. Proszę o wiele, ale córeczka, choć znamy się dopiero kilkanaście miesięcy, jest dla mnie wszystkim, całym moim światem.

Kamila — mama Zuzi

Wsparli

9 zł

Anonimowy Pomagacz

10 zł

Marek

Razem damy radę!
10 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowa Pomagaczka

20 zł

Zosia i Franek

10 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
Wsparło 26 osób
629 zł (0,14%)