Wyczarować paluszki dla Miłosza Skarbonka pomagacza

Dobryklik.pl realizuje już 58 cel. Jest nim pomoc dla Miłoszka!

 
Pomóc można na dwa sposoby:

Wchodząc na stronę DobryKlik.pl, gdzie każde odsłonięcie obrazka oznacza 10 groszy dodanych do zbieranej puli.

oraz dokonująć dobrowolnej wpłaty klikając "WESPRZYJ"


__________________________________________________

OPIS CELU:

Miłoszek - od miłości. Nasz najmłodszy, ukochany synek. Jak każda matka, chciałabym dla swojego dziecka pięknego życia, bez bólu i cierpienia. Jednak sama miłość to za mało, żeby je zapewnić… Wyobrażam sobie jego przyszłość, gdy będą o nim mówili “Miłosz, ten bez palców”. Boli mnie serce, bo wiem, że inni nie zobaczą jego zalet. Tego, jaki jest dzielny, wyjątkowy… Będą widzieli tylko jego zdeformowaną dłoń. Dlatego, gdy jest szansa, muszę o nią zawalczyć ze wszystkich sił. Proszę, pomóżcie mi w tym…

 

To miał być najszczęśliwszy dzień w życiu - przyjścia na świat naszego trzeciego synka. Oczekiwaliśmy go równie niecierpliwie, jak jego dwóch starszych braci. Gdy jednak nadszedł czas, wszystko szło nie tak - poród opóźniał się o kolejne dni. Leżałam w szpitalu i drżałam ze strachu, bo czułam, że dzieje się coś złego. Przy kolejnym badaniu lekarz stwierdził odklejenie łożyska. Trzeba było natychmiast wywołać poród, a ja bałam się tak, jak nigdy wcześniej. Miłosz cudem pojawił się na świecie. Nie było już wód płodowych, mój synek pływał we krwi... Minuty dzieliły go od śmierci, ale przeżył! Gdy położna przytuliła synka do mojej twarzy, łzy ulgi, strachu i szczęścia mieszały się ze sobą i spływały po mojej twarzy.

W końcu mogłam tulić maluszka, podziwiać jego słodką buzię, którą wykrzywił pierwszy, tak upragniony krzyk. Pamiętam narodziny moich starszych dzieci - w głowie utkwił mi obraz ich długich, pomarszczonych paluszków. Liczyłam je wtedy z namaszczeniem - jeden paluszek, drugi, trzeci. Były takie malutkie… Znów więc zaczęłam je liczyć, tym razem u Miłosza. Ale doliczyłam się tylko pięciu… Gdy uniosłam jego drugą rączkę, ciarki przebiegły po moich plecach. Tam nie było czego liczyć… Zamiast palców, ze zniekształconej dłoni wystawały małe kikuty.

 

Nieoczekiwany cios, na który nikt nas się nie przygotował. Moje dziecko miało nieukształtowaną dłoń, w której brakowało paluszków! W jednej chwili runął świat. Kolejne dni przetrwałam tylko na środkach uspokajających. Mój mąż również był w szoku - starsi synowie to okazy zdrowia, nic nie zapowiadało, że z Miłoszkiem coś nie tak. Ale wtedy przypomniało mi się, że gdy byłam w ciąży ze starszymi chłopcami, lekarz za każdym razem liczył ich paluszki. W tym przypadku w ogóle o nich nie mówił. Robiliśmy nawet zdjęcie 4D i też nic! Dzisiaj zastanawiam się, czy już wtedy widział zdeformowaną dłoń, tylko nic nam nie mówił. Chyba wolałabym wiedzieć,  byłabym przynajmniej psychicznie przygotowana...

Ciągle zadawałam sobie jedno pytanie - dlaczego? Chciałam, żeby to był zły sen, jakie często towarzyszą młodym rodzicom. Tak jak wtedy, gdy śni nam się, że nasze dziecko urodziło się bez rąk lub jest ciężko chore, ale potem się budzimy, od razu biegniemy do łóżeczka i upewniamy się, że wszystko jest dobrze. U nas nie będzie dobrze, a ten koszmar trwa cały czas…

 

Nie mogliśmy się pogodzić z tym, co się stało... Najgorsza była jednak bezsilność. Wydawało nam się wtedy, że nie możemy nic zrobić, by odmienić los naszego kochanego maleństwa. Że już w chwili urodzenia został skazany na wytykanie palcami. Bałam się, co będzie, jeśli pójdzie do szkoły. Dzieci są przecież bezlitosne… A co wtedy, gdy synek zobaczy, że jego starsi bracia mają obie dłonie? Co mu powiem, gdy zapyta, dlaczego on nie ma? Co, jeśli przez to poczuje się gorszy, a to wpłynie na całe jego późniejsze życie?

Najgorszy czas był wtedy, gdy wróciliśmy ze szpitala do domu. Patrzyliśmy na Miłoszka, z trudem powstrzymując łzy. Na jego wielkie, piękne i ufne oczy i radosny uśmiech. Tak baliśmy się o jego przyszłość... Gdy znajomi przychodzili oglądać nasze maleństwo, nie wiedzieli, jak się zachować. Nie spodziewali się, że mój synek będzie wyjątkowy. Że nie będzie miał rączki… Wtedy uświadomiłam sobie, że już przez resztę życia mój syn będzie musiał zmagać się ze swoją innością...

Jest taka popularna piosenka, którą dzieci śpiewają w przedszkolu pt. Wesołe dłonie:

Każda dłoń ma palców pięć,
gdy ją ściśniesz, będzie pięść,
klask, klask, klask...

Czasem dłonie bawią się, 
jedna drugą gonić chce.
Klask, klask, klask....

To takie banalne, ale za każdym razem, gdy ją słyszę, mam łzy w oczach. Wiem, że mój synek nigdy nie będzie klaskał, a gdy dzieci w jego przedszkolu ją zaspiewają, ucieknie z płaczem, by schować się w najciemniejszym koncie. Tak bardzo bym chciała ochronić moje dziecko przed cierpieniem...

 

Postanowiliśmy znaleźć sposób, by pomóc Miłoszkowi. Zjeździliśmy cały kraj w poszukiwaniu lekarza specjalizującego się w leczeniu takich wad. Udało nam się umówić na konsultację do  Drora Paleya - lekarza, który daje nadzieję i szansę na zdrowie dzieciom skreślonym gdzie indziej. Akurat przyjechał do Skierniewic, a nam w ostatniej chwili udało się dostać na konsultacje. I stało się to, o co się tak modliłam - prof. Paley podejmie się naprawy rączki mojego synka! Jesteśmy już po konsultacji, dostaliśmy plan leczenia oraz kosztorys.

Podczas operacji specjaliści przeszczepią po dwa paliczki z każdej ze stóp, a w ich miejsce wstawiłą chrzęstkę z grzebienia biodrowego, rekonstruując tym samym stopy. Część zabrana z palca u nogi będzie rosła w rączce. Mój synek dostanie nowe palce, dzięki którym jego zyska sprawność! Po rehabilitacji dziecko jest już w stanie funkcjonować samodzielnie i używać nowych paluszków. Dla Miłosza to oznacza normalne, szczęśliwe życie! Tak bardzo się cieszyliśmy z tej wiadomości! Ale tylko do czasu, gdy nasz wzrok padł na kosztorys. Kwota, którą zobaczyliśmy, zwaliła nas z nóg...

 

Ponad 600 tysięcy złotych - to cena za zdrową rączkę i szczęśliwe życie mojego syna. Co jest jeszcze gorsze - mamy bardzo mało czasu, by ją uzbierać. Lekarz powiedział, że najlepszy czas na operację to październik tego roku, nim Miłosz skończy 14 miesięcy. Potem będzie za późno, a moje dziecko zostanie skazane na kalectwo. Nowe paluszki są na wyciągnięcie ręki, jeśli uda nam się pokonać mur, którym są pieniądze. Proszę, pomóżcie Miłoszkowi...

Poomoc.pl i Dobryklik.pl 

postanowiły wesprzeć zbiórkę kwotą 10 000zł

51 osób wsparło

100 zł

Anonimowa Pomagaczka

damy radę, wspólnie walczymy o zdrowie dla Miłosza:)
5 zł

Kamil Ruszkowski

Dokładam małą cegiełkę i trzymam kciuki za zbiórkę
10 zł

Anonimowy Pomagacz

10 zł

Anonimowa Pomagaczka

Zdrowia
10 zł

Anonimowy Pomagacz

Trzymaj się Mały! :)
125 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość