W główce naszej córki tkwi śmiertelny nowotwór.

DobryKlik.pl
organizator skarbonki

Dobryklik.pl realizuje już 38 cel. Jest nim pomoc dla malutkiej Marty!




Pomóc można na dwa sposoby:

Wchodząc na stronę dobryklik.pl, gdzie każde odsłonięcie obrazka oznacza 10 groszy dodanych do zbieranej puli.

oraz dokonująć dobrowolnej wpłaty klikając "WESPRZYJ"
 

__________________________________________________

 

OPIS CELU:

Przyszła na świat taka malutka. Od tamtej chwili kocham, przychylam nieba. Zarywam noce - ale to nic, naprawdę. Niewielka cena za szczęście. Czuwam więc dalej, gdy nie może spać. Oddaję wszystko, bo serce, bo rozum, bo instynkt. Postawiona w sytuacji życie za życie nie zawahałabym się. Ale przyszedł ON. Pan życia i śmierci - rak. Nie zapukał. Nawet mnie, matki nie spytał czy może. Nie dał wyboru. Wgryzł się w moje dziecko i zaczął wysysać życie.

 

O tamtej chwili minęło zaledwie kilka tygodni. ON nie zdążył zabrać jej pięknych włosów, porozdzierać żył, mimo to już postawił nad przepaścią. Nasza córka stoi na skraju życia. A my szaleństwa.  Jej życie zależy  od mądrości lekarzy i dobra, które jest w ludziach. Wymyka nam się z rąk...

 

 

Gdy na świat przyszło nasze drugie dziecko dostałam od Marty pierwszy sygnał - Mamusiu, boli mnie głowa, nie mogę już wytrzymać. Zaczęliśmy szukać przyczyny bólu. Kręcz szyi miała wyjaśnić wszytko - okazała się być jednak zmyłką kradnącą bezcenny czas. Jeśli kruchość życia można namalować, to Martusia jest niewątpliwie najlepszym modelem, tego potwornego dzieła.

 

Zawsze to ona swoim istnieniem kolorowała rzeczywistość. Teraz, gdy patrzymy w te duże, przerażone oczy,wiemy, że jest nasza kolej. Dziecko rozumie wszystko - to prawda. Marta nie dała się zwieść "bajkami" o kilku dniach w szpitalu. Chwila nieuwagi. Usłyszała rozmowę z lekarzem. Jej sprytny umysł natychmiast przetworzył informacje. Widok dzieci z oddziału plus potwierdzające lęki słowa. W głowie Państwa dziecka ulokował się wielki guz (5 x 6 cm), którego położenie nie daje szans na operację, a jedyne co możemy zrobić to podać małej chemię - pozamiatane. Od tej chwili nasza córka wiedziała, że ma raka i grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Ciężki balast, jak dla kilkuletniego dziecka.

 

Gniewem ze śmiercią wygrać nie można. Pozostało nam kochać, wierzyć i wspierać. Mamo, proszę pomaluj mi paznokcie, chcę być najpiękniejsza, jeśli mam poznać inne chore dzieci. Ta dziecięca naiwna wiara w to, żebędzie dobrze rozrywa serce na milion kawałków. Przyszedł ten dzień, a ona z kolorowymi paznokciami i ulubioną lalką ruszyła walczyć o siebie, o życie, o nas.

 

 

Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Trucizna wymierzona w guz, wypełniała jej ciało, a ona znosiła to z godnością właściwą tylko komuś, kto ufa. Totalne wycieńczenie na twarzy, wenflon w jej małej rączce, większy od nadgarstka. Te obrazy zostaną już z nami na zawsze. Martusia przeszła dwa cykle chemioterapii, wyjątkowo silnej z uwagi na to, że lekarze nie znali przeciwnika. Umiejscowienie guza wykluczyło biopsję, stąd decyzja o zastosowaniu leczenia, wymierzonego w najbardziej złośliwy nowotwór, jakim jest glejak IV stopnia. Życie zatoczyło krąg. Znów siedzieliśmy nad metalowym szpitalnym łóżkiem z nadzieją, że nasze dziecko narodzi się na nowo.

 

Martusia nie poskarżyła się ani razu mimo że, jej oczy to ocean smutku. Gdy opowiadała o płaczącym w sąsiedniej sali chłopcu dotarło do nas, że jest wciąż tą samą dziewczynką. Choroba nie odebrała jej wspaniałej osobowości i wrażliwości. Do dziś jednak wpatrujemy się w nią godzinami, jakbyśmy wzrokiem mogli zatrzymać przy sobie chore dziecko.

 

 

Chemia w końcu była za nami. Guz się zmniejszył, ale nie ustąpił, więc przyszedł czas na kolejny etap. Jak obłąkani przemierzyliśmy wszystkie kliniki w kraju. Najpierw Poznań, później Wrocław, Katowice, Warszawa, Bydgoszcz. Nikt nie chciał dać nadziei i nikt nie widział szansy. Kurtyna. 

 

To już koniec? Przegraliśmy? Widząc jej odwagę uświadomiliśmy sobie, że jest przecież naszym odbiciem.  Jabłko, obok jabłoni. Uczyła się obserwując nas, więc i my mamy w sobie tą siłę. Rozpoczynają się konsultacje, wymieniamy dokumenty, wypisy, badania. Odmowa w Austrii i w końcu wymarzone zielone światło z Niemiec. Szansa ubiera nas w skrzydła. Lecimy.​​

 

Nasza córeczka zakwalifikowała się do leczenia immunologicznego. To dla niej jedyna szansa, by żyć. Pierwszy cykl leczenia zaplanowano na 29 marca. Kolejny już trzy tygodnie później. To być może wystarczy, ale liczymy się z tym, że nasza droga może być dłuższa. Dlatego, gdyby to od nas zależało, jechalibyśmy już dzisiaj. Zbieramy siły do walki. Mamy znów nadzieję, która wraz z wiarą i miłością przetrzyma wszystko. Mądrość lekarzy jest po naszej stronie. Jedyne, czego nam jeszcze trzeba, to tego dobra, które jest w ludziach.

 

 

 

Poomoc.pl i Dobryklik.pl 

postanowiły wesprzeć zbiórkę kwotą 10 000zł

Wsparli

30,50 zł

DobryKlik.pl

5 zł

Anonimowa Pomagaczka

20 zł

Anonimowa Pomagaczka

50 zł

Anonimowa Pomagaczka

Jesteś bardzo kochana
50 zł

Anonimowa Pomagaczka

:*
30 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
101%
10 182,15 zł Wsparło 300 osób CEL: 10000 ZŁ