Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Został tylko jeden lek, który może mnie ocalić... Mam dla kogo żyć, proszę o pomoc!

Dorota Klimczuk
Zbiórka zakończona
8 355,00 zł ( 1,3% )
Wsparło 219 osób
Cel zbiórki:

Półroczne leczenie nierefundowanym lekiem Pirqay

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Dorota Klimczuk, 62 lata
Gdańsk, pomorskie
Nowotwór piersi z przerzutami do płuc, wątroby i kręgosłupa
Rozpoczęcie: 7 Sierpnia 2019
Zakończenie: 7 Grudnia 2019

Rezultat zbiórki

Pani Dorota odeszła, zostawiając pogrążoną w smutku rodzinę. Wierzymy, że tam, gdzie jest teraz, nie ma już bólu i choroby. 

Bliskim Pani Doroty składamy najszczersze wyrazy współczucia. 

Opis zbiórki

Żyję, nadal żyję dzięki ogromnemu uporowi i woli życia, choć wszyscy przewidywali, że już dawno mnie tu nie będzie… Rak - gdy słyszymy te słowa, to jak byśmy usłyszeli wyrok. Ja walczę od lat, moje dzieci nie pamiętają mamy zdrowej. Dużo wycierpiałam, także przez zaniedbania lekarzy… Teraz jednak jest bardzo źle i sama nie dam rady… Został ostatni lek, tylko on da mi szansę. Niestety, nie jest refundowany, dlatego bardzo proszę o pomoc…

Od kilku dni już nie chodzę. Mam kręgosłup zniszczony przez chemię. Ciągle jednak jest nadzieja, a po 26 latach walki z rakiem to ona trzyma mnie przy życiu! Powoli jednak tracę siły i wiem, że jeśli się poddam, nie będzie już dla mnie żadnego ratunku. Dlatego wołam: POMOCY!

Dorota Klimczuk

Z rakiem nauczyłam się żyć. Towarzyszy mi przez połowę mojego życia. Nie pamiętam już czasu, kiedy nie było go ze mną. W 1993 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Przyszedł jakiś praktykant, dał mi kopertę, nic nie powiedział. Jechałam do domu rowerem. Stanęłam i postanowiłam przeczytać wynik. Wtedy przeżyłam szok… Sama, gdzieś w polu, nikt ze mną nie porozmawiał, nic mi nie wytłumaczył. Takie były czasy… 

Leczenie było ciężkie, ale wydawało się, że zwyciężam. Po nim dostałam 9 lat spokoju... Zdążyłam urodzić i odchować dzieci. Potem rak wrócił… Bałam się, jak sobie poradzę z trójką małych chłopców... Piotrek, Marek i Tomek tak bardzo potrzebowali mamy, a ja nie miałam siły. Leżałam poturbowana przez raka, przez operacje i ciężkie leczenie… Jakoś jednak udało mi się przetrwać. A potem nowotwór zmutował…

Niestety, nie miałam szczęścia do lekarzy. Podczas jednej z operacji nie wycięli mi marginesu, rak został w łopatce i prawdopodobnie przez to uległ mutacji, a potem się rozsiał. Za to mięsień, który został wycięty, okazał się czysty… Oczywiście nie usłyszałam nawet “przepraszam”. Chociaż co mieli powiedzieć? “Przepraszam, że zniszczyliśmy pani życie i pewnie przez to pani umrze?”

Dorota Klimczuk

Nie umarłam, jeszcze nie. Ratowały mnie badania kliniczne - bez nich, bez leków niedostępnych w kraju, już by mnie nie było… Potem jednak i one przestały działać, rak się uodpornił. Sama szukałam ratunku, wszystkich dostępnych metod leczenia. To pochłonęło większość naszych pieniędzy. Taka cena za życie… 

Niestety, teraz już nic nie pomaga, nowotwór szaleje. Lekarze rozkładają ręce i nie wiedzą, co jeszcze mogą mi podać. Rak został, a mój organizm jest skrajnie wycieńczony. Jedynym ratunkiem dla mnie jest terapia genowa - bardzo droga, niedostępna w Polsce. To ogromna nadzieja, bo okazało się, że mój rak ma mutację, na którą ta terapia działa! Niestety, lek trzeba sprowadzać aż z USA… Miesięczny koszt kuracji wynosi dwadzieścia tysięcy dolarów. A ja potrzebuję kuracji przynajmniej przez 6 miesięcy...

Dorota Klimczuk

Ja jeszcze widzę horyzont… Czasami się zaciera, ale wtedy wchodzę jeszcze wyżej, by go dostrzec. O swoim raku wiem już więcej, niż niejeden lekarz. Zawsze jak idę na wizytę, to z wypisanymi pytaniami na kartce - chcę znać odpowiedzi, wiedzieć. Jeśli czyta to osoba chora, to chcę jej powiedzieć: idź za moim przykładem. Pytaj, czytaj, sama się dowiaduj. To jest Twoja szansa na życie!

26 lat chorowania zmienia życie całej rodziny. To trudny czas dla małżeństwa, wiele się rozpada. Moje przetrwało, choć bywało trudno. Moi synowie dorastali z chorobą mamy przy boku. Nie mają jeszcze swoich dzieci, a ja tak bym chciała doczekać dnia, gdy zostanę babcią… 

Dorota Klimczuk

Strach paraliżuje, mój organizm jest już wycieńczony. Jednak już tak wiele razy mówili mi, że zostało mi niewiele czasu, a ja trwałam na przekór wszystkiemu! Wierzę, że i tym razem tak będzie! Jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto pomoże mi wykorzystać ostatnią szansę na życie… O to z całego serca proszę.

Dorota

8 355,00 zł ( 1,3% )
Wsparło 219 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki