Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Guz mózgu chce mi odebrać dziecko na zawsze

Adrian Sawicki

Guz mózgu chce mi odebrać dziecko na zawsze

343 512,63 zł ( 102.28% )
13840 donors
Goal:

Terapia protonowa w Czechach

Fundraising organizer: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Adrian Sawicki
Białystok, podlaskie
Nowotwór złośliwy AT/RT
Starts at: 19 March 2015
Ends at: 26 March 2015

Result

Pieniądze nie będą już przeszkodą, żeby rozpocząć terapię protonową w klinice w Czechach. Pierwszy termin rozpoczęcia terapii był wyznaczony na 23 marca, jednak nie udało się zebrać na czas potrzebnej kwoty.

Udało się kilka dni później i na koniec marca Adrian rozpoczął badania w Pradze, dzięki czemu otrzyma najlepszą pomoc dostępną w tej chwili przy jego chorobie. Choroba postępuje szybko, tydzień przed wyjazdem Adrian miał wszystkie wyniki dobre, a pierwszy rezonans w Pradze nie podobał się lekarzom, musieli powtórzyć, żeby mieć pewność, że nie jest za późno na leczenie. Na szczęście kolejny rezonans wyszedł dobrze i 9 kwietnia 2015 r. Adik rozpoczął naświetlania. Terapia trwałą 30 dni, a badania kontrolne pozwoliły powiedzieć na głos to, na co wszyscy czekaliśmy - jest czysto, terapia zadziałała!.

- Obiecujesz, że nie pojedziemy ani razu do szpitala? - spytał Adrian mamę, gdy opuszali klinikę w Pradze.
- Synu, obiecuję Ci nawet nie przejechać w pobliżu szpitala - odpowiedziała. - Najtrudniejszą bitwę masz za sobą, jeszcze trochę walki z rurkami, ale dla Ciebie, Twardzielu, to pikuś.

 _____________________

3 czerwca 2016 roku otrzymaliśmy wiadomość, która nigdy nie powinna mieć miejsca - wszak dzieci mają tylko żyć... Adik odszedł. 5 lat to tak mało...

Description

Boże, jeśli istniejesz      
wysłuchaj moich myśli...

Ty - mój 4-letni WOJOWNIK.       
Ja - Twoja mama.              
Ty, pytasz mnie, czy inne dzieci też mają takie rurki, kabelki, plasterki, tuby albo czy piją szpitalne oranżadki. Ja, zastanawiam się nad mocą składników, rozumiem Twój strach przed kąpielą, przebraniem koszulki, kiedy to zamiast bawić się w "ręce do góry"- my przytrzymujemy "centralę" i "rurkę z nosa", by przypadkiem nic się nie wyrwało. Ty, oczekujesz w napięciu na słowo, które padnie po odebraniu telefonu, gdzie słysząc "hello", już wiesz, że to oznacza wizytę pielęgniarki i Ciebie schowanego pod możliwie największą ilością kołder. Ja z kolei wiem, że na czas jej obecności uczucia odkładam do szafy, by za chwilę nie płakać na widok Ciebie wystraszonego, wyrywającego się, krzyczącego. Kiedy jedyną metodą pobrania krwi czy podania zastrzyku jest trzymanie Cie siłą, za ręce i nogi...

Po raz kolejny słyszę w szlochu pełen wyrzutów głosik... Mamo, dlaczego mi to zrobiłaś? Szybki wskok na moje kolana, ręce owinięte na Tobie są chwilowo jak azyl, puszczają nerwy, uczucia wracają wraz z łzami i pytaniem bez odpowiedzi - ile jeszcze?

Przez miesiąc lekarze próbowali uśpić naszą czujność. Zaczęło się w jesienią 2014 roku. Błędne diagnozy i odsyłanie do domu. Zmienialiśmy lekarza i słyszeliśmy to samo. Podejrzewano wiele niegroźnych chorób, drobnostek w porównaniu z tym, na co naprawdę choruje Adrian. Najpierw dostał antybiotyk na anginę, potem stwierdzono, że ma zapalenie uszu, na co dostał krople. Gdy Adrian wymiotował przez 3 tygodnie, lekarz stwierdził, że symuluje, próbując zwrócić w ten sposób na siebie uwagę. Dalej był paracetamol na rzekome zapalenie gardła i jakaś maść, której mieliśmy poszukać na własną rękę na grzybicę uszu. Oczywiście koniec końców Adrian nie miał żadnej z tych chorób...

         
Diagnozę postawiono nam dopiero wtedy, kiedy Adriankowe objawy wirusów i zapaleń zamieniły się w powolny zanik czucia w nogach, atak padaczki, chwilowy zanik widzenia, chodzenie "od ściany do ściany". Zaparłam się i powiedziałam że nigdzie się nie ruszymy, dopóki ktoś nam nie pomoże. Dostaliśmy skierowanie na tomografię, po kilku minutach zdjęcie główki, osobną salę w szpitalu i wieści, które w jednej sekundzie wyrwały mi serce - guz mózgu AT/RT. Jest to agresywny, złośliwy nowotwór wieku dziecięcego. Atakuje bardzo szybko, śmiertelny... przeżywa zaledwie kilkanaście procent dzieci, które zaczynają z nim walkę. Tego samego dnia Adrian przeszedł zabieg ratujący mu życie - odblokowany został przepływ płynu rdzeniowo-mózgowego. Po dwóch dniach kolejny zabieg - wycięcie potwora, ale ze względu na niebezpieczne położenie usunięcie guza w całości nie było możliwe, część niestety musiała zostać...    

Pochodzimy z Białegostoku, ale w momencie zachorowania byliśmy w Londynie. Dlatego leczenie Adik zaczął właśnie tam, w Great Ormond Street Hospital. Tam dostał 6 cykli chemioterapii, potem jeszcze dwa dodatkowe. Tam przeżywaliśmy najgorsze chwile. Guz się wchłonął, jednak złośliwe komórki mogły się rozejść po całym organizmie, dlatego po kilku miesiącach leczenia przyszedł czas na kolejny etap - radioterapię. Standardowa radioterapia w tym wieku jest dla Adriana śmiertelna! Może uszkodzić zdrowe tkanki i spowodować mnóstwo powikłań: utratę słuchu, uszkodzenie mózgu, ubytki neurologiczne, niepłodność, pogorszenie lub utratę wzroku. W Londynie i w Polsce proponowana jest tylko standardowa radioterapia. Jednak w tej tragedii jest dla mojego synka nadzieja - otrzymaliśmy informację ze szpitala Proton Therapy Center Czech, że mają terapię protonową odpowiednią dla Adrianka, ale niestety jej koszt to ponad 350.000 zł.

Terapia protonowa ogranicza wszelkie ryzyka do minimum. Jest to bardzo precyzyjna metoda radioterapii, głównie ze względu na właściwości fizyczne samych protonów, jak również ze względu na rozkład dawki protonowej w tkankach. Zapewnia precyzję dostarczania dawki promieniowania do nowotworu, mniejsze prawdopodobieństwo uszkodzenia zdrowych sąsiadujących tkanek mózgu, mniejsze ryzyko powikłań i większe prawdopodobieństwo szybkiego powrotu do zdrowia. To szansa, aby mój Adrianek żył! Wznowa to byłby dla niego zabójca...

Lekarze z Czech bardzo szybko zareagowali i byli gotowi rozpocząć terapię już 23 marca 2015 r. Pod jednym warunkiem - w umowie szpital wpisał, że do 20 marca 2015 r. musi być wpłacona część pieniędzy, około 200.000 zł. Kolejne 160.000 zł do 25 marca... Niewykonalne. Nie ma wpłaty, nie ma leczenia. W poniedziałek mogliśmy już tam być, lekarze mówią, że mamy niewiele czasu, bo to podstępny nowotwór, który szybko atakuje. Tylko jak mamy tam być, kiedy leczenie otwierają nam drzwi za kilkaset tysięcy złotych? Próbujemy ze wszystkich sił zebrać pieniądze, żeby za kilka dni móc rozpocząć leczenie, jednak jest to ponad nasze siły.

Anginy, zatrucia, złamania...Tak właśnie nazywały się choroby mojego dzieciństwa, Synu. Nie żaden rak, do cholery, nie nowotwór, nie guz... ani atypowe to też nie było. W ogóle te nazwy, kiedyś tak obce, a dziś? Diagnozy padają niczym drugie imię... Pragnę, aby Adik dostał wszystko, co najlepsze i chcę zrekompensować mu cały ból, który przeżywa. Dla niego oddam i zrobię wszystko! Ale wiem, że sama nie dam rady... Pozostała mi wielka nadzieja, że ktoś mnie usłyszy i nie pozwoli zabrać mi mojego dziecka na zawsze…

343 512,63 zł ( 102.28% )
13840 donors

Follow important campaigns