Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Chcę z nimi zostać

Agnieszka Bielatowicz-Karwacka
Campaign finished

Chcę z nimi zostać

35 003,00 zł ( 100% )
Donated by 568 people
Agnieszka Bielatowicz-Karwacka
Białystok, podlaskie
Starts at: 15 October 2013
Ends at: 23 December 2013

Campaign result

Agnieszka przyjęła już 4 dawki herceptyny. Obecnie jest w trakcie diagnostyki obrazowej (badanie PET) i wynik tego badania będzie decydujący o dalszym postępowaniu terapeutycznym. Wkrótce czeka ją też intensywna rehabilitacja, ból ręki jest nie do zniesienia, ale, jak mówi Agnieszka "i z tym sobie poradzę".

 - Staram się być dobrej myśli choć strach mnie nie opuszcza. Lekarze nadal są bardzo ostrożni w ocenie moich szans, ale chcę wierzyć, że ocaleję, wymknę się tej chorobie, na przekór wszystkim statystykom! Codziennie nie mogę się napatrzeć na moje córeczki i wierzę, że jestem tu potrzebna. Zatem zostaję tu na dłużej ! Postanowione ! :)

Z całego serca jeszcze raz dziękuję wszystkim darczyńcom i wszystkim moim przyjaciołom za ogromne wsparcie. - Agnieszka

Campaign description

Całe życie bałam się nowotworów. Bałam się, że umrę na raka. Badałam wszystko, tylko nie piersi. Każdy inny nowotwór byłby dla mnie bardziej oswojony, jeśli można tak nazwać raka chodzącego jak cień, żeby w końcu z człowieka zrobić cień...W listopadzie zdiagnozowano u mnie wyjątkowo złośliwy nowotwór piersi z przerzutami do wątroby i węzłów chłonnych.

Kiedyś zapytam Boga, dlaczego akurat mnie dotknął tym nowotworem. Moja rodzina jest hojniej niż inne „obdarowana” przez los/biologię/Boga chorobami, ale nie było ani jednego przypadku nowotworu piersi. Gdyby to był jakkolwiek inny rak, to uznałabym to za piętno, przekleństwo, które spadło na naszą rodzinę. Rak zaatakował błyskawicznie. W czerwcu podczas wizyty u lekarza powiedziałam na odchodne: - A niech mi Pani jeszcze zbada piersi. USG nic nie wykazało, czyściutkie obie. A w listopadzie guz miał 9 cm, gdyby go zmierzyć linijką. – To jest nieprawda – mówiłam.

Przez pierwsze 3 miesiące nie płakałam, lecz wyłam. Od rana do nocy. Nie wiedziałam, co się dzieje poza moim łóżkiem. Żegnałam się w myślach z dziećmi i mężem, chciałam nawet napisać list, żeby Maja i Malwinka wiedziały, jak żyć, gdy mnie zabraknie, żeby wiedziały, co jest najważniejsze w życiu. Nie skończyłam. Mam dwie cudowne córeczki i najwspanialszego męża na świecie. – Bóg mnie ocali dla nich – któregoś dnia tak pomyślałam. I pomogło.

Agnieszka Bielatowicz-Karwacka

Agnieszka Bielatowicz-Karwacka

- Nie pozwól mi umrzeć – mówiłam do męża przed snem. On był i jest moją oporą w najcięższych chwilach. Młodsza córka Malwinka miała roczek, więc nie pytała o nic. A chemia i sterydy robiły swoje z moim wyglądem. Starsza pytała. Nie byłam w stanie jej powiedzieć, mówiłam, że jestem chora na rączkę. Dokładnie tak jej powiedziałam, bo nie wiedziałam, co będzie ze mną dalej.

Lekarze z miejscowego ośrodka nie podjęli leczenia – według NFZ „nie rokowałam”. – Nie chcę tej piersi, nie chcę raka – powtarzałam w kółko. Dzięki zaangażowaniu profesora  z ośrodka w Otwocku i lekom z darów żyję! Operacja, chemia, naświetlania dają rezultaty (jednak rokuję :) ). Niestety, leki z darów się skończyły. Potrzebuję jeszcze 3 dawek herceptyny, ostatnia dawka kończy się za kilka tygodni.

Herceptyna – lek ratujący moje życie. Mój życiodajny proszek. Firma podarowała kilka dawek, bo normalnie mi nie przysługuje w IV stopniu zaawansowania nowotworu. Przy moim „stopniu wtajemniczenia” jest za drogi, abym go otrzymała. Po pierwszych dawkach zmniejszyły się guzki w wątrobie, nie ma nowych ognisk nowotworowych. Z trwogą patrzyłam na półeczkę z moim nazwiskiem – czy będzie na niej czekała herceptyna. Bałam się, że przyjdzie ktoś ważniejszy, lepiej rokujący i dostanie moją działkę.

Do końca kuracji herceptyną zabraknie mi 3 dawek, których nie jestem w stanie opłacić. Dlatego staję przed Państwem i proszę o pomoc w uzbieraniu tej pięciocyfrowej kwoty. Bardzo chcę żyć. Wierzę, że jeszcze nie czas na mnie i uda mi się zostać tu na dłużej – w ramionach męża, z córeczkami pchającymi się na kolana i domagającymi się całusów i przytulanek. Więcej do szczęścia nic nie trzeba.

Agnieszka

35 003,00 zł ( 100% )
Donated by 568 people

Follow important campaigns