Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Alicja po drugiej stronie lustra - nasza mama walczy z rakiem

Alicja Czajkowska-Chmielewska

Alicja po drugiej stronie lustra - nasza mama walczy z rakiem

36 051,19 zł ( 16.96% )
Donated by 1733 people
Campaign goal:

Nowoczesna terapia antynowotworowa - ostatnia szansa na uratowanie Alicji

Alicja Czajkowska-Chmielewska
Lipa, podkarpackie
Nieoperacyjny rak pęcherzyka żółciowego
Starts at: 10 May 2017
Ends at: 14 November 2017

Campaign result

Z przykrością informujemy, że 13 listopada 2017 Pani Alicja odeszła. Dziękujemy za wszelką pomoc, którą okazaliście jej i jej rodzinie. Niestety w tej walce rak okazał się silniejszy... 

Rodzinie i bliskim Alicji składamy najszczersze kondolencje. 

Campaign description

Co byś zrobił, gdyby powiedziano Ci, że Twoja mama umrze? Że nie ma dla niej ratunku, medycyna zawiodła, a jedyne co można teraz zrobić to godnie ją pożegnać? Poddałbyś się czy próbował zrobić wszystko, by uratować tę, którą najbardziej kochasz? My postanowiłyśmy walczyć…

Zawsze nierozłączne, zawsze we trzy. Moja siostra, ja i ta najważniejsza. Autorytet i fundament - nasza mama. Kobieta, przy której czułyśmy się bezpiecznie, która zawsze miała dla nas czas i cierpliwość, której zwierzałyśmy się ze wszystkiego, z każdego problemu. Kobieta, która znała nas tak dobrze, że czasami wydawało się nam, że czyta w naszych myślach. Nasza kochana mama, ta, której zawsze było wszędzie pełno, której uśmiech rozpromieniał nawet te najbardziej szare dni, dzisiaj po cichu odchodzi.

Alicja Czajkowska-Chmielewska

W naszym domu ciągle działo się coś ciekawego i magicznego. Nasza mama jest artystką, studiowała na ASP w Krakowie. Tworzy obrazy, grafiki, zajmuje się aranżacją wystaw. Od dzieciństwa otaczały nas obrazy i rzeźby. Dzięki mamie, zwyczajne, codzienne sprawy nabierały fantastycznych barw, szary dzień stawał się pełen koloru. Żyłyśmy w pięknym świecie. W naszej własnej krainie czarów. A dzisiaj? Radość zamieniła się w strach, a w miejsce palety barw pojawiła się sterylna biel szpitalnych korytarzy i lekarskich kitli.

Zaczęło się jeszcze w ubiegłym roku. Mamę, która przecież nigdy nie skarżyła się na zdrowie, bolał brzuch. Chodziła od lekarza do lekarza, ale nikt nie potrafił powiedzieć, co jej jest. Wszyscy uspokajali, że to nic groźnego, że przejdzie i nie ma się czym martwić. Gdyby lekarze mieli wtedy rację, dziś nie walczyłybyśmy o życie mamy… Na początku stycznia mama trafiła do szpitala z żółtaczką. Nie to było jednak najgorsze. Żółtaczka była zaledwie objawem czegoś znacznie gorszego - nowotworu pęcherzyka żółciowego.

Alicja Czajkowska-Chmielewska

Wierzyłyśmy, że będzie dobrze, a tego potwornego guza uda się wyciąć i pozbyć raz na zawsze. Przed zabiegiem byłyśmy pełne wiary, a nasza zawsze uśmiechnięta mama robiła wszystko, byśmy się nie martwiły. Pamiętam, jak mamę zabierano na salę operacyjną. Bałam się, wszystkie się bałyśmy, ale nie brałyśmy pod uwagę porażki. Uścisnęłam dłoń mamy, uśmiechnęłam się do niej, a potem siedziałam z siostrą na tym zimnym szpitalnym korytarzu i choć zawsze mamy sobie tak wiele do powiedzenia to teraz trwałyśmy w milczeniu trzymając się za ręce. Kiedy zobaczyłam, że z bloku operacyjnego wyjeżdża łóżko z mamą, odruchowo spojrzałam na zegarek. Za szybko! Przecież operacja miała trwać dłużej. Zaczęłam płakać. Podświadomie czułam, że coś poszło nie tak…

Guza nie dało się wyciąć. Okazał się tak duży, że operacja stała się niemożliwa. Na sali operacyjnej tylko otworzono brzuch mamy, by zaraz z powrotem go zaszyć, bowiem ingerencja chirurgiczna nie miała sensu. Lekarz prowadzący operacje spuścił tylko głowę i powiedział, że mamy jeszcze 6, może 12 miesięcy na to, by pożegnać się z mamą. Na pytanie o inne metody pokiwał tylko głową. Przy tak zaawansowanym nowotworze, chemia zamieniłaby tylko ostatnie miesiące życia w torturę, nie pomagając nic. Lekarze nie widzieli dla naszej mamy ratunku.

Alicja Czajkowska-Chmielewska

Były to dla nas najgorsze chwile w życiu. Przecież to niemożliwe, żeby naszej mamy miało nie być. Kiedy wybudziła się po nieudanej operacji, obie byłyśmy przy niej. Tym razem musiałyśmy być twarde. Tak jak ona przez całe życie dla nas, tak teraz my dla niej musiałyśmy być oparciem. Mama wychowała nas na silne i nieustępliwe kobiety. Postanowiłyśmy, że to dopiero początek, że nie poddamy się bez walki i nie pozwolimy naszej mamie odejść.

Po tygodniach poszukiwań trafiliśmy na doktora Norberta Szalusia z Instytutu Immunoterapii w Warszawie. Kiedy inni kazali nam żegnać się z mamą, on dał nadzieję i zaproponował wdrożenie nowoczesnego leczenia opartego na stosowaniu antybiotyków, leków przeciwzapalnych oraz dożylnych wlewów z witamin. Dodatkowo terapia uzupełniona jest o radykalną dietę i suplementację. Z początku byłyśmy sceptyczne, ale rozmowy z poznanymi pacjentami Instytutu, których choroba się zatrzymała, ostatecznie nas przekonały. Nie pomyliłyśmy się. Już po kilku pierwszych podaniach choroba zatrzymała się, a my zaczęłyśmy wierzyć w to, że już wkrótce zacznie się cofać.

Alicja Czajkowska-Chmielewska

Mama czuła się coraz lepiej, ale my wciaż byłyśmy zaniepokojone. Wiedziałyśmy, że nie będzie nas stać na to, by leczenie doprowadzić do końca, ponieważ na refundacje nie mamy żadnych szans. Musimy kontynuować je do momentu, w którym guz zmniejszy się na tyle, by można było go wyciąć. Jeżeli zakończymy je wcześniej, nasza kochana mama, ta, która nauczyła nas wszystkiego, po prostu umrze.

Obie jesteśmy już dorosłe, ale do śmierci mamy nie można się przygotować, a wiek nie gra tu żadnej roli. Nasza mama to najbardziej twórcza i kreatywna osoba, jaką znamy i choć odziedziczyłyśmy po niej te cechy, to żadna z nas nie ma pomysłu na to, jak zapłacić za leczenie, które jest jej jedyną szansą na to, by żyć. Zostaliście nam tylko Wy. Macie wielką moc, z której być może nawet nie zdajecie sobie sprawy. Macie moc, którą możecie ocalić naszą mamę - kobietę, bez której ten świat będzie dużo smutniejszy...

36 051,19 zł ( 16.96% )
Donated by 1733 people

Follow important campaigns