Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Lekarze mówili, że nie przeżyje. Franek zaskoczył wszystkich, ale walczy o pierwszy krok!

Franciszek Gogol
Campaign finished
178 182,00 zł ( 85.56% )
Donated by 3180 people
Campaign goal:

Rekonstrukcja stawów biodrowych w Paley European Institute - szansa na sprawność

Campaign organiser: Fundacja Mali Wojownicy
Franciszek Gogol, 6 years
Białystok, podlaskie
Wcześniactwo, niedotlenienie, wylew IV stopnia, wodogłowie, mózgowe porażenie dziecięce
Starts at: 19 September 2019
Ends at: 13 November 2019

Campaign description

Franek wbrew wszystkiemu i wszystkim zwyciężył. Wciąż jednak żyje z piętnem choroby. Operacja w listopadzie. Pomocy!
_____

Lekarze od początku nie pozostawili wątpliwości i otwarcie powtarzali, że mój synek nie ma szans na życie takie, jak inne dzieci. Mówili, że jeśli przeżyje, powinnam się cieszyć. Byłam jedyną osobą, która wierzyła, że to nie koniec. Która w szpitalu czekała na żywe dziecko,

Miał nie chodzić, nie mówić, nie oddychać samodzielnie. Właściwie, Franciszek miał nie żyć. Kiedy przyszedł na świat nie mogłam go zobaczyć, znieczulenie odebrało mi świadomość i możliwość przywitania mojego małego szczęścia… Przez jakiś czas obawiałam się bólu po porodzie. Szybko okazało się, że to nic w porównaniu do tego, co mnie czeka. Wybudziłam się i usłyszałam najgorsze słowa w moim życiu. Poinformowano mnie, że stan Frania jest ciężki, wręcz krytyczny, w skali Apgar dostał 0 punktów. Długa reanimacja, ratowanie życia, a potem tygodnie oczekiwania. Mogło się wydarzyć wszystko, lekarze nie chcieli nam robić zbędnych nadziei. A ja jako jedyna się jej trzymałam.

Franciszek Gogol

W pewnym momencie lekarze zapytano nas, czy chcemy by nasz syn był w ogóle reanimowany, czy chcemy go ratować, gdy zajdzie taka potrzeba… Byłam zbulwersowana. Jak mogłabym z niego zrezygnować?! Przecież to moje dziecko, które pod kilkunastoma rurkami walczy o to, by przeżyć kolejną godzinę… Ten widok wręcz bolał mnie fizycznie. Po 6 tygodniach nie mogłam wytrzymać, błagałam pielęgniarki, żeby dały mi go na ręce. Musiałam go przytulić. Potrzebowałam tej bliskości, wierzyłam, że to da mu siłę. 

Najgorszy koszmar marki - oddawanie dziecka pod opiekę lekarzy i czekanie pod salą operacyjną. Długie godziny męki. Przechodziłam to 4 razy. I, mimo że wiedziałam, że ma to pomóc naszemu synkowi, byłam kłębkiem nerwów, a w myślach powtarzałam, że musi być dobrze. Każda z nich wiązała się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem… 

Minęły ponad 4 lata, wbrew wszelkim przewidywaniom lekarzy Franeczek oddycha, mówi więcej niż niejeden rówieśnik i jest samodzielny. Jest bardzo inteligentny i ciekawy świata. Kiedy na naszej drodze spotykamy lekarzy, którzy opiekowali się nim na początku, przecierają oczy ze zdumienia. Synek rozwija się wbrew przewidywaniom i zapowiedziom. Niestety, życie rzuca nam wyzwania wciąż i wciąż. Jedno za drugim, a my ciągle stawiamy mu czoła. Nóżki Frania nie działają. Nie może chodzić, nie postawi samodzielnego kroku, mimo wielu godzin spędzonych na sali przeznaczonej do ćwiczeń. Życie całej rodziny podporządkowane jest leczeniu Frania, jego rehabilitacji, turnusom, konsultacjom. Powtarzam synkowi, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale kiedy po raz kolejny pyta: “Mamo, kiedy pobiegniemy?” bezradnie rozkładam ręce i powtarzam, że już niedługo. Na razie mam jedno rozwiązanie, wziąć synka na ręce i biec. Chociaż ręce palą i omdlewają, plecy bolą, a ciało się buntuje, biegam z Frankiem na rękach za innymi dziećmi. Dźwięk jego śmiechu rekompensuje ból i zmęczenie. To coś, dla czego jestem w stanie poświęcić wszystko… 

Franciszek Gogol

Po wielu latach oczekiwania pojawiła się niepowtarzalna szansa na ratunek dla naszego synka - Franek po konsultacji dostał kwalifikację do operacji nóżek. To jedyna możliwość ratunku dla Franka. Na to, że będzie mógł wstać i pójść, biegać z dziećmi na placach zabaw. To dla niego dopełnienie walki, którą toczy od urodzenia. Niestety, koszt operacji to suma, której nie jesteśmy w stanie zdobyć. Termin zabiegu został wyznaczony na połowę listopada. Do tego czasu musimy zebrać ogromną kwotę! Nie mamy czasu. Nie możemy tego przełożyć! Nie możemy skazać naszego synka na wózek inwalidzki! Mamy szansę, jednak bez Twojej pomocy nie możemy nawet o tym marzyć. Franio może chodzić na własnych nóżkach - możesz przyczynić się do spełnienia jego największego marzenia! 

Za kilka miesięcy chciałabym na pytanie Franka “Mamo, pobiegniemy?”, odpowiedzieć “ruszaj przed siebie” i patrzeć jak pokonuje kolejne kroki. Kiedy mam szansę na ratunek dla synka, wiem, że warto podjąć trud. On ma dopiero kilka lat, a w świat może ruszyć na własnych nóżkach, nie na wózku będącego wyrokiem. Zostań naszym promykiem nadziei, o nic innego nie proszę. 

178 182,00 zł ( 85.56% )
Donated by 3180 people
You are reading the old content of the campaign.

Go to the profile of the Person in need.

Follow important campaigns