Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Guz, który odebrał dzieciństwo

Anna Jaśkiewicz
Zbiórka zakończona

Guz, który odebrał dzieciństwo

11 905,00 zł ( 79.36% )
Wsparło 271 osób
Fundraising organizer: Fundacja Dzieciom POMAGAJ
Anna Jaśkiewicz
Kalisz, wielkopolskie
Ociekający na pień nerwowy guz mózgu
Starts at: 23 October 2014
Ends at: 31 March 2015

Result

Kochani Siepomagacze !
Chcielibyśmy wyrazić głęboką wdzięczność wszystkim tym którzy okazali nam swoje wsparcie.Dzięki Wam Julka mogła wyjechać na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny i korzystać z wielu terapii usprawniających a to dla nas bardzo ważne ponieważ ciągle potrzeba jej systematycznej rehabilitacji która przybliża ją do upragnionego celu jakim jest powrót do zdrowia. Dziękujemy za szlachetne serca,chęć niesienia pomocy i wiele ciepłych słów skierowanych w naszą stronę :) dziękujemy za pomoc w dążeniu do lepszej przyszłości naszego dziecka :)

Pozdrawiamy wszystkich gorąco i raz jeszcze bardzo dziękujemy !
Rodzice



 

Description

Po otrzymaniu diagnozy wszystkie następujące po sobie wydarzenia ruszyły jak rozpędzona lawina, która nie zważając na nic, rozpędziła machinę szpitalnego życia i walki z chorobą o życie dziecka. Nie zdążyliśmy porozmawiać z córką, opowiedzieć, co ją czeka, uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Tuż po przekroczeniu linii, która wyznacza blok operacyjny, jedyne, co usłyszałam to „Mamusiu boję się…".


W grudniu 2012 roku, kiedy Julka miała 8 lat i jak prawdziwa wzorowa uczennica spełniała wszystkie swoje obowiązki przewodniczącej klasy, zaczęła skarżyć się na ból głowy. Niby nic wielkiego, zwalaliśmy na stres szkolny, nadmiar nauki – nawet do głowy nam nie przyszło, że to objawy jakiejkolwiek choroby. Do dnia, w którym poranek rozpoczynał się płaczem i silnymi wymiotami. Nie udaliśmy się do rodzinnego lekarza ani do żadnego neurologa i być może właśnie ta decyzja sprawiła, że Julka jest wśród nas. Udaliśmy się, choć wydawać by się mogło niezrozumiałe, do okulisty na badanie dna oka. Dowiedzieliśmy się, że jeżeli jakieś zmiany w główce naszej córeczki są, to badanie na pewno to wykaże. Bez wątpliwości pani doktor stwierdziła, że dostrzega uniesione tarcze, z którymi w trybie natychmiastowym powinniśmy się udać do szpitala. Wyjątkowo uprzejma, a przede wszystkim pełna wrażliwości, opowiedziała, co nas czeka. Wykonanie rezonansu – jedynie jeśli wskaże jakieś niepewne i niepokojące zmiany, zostanie podany kontrast.

Anna Jaśkiewicz

Z wielu możliwych scenariuszy naszą córeczkę czekał ten najgorszy. Rezonans, kontrast, niezliczone badania i skierowanie na oddział. Następnego dnia wszystko potoczyło się niezwykle szybko. Kolejne dla potwierdzenia badanie głowy i wizyta pielęgniarki „Już czas”. Nie zdążyliśmy porozmawiać z córką, opowiedzieć co ją czeka, uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Tuż po przekroczeniu linii, którą wyznacza blok operacyjny, jedyne, co usłyszałam w oddali to „Mamusiu boję się”. Ociekający na pień nerwowy guz mózgu. Nasza mała córeczka ma guza… Konsultacja z lekarzem, od którego pragnęliśmy dowiedzieć się jak najwięcej. Skąd to się wzięło w jej główce, co ją czeka, co zagraża. Na wiele spośród postawionych pytań do dzisiaj odpowiedzi nie znaleźliśmy…
 


Następnego dnia po operacji Julka była jeszcze w śpiączce, choć miała być już wybudzona. Powrót po przekroczeniu magicznej linii okazał się niezwykle trudny. W stanie śpiączki Julcia była przez kolejne 6 dni. Nigdy nie staraliśmy się przyciągać złych myśli. Lekarz tuż przed zabiegiem zapoznał nas ze wszystkimi możliwymi skutkami tak poważnej operacji, jednak zaciekle wierzyliśmy, że to standardowa procedura, o której powinien nas poinformować. Podobne informacje rok wcześniej lekarz przedstawił przy usuwaniu Julci migdałów. Uparcie wierzyliśmy, że przetrwa i to, bez większych komplikacji.. Niestety, tuż po wybudzeniu była inną Julką, niż ta, którą zostawiliśmy przed blokiem operacyjnym. Jedyne, czym wówczas mogła poruszać, były jej gałki oczne. Otwierała je, wkładając w to ostatki sił, patrzyła na nas i z ogromnym zmęczeniem zasypiała. Staraliśmy się nie opuszczać jej ani na chwilę. Być przy niej, by czuła naszą obecność, zapewniać o naszej miłości i jej powrocie do zdrowia. A ona jedynie leżała i jedyne, co po niej było widać, to bezgraniczna ufność w każde nasze słowo. Z ogromnej gaduły, której buzi nie sposób było zamknąć, stała się milczącą Julką, która nie mogła nic powiedzieć, nic zjeść, poruszyć się…

Anna Jaśkiewicz

 


 

Po 71 dniach opuszczaliśmy szpital. Z jednej strony pełni radości, że w końcu nastał ten czas, a z drugiej pełni obaw jak sobie poradzimy z nową rzeczywistością, na którą nie byliśmy przygotowani. Wymiana sondy, podawanie posiłków i reakcja po każdej niepokojącej sytuacji. Ale wiary w to, że i z tym sobie poradzimy nam nie ubywało. Pragnęliśmy zrobić wszystko, by nasza córeczka jak najszybciej wróciła do pełni sił sprzed operacji. Trafiliśmy na wybitną panią doktor, która w bardzo szczegółowy sposób poinstruowała nas, w jaki sposób powinniśmy pobudzać wszystkie receptory zlokalizowane na stopach. Każdego dnia, kilkakrotnie powtarzaliśmy te same czynności. Już po 3 miesiącach nasza córeczka odzyskała odruch przełykania i po raz pierwszy mogła samodzielnie zjeść niewielki posiłek. Po kolejnych intensywnych ćwiczeniach i nieustającej rehabilitacji nauczyła się na nowo wypowiadać pierwsze słowa. W tej chwili Julka choć w sposób bardzo powolny rozmawia z nami, dzięki intensywnej rehabilitacji wzmocniła cały swój układ mięśniowy i jest gotowa do chodzenia. Niestety, pamiątka po guzie zlokalizowanym w jej główce została. Zachwiany ośrodek równowagi, w wyniku czego Julka po postawieniu kolejnych kroków samoistnie się przewraca.

Szczęście to dzień, w którym po operacji usunięcia podłego nowotworu nasza Julka się wybudziła. Szczęściem jest to, że główka małego dziecka jest na tyle plastyczna, że guz wielkości 4x5 cm wpasował się w jej główkę, nie powodując niedowładu nóg i porażenia. Szczęście to fakt, że nasza córeczka potrafi mówić i może nadrabiać spędzony w szpitalu czas i odzyskać dzieciństwo. Nasza córeczka to nasze szczęście. Bezgranicznie zaufała, że przyjdzie dzień, w który będzie mogła samodzielnie biegać. Dzisiejsza medycyna daje takie możliwości. Niestety, przepustką do tego są pieniądze, o które walczymy każdego dnia. Po otrzymaniu diagnozy zrezygnowałam z pracy, by poświęcić się naszej Julci. Jedna pensja męża, a za nią cała masa potrzeb, zaczynając od tych podstawowych, jak kontrolne wizyty u specjalistów, a kończąc na intensywnych ćwiczeniach rehabilitacyjnych. Szansa na normalne dzieciństwo istnieje. Najważniejsze jest to, by nie przerwać ćwiczyć.  Uczestnictwo w dwutygodniowym turnusie oraz zakup gorsetu będziemy możliwy dzięki waszemu wsparciu. 

11 905,00 zł ( 79.36% )
Wsparło 271 osób

Follow important campaigns