Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Poskładać życie, które roztrzaskał nam wypadek

Jacek Połeć
Campaign finished
Campaign goal:

zakup protezy

Campaign organiser: Fundacja Złotowianka
Jacek Połeć
Nadarzyce, wielkopolskie
amputacja kończyny
Starts on: 27 February 2016
Ends at: 20 September 2016

Campaign description

Czasem życie doświadcza Cię tak bardzo, że nie chce Ci się już żyć. Chcesz zniknąć, nie czuć, nie myśleć, wiedząc, że już zawsze będziesz dla kogoś ciężarem, obowiązkiem, udręką. Też tak myślałem. Gdyby nie osoby, którym zależało na mnie bardziej niż mnie samemu – mojej rodzinie – zapewne nie byłoby mnie tutaj.

Życie ludzkie jest takie kruche... potrafi się załamać w ciągu jednego dnia. Kiedy cofam się do tego, jak wyglądało kilka lat wcześniej, czuję niewyobrażalny ból. Byłem zdrowym, sprawnym, mężczyzną, który nie bał się żadnej pracy. Ciężko pracowałem, nie bojąc się żadnego zajęcia, ale nie uskarżałem się – robiłem wszystko, żeby zapewnić jak najlepszy byt mojej rodzinie. Jestem mężem cudownej kobiety, ojcem dwóch wspaniałych synów, dla których zawsze chciałem być wzorem. Miałem tyle planów, marzeń, wierząc, że mnie i moją rodzinę czeka zdrowa, szczęśliwa przyszłość...

Nie sądziłem, że w ciągu jednego dnia stanę się kaleką i życie, jakie znaliśmy do tej pory, bezpowrotnie się skończy. Że stracę dobry dotąd wzrok, władzę w rękach i nogach…

2013 rok – to wtedy uległem wypadkowi, tragicznemu w skutkach. Jedna chwila złamała moje życie na zawsze... Kiedy obudziłem się w szpitalu, nie wierzyłem w to, co się dzieje. W jednej chwili straciłem sprawność, samodzielność, samowystarczalność... Ucierpiały moje oczy, w wyniku czego znacznie pogorszył mi się wzrok - musiałem mieć przeszczep rogówki, nadal bardzo słabo widzę. Miałem pogruchotane obojczyki, wielokrotnie próbowano je naprawić, ale bezskutecznie. Wstawiono mi specjalne płytki, które jednak popękały. Ciężko mi poruszać rękami, a poruszanie się o kulach sprawia mi ogromny ból. W jednej ręce mam zupełnie niesprawne cztery palce. Jednak najgorsza chyba rzecz stała się z prawą nogą... totalnie pogruchotana. Operacja za operacją, kilka lat walki, bezskutecznej – w końcu wdała się martwica. Walczyłem do końca, nie mogłem się pogodzić z tym, że nie będę już chodził, że będę skazany na wózek. Że nie będę mógł wchodzić po schodach, grać w piłkę z synami, poruszać się swobodnie po domu. „Musimy amputować” – słowa lekarza do dziś brzmią mi w uszach.

Jacek Połeć


Załamałem się wtedy. Sprawny, silny człowiek nagle staje się inwalidą, ciężarem dla innym. Miałem być podporą dla moich synów, pomagać im, wspierać, nie na odwrót.

Nie doceniamy tego, co mamy, dopóki tego nie stracimy… nie zdawałem sobie sprawy, jak mądre jest to powiedzenie. Nie zdajesz sobie sprawy, jaki to piękny dar: chodzić. Nie być uzależnionym od innych, od wózka. Nie budzić litościwych spojrzeń, szeptów za plecami. Nie błagać nikogo o pomoc, kiedy trzeba wejść do tramwaju, wejść po schodach, podjechać pod krawężnik. Nie mogę pozbyć się poczucia, że jestem gorszy. Czuję, jak wypadek naznaczył na mnie i na mojej rodzinie trwałe piętno.

Wydawałoby się, że mógłbym chodzić o kulach. Ale nie mogę. Moje obojczyki są tak zwyrodniałe, że podpieranie się na nich uszkadza mi jeszcze bardziej, a do tego sprawia niewyobrażalny ból. Do chrzęstu kości już się przyzwyczaiłem… jednak ból, który potem nie mija, jest najgorszy. Wózek nie wszędzie wjedzie, a myśl o tym, że muszę gdzieś wejść o kulach, jest dla mnie paraliżująca.

Jedyną nadzieją jest dla mnie proteza. Ona pozwoli mi poruszać się normalnie. Ona oszczędzi mi bólu, który jest nie do zniesienia. A przede wszystkim pozwoli mi na odrobinę samodzielności. Marzę o tym, żeby móc znowu podjąć zawodową pracę… ciężko to zrobić teraz, kiedy prawie nie mogę się ruszać. Teraz utrzymujemy się z pensji mojej żony, najniższej krajowej, która starcza tylko na pokrycie najważniejszych potrzeb. Ja staram się o rentę, mam I stopień niepełnosprawności. Fakt, że nie mogę utrzymać mojej rodziny, to moja ogromna porażka.

Wypadek zniszczył moje życie, ale dla mojej rodziny muszę poskładać to, co z niego zostało. Jedyne, o czym marzę, to odrobina normalności. Proszę tylko o tą protezę, z resztą chcę poradzić sobie sam. Chcę znów być samodzielny, chcę wrócić do pracy zawodowej, chcę być podporą dla moich synów i mojej żony,

You are reading the archived version of the campaign.

The content may contain out-of-date information about the Person in need.

Follow important campaigns