Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Na ratunek temu, który ocalił tyle istnień - ostatnia szansa na życie!

Janusz Faber

Na ratunek temu, który ocalił tyle istnień - ostatnia szansa na życie!

49 117,00 zł ( 50.75% )
3432 donors
Goal:

leczenie onkologiczne, nierefundowane przez NFZ - ostatnia szansa

Alternative medicine
Fundraising organizer: Fundacja W związku z rakiem
Janusz Faber
Tarnów, małopolskie
Nowotwór złośliwy gruczołu krokowego z rozsiewem do kości i wątroby
Starts at: 17 January 2018
Ends at: 03 January 2019

Previous campaigns:

Janusz Faber
51 700,95 zł ( 100% )
4785 supporters
09.06.2017 - 23.10.2017

leczenie onkologiczne

51 700,95 zł ( 100% )

leczenie onkologiczne

Result

Niestety, dotarła do nas bardzo smutna wiadomość... Wszyscy mieliśmy nadzieję, że ta historia skończy się inaczej.

3 stycznia dotarła do nas informacja, że pan Janusz zmarł.

Jego cząstka żyje jednak w tych dziesiątkach istnień, które dzięki niemu, Honorowemu Krwiodawcy, udało się ocalić.

Żonie pana Janusza, pani Annie, składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Description

Ponoć dobro wraca. Jeśli tak jest, dlaczego mojego męża, tego, który zrobił tyle dobrego dla innych, spotkało takie zło? To upokarzające, że człowiek w naszym kraju musi prosić o pomoc, bo inaczej nie ma szans na życie. Myślałam, że zdołamy tego uniknąć… Ale w potyczce z rakiem, który chce zabrać mojego męża z tego świata, jesteśmy bezradni. Nie tylko dlatego, że to straszna choroba, okrutna, związana z niewyobrażalnym bólem. Na raka, który ma Janusz, jest sposób, który daje szansę, nadzieję na przedłużenie życia i zatrzymanie choroby… Jest jednak niewyobrażalnie drogi. Życie najbardziej ukochanego mi człowieka na świecie jest teraz w Twoich rękach. Chowam więc dumę do kieszeni i choć to dla mnie bardzo trudne, proszę o pomoc, bo nadzieję mam tylko jedną i jesteś nią Ty…

Nie znam drugiego człowieka, który byłby tak dobry, tak czuły, tak opiekuńczy jak mój Janusz. Całe życie nie myślał o sobie, tylko o innych. O mnie, o naszej dwójce dzieci, potem dwójce wnucząt… Myślał też o innych ludziach, tych nieznajomych. Ratował im życie. Przez 37 lat mąż był Honorowym Dawcą Krwi. W tym czasie oddał 48,5 litra krwi oraz 1,8 litra osocza! Ma  grupę krwi, 0 rh+, której często brakuje. Wzywano go bardzo często, dzwonił telefon i Janusz jechał oddawać krew, przetaczaną później dzieciom i dorosłym, którzy na stole operacyjnym walczyli o życie… To była jego największa duma, największa siła, która każdego dnia napędzała go do działania – świadomość, że uratował innych, że dał im to, co najważniejsze – życie. Że jest potrzebny. Być może mijasz na ulicy tych ludzi, którzy żyją dzięki mojemu mężowi. Być może sam jesteś jednym z nich…

Janusz Faber

Ze względu na chorobę Janusz nie może już oddawać krwi. To kolejny dramat, który przyszedł wraz z diagnozą. Przez 37 lat ratował cudze życie, teraz sam o nie walczy.  Dostał wiele odznak Honorowego Dawcy Krwi I, II, III stopnia, w 1993r. uhonorowano go Srebrnym Krzyżem Zasługi. W walce o życie pozostawiono jednak samemu sobie! Pisaliśmy nawet do zarządu PCK w Warszawie z prośbą o jakiekolwiek, choćby najmniejsze wsparcie. Tyle razy wcześniej go wzywali, potrzebowali… Nie dostaliśmy nawet żadnej odpowiedzi.

Nasz dramat, który wciąż trwa, zaczął się 6 lat temu. To właśnie wtedy w nasze skromne, uporządkowane, zwyczajne życie, które wiedliśmy we dwójkę – mąż i ja – zakradł się ten trzeci. Rak… Najpierw Janusza zaczęło boleć biodro. Ból, ostry, natarczywy, uprzykrzający życie, wkrótce zaczął promieniować na całą nogę. Na początku leczono go na rwę kulszową. Nie zrobiono szczegółowych badań… Dopiero później, gdy ból stał się nie do zniesienia, neurolog skierował męża na prześwietlenia i rezonans magnetyczny. To tam okazało się, że to rak stercza. Nieoperacyjny. Z przerzutami na kości. Przerzutami, które naciekają na staw biodrowy, nogę i kręgosłup lędźwiowy.

Zaczęła się walka o życie.

Mąż miał od razu naświetlania, radioterapię paliatywną, leczenie biofosfanianym - wlewami dożylnymi, zapobiegającymi złamaniom kości. Potem chemię. Rak jednak nie dawał się zatrzymać, postępował, dalej rozprzestrzeniał się po kościach i siał spustoszenie. Nikt, kto przeżył choroby kogoś bliskiego, nie zrozumie, jak to jest… Oby nigdy nie musiał zrozumieć. To przerażająca bezradność, patrzeć jak ukochana osoba cierpi, jak zwija się z bólu. Jak czeka na sen, bo tylko on uśmierza ból, ale ten nie przychodzi. Jak gaśnie w oczach. Mąż ma dalsze przerzuty na żebra, nogi, barki, ręce. Rok. Tyle czasu na przeżycie dał lek Abirateon, który zażywał mąż, ale rak pokonał i jego. Dalsza progresja na kościach… Mąż ma dalsze przerzuty na żebra, kończyny dolne, barki, kończyny górne. Kocham męża bardzo, jest jak część mnie. Gdy widzę, jak umiera, mam wrażenie, że umieram razem z nim.

Janusz Faber

Ludzie znają tylko jedno oblicze raka, te smutne twarze ludzi podłączonych do kroplówek, o głowach pozbawionych włosów, brwi i rzęs. Ale to tylko to, co widać; jest jeszcze to, co nie jest na zewnątrz, ale w środku, to, co się czuje. To jest o wiele gorsze. Rozpacz. Ból. Apatia. Niemoc. Znikąd pomocy, nie ma wyciągniętych rąk, jesteś tylko ty i ciemność. Gdy nagle w tym mroku pojawia się światło, które daje nadzieję, nadzieję na życie, człowiek zrobi wszystko, by za nim podążyć. Pojawił się lek najnowszej generacji. Nierefundowany. Może jednak uratować życie męża! Ceny leków onkologicznych – ceny za życie – to jednak w naszym kraju horror. Są nieosiągalne dla przeciętnego człowieka. Miesięczna dawka Xtandi kosztuje ponad 8 tysięcy złotych. Daje jednak nadzieję nie tylko na wydłużenie życia, ale też na remisję, na wyzdrowienie! Mój mąż może żyć! To ostatnia broń w walce z rakiem… broń, która może okazać się skuteczna!

Boję się o męża. Boję się, że go stracę. Boję się, że przegram walkę o jego życie z powodu tego, że nie mamy pieniędzy. Nie mamy więcej oszczędności, nasz budżet domowy został całkowicie wyczerpany. Wiem, że muszę o niego walczyć, to naprawdę wspaniały człowiek, taki dobry! Zdaje sobie sprawę, że za serce chwytają głównie dzieci, ale Janusz też powinien żyć. Ma 61 lat, mógłby pożyć jeszcze 20 lat, 30, przeżyć tyle pięknych chwil, zrobić jeszcze tyle dobrego!

19 lipca Janusz będzie miał badanie, które pokaże, czy Xtandi działa. Oprócz tego męża czeka jeszcze bardzo kosztowna terapia immunologiczna i hipertermiczna ogólnoustrojowa, nierefundowana przez NFZ. Pożyczyliśmy to, co mogliśmy. Udało nam się opłacić 3 miesiące leczenia. Nie mamy już więcej, nasz budżet domowy jest zrujnowany... dlatego prosimy o pomoc. Drogi Pomagaczu, kochana Pomagaczko… to mógł być Twój mąż, brat, tata, dziadek. Walczyłbyś o niego, prawda? Tak jak ja walczę o Janusza. Dzięki mężowi, który przez 37 lat uratował tyle ludzi, wiem, że nie ma nic ważniejszego i cenniejszego niż życie. Teraz trzeba ratować jego. Jesteś naszą ostatnią nadzieją.

49 117,00 zł ( 50.75% )
3432 donors

Follow important campaigns