Zbiórka archiwalna
This page may contain outdated information about the Needy
Go to the current cause
Show Hide

By nowotwór nie miał ostatniego słowa. Pomóż!

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 865 people
27,739.35 zł (100.83%)
Goal
roczne leczenie onkologiczne

Krzysztof Wilkołek, 39 years

Plewiska, wielkopolskie

Glejak III stopnia

Started: 29 March 2019
Ends: 06 June 2019

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne

Za każdym razem, kiedy myślimy, że nasze życie wróci do normy, a straszną chorobę udało się pokonać, nowotwór atakuje z jeszcze większą siłą. Przerażająca wizja śmierci kroczy za nami krok w krok. Rzeczywistość, która niewiele wspólnego ma z marzeniami o szczęściu, beztrosce i wspólnym planowaniu przyszłości. Dla nas nie ma przyszłości. Jest tylko tu i teraz,. Rytm dyktowany przez chorobę, która każdego dnia odbiera życie…

Krzysztof: Do pewnego momentu żyłem zupełnie zwyczajnie. Około 7 lat temu zachorowałem, choroba z pozoru banalna. Zwykłe przeziębienie, ewentualnie zatoki - mówił lekarz. Niestety, objawy się nasilały, a mimo przyjmowanych leków, nie było lepiej. To był sygnał alarmowy. Wracałem do lekarza wciąż z tym samym pytaniem: “Co się dzieje?”.

Żona Krzysztofa: Obserwowałam, jak ucieka z niego życie, nie miał sił, każdego dnia przegrywał z coraz większym bólem głowy. Nic nie pomagało. Pierwszy tomograf i potwierdzenie, że to znacznie poważniejsze niż na początku się wydawało. Guz wielkości pięści. Mąż funkcjonował, nosząc w głowie bombę z opóźnionym zapłonem. Lekarze mówili, że młody, silny organizm pokona chorobę. Mieliśmy nadzieję… Wtedy nie spodziewaliśmy się, że nasze życie zmieni się w piekło - oczekiwanie na wyniki kolejnych badań, dodatkowe konsultacje, stale przyjmowane leki. Koszty, których nie będziemy w stanie ponieść. Przerażające oczekiwanie na kolejne operacje, błaganie losu o łaskę i możliwość przeżycia razem kolejnego dnia.

Krzysztof Wilkołek

Kiedy słyszysz: glejak III stopnia, świat staje w miejscu. Miałam 22 lata, dowiedzieliśmy się o diagnozie, nasza córeczka miała ponad rok. Niedługo po wykryciu choroby odbyła się pierwsza operacja. Krzysztof czuł się po niej bardzo dobrze, normalnie wstawał, rozmawiał ze mną. Cieszyliśmy się, że to już za nami. Wtedy lekarz prowadzący poprosił mnie do swojego gabinetu. Byłam przekonana, że ma dla mnie świetne wieści. Weszłam tam, widząc jego minę, poczułam przeszywający ciało dreszcz. Zwiastun, że czeka mnie coś bardzo złego. Spojrzał na mnie uspokajająco i powiedział “Mężowi zostały 2 lata życia”. Nie wierzyłam. Nie akceptowałam tej informacji. JAK TO 2 LATA?! Przecież operacja, leczenie, planowane naświetlania. To musi być jakaś pomyłka!”. Krzyczałam jak szalona, nie przyjmowałam tego do wiadomości.

Krzysztof Wilkołek

Widziałam, jak świetnie radzi sobie Krzysztof po operacji, nie miałam wątpliwości, lekarze się pomylili, to był fatalny błąd. Wszystko wskazywało na to, że intensywne leczenie po operacji przynosi efekty. Każdego dnia czekałam na wiadomość, że to już za nami. Żyłam pomiędzy szpitalem a domem, gdzie musiałam tłumaczyć wszystko naszej córeczce. Stęskniona kilkulatka co rusz pytała: “Gdzie jest tatuś? Czemu nie ma go w domu?”.  Musiałam powstrzymywać łzy, nie mogłam powiedzieć na głos, że może już nigdy nie wrócić.

Nawrót choroby. Ta informacja nas pokonała. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało nas coś takiego. Kiedy połączyłam wszystkie kawałki, nowotwór zaatakował ponownie. Wtedy tak myślałam. Później okazało się, że wznowa choroby jest jeszcze trudniejsza. Druga operacja. Znów oczekiwanie, znów niepewność i przerażenie… Powrót do rzeczywistości po zabiegu to prawdziwe piekło. Krzysztof stracił czucie w prawej ręce i nodze, nie mógł mówić. Powrót do formy zajął mu mnóstwo czasu, kosztował wiele godzin rehabilitacji. A mnie ponownie, próbę zorganizowania pracy, opieki nad dzieckiem i wizyt w szpitalu. Kwalifikacja do chemioterapii zdawała się darem z niebios. Do czasu, kiedy zobaczyłam skutki uboczne. Mąż był wykończony, nie miał siły, nie mógł jeść, wypadły mu włosy. Niczym nie przypominał człowieka, którego znałam jeszcze kilka lat temu.

Krzysztof ma ogromną siłę - jest człowiekiem wielkiej wiary, wciąż walczy. Niestety, nawet przy takim zaangażowaniu czasem wszystkie możliwości zawodzą. Krzysztof jest wykończony ciągłą walką. Jego ciało zaczyna się buntować, skutki uboczne stosowania chemii są nie do zniesienia. Czasem mam wrażenie, że chce się poddać i wtedy to ja staram się być jego ostoją. Leczenie dolegliwości po przyjęciu chemioterapii jest niezwykle kosztowne, ale bez niego mój mąż całkowicie opadnie z sił.

Walczymy już znacznie dłużej, niż przewidywali lekarze, ale koszt terapii przekracza nasze możliwości. Bez Waszego wsparcia nie mamy szans, jesteśmy skazani na niepowodzenie. Podjęliśmy już wiele prób, naszą batalię prowadzimy tak długo! To wszystko może zwyczajnie przepaść! Nasza córeczka ma już 10 lat, odkąd pamięta, wychowuje się w cieniu choroby. Nowotwór rzucił cień na całe dzieciństwo, na nasze wspólne życie. Bez rodziny, przyjaciół nie mielibyśmy szans. Wiktoria, nasza mała dziewczynka nie może stracić taty. Taty, który jest dla niej autorytetem, bohaterem. Pomóżcie nam wyrwać Krzysztofa z okropnych męczarni. Nie wiem, ile czasu mu pozostało, ale wiem jedno - nie mogę pozwolić na to, by odszedł. Przeszliśmy razem wiele, jesteśmy gotowi na więcej, ale do tego potrzebujemy wsparcia. Błagam, pomocy!

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 865 people
27,739.35 zł (100.83%)