Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Z czerniakiem w oku

Maja Dobjasz-Szapańska
Campaign finished

Z czerniakiem w oku

10 789,00 zł ( 100.93% )
Donated by 161 people
Campaign organiser: Fundacja Lepszy Los
Maja Dobjasz-Szapańska
Bydgoszcz, kujawsko-pomorskie
Starts at: 24 September 2014
Ends at: 06 October 2014

Campaign result

Walczyli wszysycy. Każdy z ogromną nadzieją na wygraną. Choroba była silniejsza... Wierzymy, że tam gdzie jest teraz, bez bólu i cierpienia, przesyła ogromną moc wsparcia dla swojej rodziny.

Campaign description

Czerniak złośliwy oka to choroba, która za wszelką cenę pragnie odebrać życie mojej żony. Osierocić 3-letnią Nadię oraz dwóch starszych synów. To choroba, która chce zabrać mi moją jedyną i największą miłość – Maję.


 

Wszystko rozpoczęło się w 2009 roku, tuż po wakacjach. Maja po podróży zaczęła się skarżyć na to, że nie widzi w połowie na lewe oko. Udaliśmy się do pobliskiego okulisty. Pierwsza wiadomość, od której wulkan z rozgrzaną do granic wytrzymałości lawiną złych wiadomości wybuchł, to była informacja, że w lewym oku jest poważna wada – 7 dioptrii, choć nigdy problemów ze wzrokiem nie miała oraz jakieś dziwne zmiany, które powinniśmy jak najszybciej skonsultować w Klinice Okulistyki w Krakowie.

Czerniak złośliwy lewego oka. Jedynym w Polsce dostępnym sposobem leczenia było usunięcie gałki ocznej. Wiadomość, która na zawsze odmieniła nasze życie. Jeszcze tego samego dnia rozpocząłem poszukiwania, co można zrobić, aby ratować życie Mai, która była najważniejszą kobietą mojego życia - żoną i matką.

Bez kalkulacji i chwil zawahania postanowiliśmy rozpocząć kosztowną protonoterapię w niemieckiej klinice. Usunięcie guza, protonowe niszczenie komórek nowotworowych - walka z czerniakiem trwała rok... Na twarzy mojej żony powrócił uśmiech, ten który pamiętałem sprzed lat. „Dostałam od Boga nową, czystą kartę - bez czerniaka, dzięki której dalej mogę żyć” – mówiła. Jedyne, co wówczas przypominało nam o chorobie, to regularne kontrole i badania, by sprawdzać, czy oby nie pojawiają się jakieś niepokojące objawy. Na świecie pojawiła się nasza córeczka Nadia. To dzięki niej odzyskaliśmy to, co przez szpital, wpędzeni w wir badań, diagnoz i konsultacji zatracić można od razu. Pogodę ducha, bezinteresowny uśmiech i radość, dzięki której odzyskaliśmy wiarę w życie.


Dokładnie 4 lata – ani jeden dzień więcej - tyle było nam dane cieszyć się życiem po raku. Choroba dała nam fałszywą nadzieję na powrót do normalności, by znowu z podwójną siłą bez zawahania zaatakować. Jakbym oglądał kartki starego scenariusza. Też był sierpień, tuż po wakacjach, tylko tym razem było to kolejne kontrolne badania USG jamy brzusznej… 3 miesiące temu było czysto, bez komórek nowotworowych i przerzutów. Teraz w jamie brzusznej mojej małżonki rozszalało się piekło. Przerzuty. Właściwie ich cała masa. Do wątroby, żołądka, trzustki i dwunastnicy. I wyraz jej twarzy, który mówił więcej niż tysiące słów… Drżące ręce i łzy, których za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć… Natychmiastowa operacja wycięcia zmian - w przypadku polskiego szpitala oznacza za 2-3 miesiące. Czas nie był naszym sprzymierzeńcem. Choroba nie czeka. Za każdym murem, stoi brama – kluczem do służby zdrowia są pieniądze. Pod koniec sierpnia Maja przeszła operację wycięcia zmian nowotworowych. Ulga? Na twarzy mojej żony nie sposób jej zauważyć. Zaś ogromnego, głęboko osadzonego w jej oczach smutku, milczącego spojrzenia i wymownych łez spływających po policzkach, gdy nikt nie patrzył, nie sposób przeoczyć.
 

Rozpoczęła się chemia, a wraz z nią potwornie nasilające się bóle głowy. I w tym przypadku lekarze nie uznali za zasadne wykonania TK. Pieniądze, które są przepustką, dla nas okazały się maszyną, która odkrywała kolejne karty, niestety wśród nich ciężko znaleźć choć promyk nadziei. Przerzuty do mózgu i 2 dni temu wykonana trepanacja czaszki i usunięcie kolejnych zmian. Co przyniosą kolejne wyniki? Ile jeszcze łez i cierpienia przed nami… Nasza stabilna, zbudowana na fundamentach miłości, ogromnego szacunku i zaufania rodzina – stała się po tych wszystkich doświadczeniach delikatna i wrażliwa jak domek z kart. Maleńka córeczka Nadia, która na dźwięk pędzącej na sygnale karetki wpada w panikę  i sprostanie ogromnej ilości tych najtrudniejszych pytań, przeplatanych łzami ze strachu o mamę...  Syn rozpoczynający ważny moment w życiu - podjęcie studiów w innym mieście i drugi syn, który za osiągnięcia w nauce wyjechał za granicę.  I Maja, pogrążona w smutku i rozpaczy. Bez słów – widzę jak cierpi. Choć dla niej pragnę być ostoją, gdy gasną światła, nie sposób zatrzymać męskich łez rozpaczy na skraju wytrzymałości. Powrót do domu synów – byłby znakiem dla Mai, że dzieje się coś złego, czas pożegnania, rozstania… Choć dzielą nas kilometry staramy się być blisko, jak to tylko możliwe. By pogodzić obowiązki ojca i męża, by być przy żonie zgodnie ze składaną przysięgą w zdrowiu i w chorobie, musiałem zrezygnować z pracy.


Czerniak nie pozostawił złudzeń. Okazał się być wyrokiem, który odmienił wszystko… Los bywa ślepy. Nie ocenia. Nie kalkuluje. Wskazuje palcem. Od nas zależy czy podejmiemy stawiane wyzwanie walki. A bez bron,i jaką są pieniądze, ciężko walczyć z tym nierównym przeciwnikiem. Choć resztki sił potrafi odebrać natychmiastowo – nie poddajemy się. O żonę i matkę naszych dzieci, póki mi sił starszy, walczyć będę do końca. Prosimy o wsparcie w tym, co nieuniknione, a tak bardzo kosztowne. Kolejne pełnopłatne badania, leki. Bo w życiu warto walczyć do samego końca o to, co dla nas najważniejsze…
 

Piotr, mąż i ojciec

10 789,00 zł ( 100.93% )
Donated by 161 people

Follow important campaigns