Warto pomagać.

Staś Woźnicki
organizator skarbonki

Czy istnieje miejsce, magiczna kraina, w której moglibyśmy skryć nasze dziecko? Miejsce, w którym ramiona taty to najwyższe miejsce na ziemi, największym wrogiem jest rodzeństwo, a wojna oznacza grę karcianą. Gdzie największy ból to zdarte kolano, a pożegnanie oznacza „do zobaczenia jutro”. To wolność dzieciństwa, która nie była dana Piotrusiowi…



2012 rok, oddział onkologii. U naszego synka z tyłu głowy wykryto „coś” – medulloblastoma. IV stopień złośliwości.  Wkraczając na oddział, masz wrażenie, że nie wytrzymasz tam nawet tygodnia. Potem staje się waszym nowym domem na prawie 2 lata. Łyse główki małych wojowników, wszechogarniający ból. Nie da się go przeoczyć. Nie da się być obojętnym, jeszcze ciężej założyć niewidzialną maskę z uśmiechem i radością i z ogromnym przekonaniem zapewniać swoje dziecko o tym, że wszystko będzie dobrze, w sytuacji, kiedy każdy dzień jest na wagę złota. Przez 1,5 roku staraliśmy się w codzienności szpitalnej zachować normalność… Między kolejnymi chemiami śmiać się i nie dopuścić, żeby Piotruś w naszych oczach dostrzegł strach… Rok temu usłyszeliśmy „ Wolny. Czysty od komórek nowotworowych.”

Wsparli

50 zł

Anonymous

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
100%
50 zł Supported by 1 person CEL: 50 ZŁ