Nadać rytm sercu Oliwii

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 3 280 people
72 641 zł (100,41%)
Goal
operacja zagraniczna (Włochy)

Oliwia Dąbrowska

Wrocław, dolnośląskie

nietypowa wada serca

Started: 08 June 2016
Ends: 02 August 2016

Zobacz wszystkie zbiórki

Początek tej historii sięga marca 2015 roku. Wtedy dowiedzieliśmy się, że od tej pory będziemy już w trójkę szli przez życie. Tyle szczęścia przelało się przez nas, że mogliśmy wtedy obdzielić nim każdego. Bicie serduszka na badaniach prenatalnych to potwierdzenie, że jest z nami ktoś jeszcze.

Wtedy jeszcze nikomu przez myśl nie przeszło, że to serduszko, ten znak życia, może wkrótce odmierzać czas naszej radości. Wizyta za wizytą u lekarza i same dobre wiadomości. Teraz z perspektywy czasu myślę sobie, że już wtedy los pchał nas ku górze, by upadek z wysokości wydał się bardziej bolesny, mniej spodziewany. Zabrakło pokory, czy może bezwarunkowe przyjmowanie tego stanu rzeczy nie pozostawiało już miejsca na wątpliwości. Teraz kolor ścian w pokoju, gdy dowiedzieliśmy się, że urodzę dziewczynkę, nie ma znaczenia. Wtedy był numerem jeden, podczas rozmów przed zaśnięciem. Na połówkowe USG poszliśmy już oglądać nie anonimowe dziecko, ale Oliwkę, naszą córeczkę. To podczas tych pamiętnych badań zaczęliśmy się panicznie bać i boimy się do teraz.

Oliwia Dąbrowska

W domu wszystko gotowe, ale my już o tym nie myślimy. Pani kardiolog rozpoczęła swoje litanie. Całkowity kanał przedsionkowo — komorowy. Nie pamiętam kto z nas miał dość siły, by zapytać o szansę, wiem tylko, że odpowiedzi nie chciałam wtedy usłyszeć. Po słowach — niestety to nie koniec prawdopodobnie, zarośnięty pień płucny — zapadła cisza, odłączyłam się, a łzy ściekały po policzkach. Tamtego dnia zabrano mi połowę ciąży, marzenia, wystawiono nasze uczucia na próbę. Choć po diagnozie przyszedł czas na szukanie szans, dla mnie jako matki był to koniec. Nie umiałam się już nad niczym skupić, niczego przemyśleć, poukładać sobie w głowie. Czasu na to, by ubrać pancerz i przygotować się do walki było coraz mniej, a kolejne ciosy trafiały perfekcyjnie do celu. Zaproponowano nam badania pod kątem zespołu Downa, Di George'a lub innej choroby genetycznej, która bardzo często towarzyszy wadom. Ten cios chybił celu, bo podejrzenia się nie sprawdziły.

Zbliżał się czas porodu, który od dawna nie przywodził na myśl życia, ale śmierć i strach. Biliśmy się z tymi myślami w przeświadczeniu, że nie można myśleć tak o dziecku, które jeszcze nawet nie spróbowało. Pani profesor zasugerowała, że dziecko już w trakcie porodu może wymagać pomocy czy ratunku, dlatego wybraliśmy Warszawę. Daleko od domu, ale blisko fachowców, którzy być może drugi raz dadzą życie Oliwii. Na oddział trafiłam 2 tygodnie przed czasem. Tak na wszelki wypadek. Okropne 2 tygodnie bez rodziny, wśród szczęśliwych ludzi, ze ściśniętym gardłem i w niepewności. Psychika była juz na skraju wytrzymałości, gdy przyszedł 26.11.2015. Okazało się, że urodziny z Oliwką świętować będziemy wspólnie, tego samego dnia. Start! Zaczynamy wyścig.

Oliwia Dąbrowska

Poród przebiega sprawnie a ta krótka chwila, gdy oddają mi dziecko w ramiona, uświadamia mi, że od tej pory nic innego się już nie liczy. Nasza córeczka ma chore serduszko, ale przecież cała reszta jest w porządku, jest śliczna. Zabierają moje dziecko na oddział patologii ciąży, a ja trafiam do pokoju, pomiędzy dwie szczęśliwe matki, których dzieci są z nimi. Ja moją córeczkę widziałam kilka sekund. Teraz może oglądać ją tylko mąż. Przynosi mi ją na zdjęciach w telefonie, wpatruję się w ten ekranik, widzę Oliwię wśród tych wszystkich rurek, przewodów, kroplówek, wtedy uświadamiam sobie, jak bardzo jest źle. Prostin — tak nazywał się lek, który krążąc w tym malutkim ciałku, miał pozwolić naszemu dziecku dotrwać do operacji. Po kolejnym konsylium zapada decyzja o odstawieniu. Stopniowo zmniejszają dawki i nic się nie dzieje. Cud? Niestety, jedynie chwilowy. Gdy już mamy wracać do domu saturacje Oliwii drastycznie spadają. Pani córka ma bardzo złożoną, rzadko spotykaną wadę serca. W związku z tym, że tętnice płucne mają średnicę 1,5 mm, a operacje wykonuje się na naczyniach, mających najlepiej około 3,5 mm, nie mamy w tej chwili do zaproponowania żadnego leczenia operacyjnego — nie wierzyłam w to, co usłyszałam, łamiącym się głosem zaczęłam zadawać pytania, usłyszałam tylko, że jedyne co w tej chwili mogą zrobić to skonsultować nasz przypadek z profesorem Carottim z Rzymu, który ma bardzo duże doświadczenie w leczeniu takich wad serca.

Oliwia Dąbrowska

Jedyna nadzieja w tam, bo w Polsce zaproponowano inwazyjne zespolenie centralne. Niestety takie zespolenie to bardzo poważna operacja (tętnicę płucną, która ma 1,5 mm, należy połączyć sztucznym naczyniem o średnicy 3 mm z aortą), a przy takich wąskich tętnicach nie daje wielkich nadziei i po prostu można je stracić, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo ich zarośnięcia lub uszkodzenia podczas zabiegu – co uniemożliwiłoby podejście do decydującej operacji, bo „nie byłoby już, z czym”, a wtedy nie wiadomo, ile Oliwka mogłaby żyć. W związku z tym cały opis cewnikowania wraz z sugestiami został przesłany do prof. Carottiego, który w bardzo krótkim czasie odpisał, że na podstawie wyniku cewnikowania nie widzi jednak potrzeby wykonywania zespolenia centralnego i że można od razu wykonać unifokalizację. Pierwszy sukces i zarazem olbrzymia ulga.

Placówka nie została wybrana ze względu na nasze „widzimisię”, została ona nam wskazana przez naszych specjalistów. Nawet nasi wybitni kardiochirurdzy publicznie mówią, że ponad 90% wad serca operuje się w Polsce, ale takie wady jak ma nasza córeczka są bardzo rzadkie i trudne w leczeniu i sami wskazują ośrodki we Włoszech i USA.

Oliwia Dąbrowska

Zdecydowaliśmy się na wyjazd do Rzymu. Jednak koszt takiej operacji sprawia, że na decyzji na razie się skończyło. Siedzimy na tykającej bombie i patrzymy na postępującą sinicę naszego dziecka. Oliwka zaczęła już gaworzyć. Nieświadoma zagrożeń chce się bawić, przytulać, śmiać. Jest już nieodzowną częścią naszego życia. Prosimy, pomóżcie nam zdobyć środki, na ratowanie życia naszego dziecka. Czas minął a świadomość, że ostatnią barierą są pieniądze, jest nie do wytrzymania.

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 3 280 people
72 641 zł (100,41%)