Płuca dla Justyny

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 4,115 people
278,343.15 zł (100.8%)

Justyna Piotrowska

Oława, dolnośląskie

Started: 20 June 2013
Ends: 26 June 2013

Obiecałam i żyję!

Ponad 4 tysiące kliknięć na Siepomaga i tysiące wpłat z całego świata. Ponad milion złotych. Niezliczona liczba modlitw, wyrzeczeń, dobrych myśli i słów. I oto żyję. Wreszcie, przepełniona radością, mogę sama podziękować! Mam nowe płuca! Ostatecznie moja Siostra Madzia nie mogła być dawcą i austriaccy lekarze wszczepili mi płuca Niespokrewnionego Dawcy. Często myślę o Nim, o Jego Rodzinie. Tak bardzo chciałaby im podziękować! Tymczasem dziękuję wszystkim Wam, którzy zajrzeliście tutaj, w to miejsce w sieci, gdzie ludzka dobroć znajduje zmaterializowany wymiar w postaci szeregów cyfr.

Państwo spisaliście się na medal - przed 1 lipca 2013 roku pieniądze z konta niezawodnej fundacji "Świat z uśmiechem" powędrowały do Szpitala AKH w Wiedniu i lekarze zaczęli walkę o moje życie. Oni też stanęli na wysokości zadania. Tylko ja ze skruchą muszę przyznać, że nie popisałam się... Mój organizm buntował się miesiącami, odrzucał krwawiące płuca, kłócił się z maszynami, zmusił lekarzy, by wykorzystali wszystkie znane na świecie możliwości, bym nie odeszła. Walka była naprawdę ostra, wprowadzano mnie w śpiączkę, podłączano do maszyn, a ja błagałam Boga o jeszcze jeden oddech, o jeszcze odrobinę siły do nierównej walki. Zamieszkałam w szpitalu na długie 5 miesięcy, to o 4 więcej, niż standardowo po przeszczepie płuc. Spotkałam tam ludzi, którzy okazali się Prawdziwymi Przyjaciółmi. Byli ze mną w chwilach strasznego cierpienia, w tych godzinach, gdy odurzona lekami nie bardzo wiedziałam, co się ze mną dzieje. Gdy potwornie tęskniłam za Córeczką. Wspierali moją Rodzinę w te trudne wiedeńskie dni, które, wydawało się, że się nigdy nie skończą.

Najpiękniejszy był dzień, kiedy po raz pierwszy, po ponad stu dniach, przyszła do mnie Blanka. Urosła, spoważniała, ale miała w sobie tyle miłości, pogody ducha i odpowiedzialności, że dodała mi nowych sił do walki. Od listopada do połowy stycznia mieszkaliśmy już w wiedeńskim wynajętym mieszkaniu. Stawiałam pierwsze kroki, pierwszy raz od pół roku, jeszcze na wózku, wyszłam na spacer. Byłam z Córeczką na placu zabaw, odwiedziłyśmy szopkę w pobliskim kościele, bo świat radował się Bożym Narodzeniem. My świętowaliśmy każdy krok, każdy kolejny kilogram mojego wychudzonego i wycieńczonego ciała, każdy dzień bez środków przeciwbólowych...

Dziś jesteśmy już w Polsce. Czuję się dobrze. Zapominam o tych złych, pełnych bólu, niemocy i beznadziei dniach. Byłam już w Wiedniu na pierwszej kontroli, kilkakrotnie robiłam badania we wrocławskim szpitalu. Pamiętając o tym, że mój organizm jest bardzo podatny na infekcje i zakażenia, staram się normalnie żyć. Spotkałam się już z niektórymi Przyjaciółmi, odwiedziłm z Córeczką naszą bibliotekę (jest wszak dzielnym zerówiakiem), zamieniałam kilka słów z moimi harcerzami, uczniami ze szkoły - spotykamy się podczas ich feryjnych spacerów po mieście. Z ogromnym wzruszeniem w sercu w Dniu Myśli Braterskiej klikałam w komputerowe klawisze dziękując moim Przyjaciołom w mundurach i tym, co ich nigdy okazji założyć nie mieli, za to, że mogłam posłuchać, jak moja Córeczka czyta pierwszą w życiu książkę. Za to, że wchodząc po schodach nie modlę się po każdym kroku, by się nie udusić. Za to, że mogę założyć na siebie kolorową tunikę i wyglądam w niej jak młoda kobieta, a nie olbrzym, któremu wielki brzuch uniemożliwia schylenie się po miśka leżącego na dywanie. Za to, że dotrzymałam obietnicy danej Blance i nie umarłam.

Na pozór nic niezwykłego się w moim życiu nie dzieje. A jednak każda chwila jest dla mnie niezwykła. Kilka miesięcy temu nawet nie odważyłabym się marzyć, że jeszcze zobaczę wiosenne kwiaty, wypiję kawę z Przyjaciółmi, wyprawię moich harcerzy na kolejny międzynarodowy zlot i będę mogła pomóc komuś następnemu. A teraz? Oddycham, działam i podpowiadam: samo się nie pomaga:-) "Się pomaga" z każdym z nas. Może nie uratujemy całego świata, ale jeśli dzięki nam przestaną płynąć łzy na czyjejś twarzy, to czy możemy zrobić coś większego? Uśmiecham się do Was, "Siepomagacze", teraz już należę do Waszego szlachetnego grona. Niech nam się skutecznie pomaga!

Justyna z Nowymi Płucami z Oławy

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 4,115 people
278,343.15 zł (100.8%)