Białaczka wróciła - mój syn umiera na moich oczach! Mam jedyną szansę, by ratować jego życie!

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 8 822 people
186 005,71 zł (100,03%)
Goal
3 cykle chemioterapii i przeszczep szpiku - jedyna szansa na uratowanie życie

Dima Kaczkan, 16 years

Bydgoszcz , kujawsko-pomorskie

ostra białaczka limfoblastyczna T-komorkowa - wznowa

Started: 24 July 2018
Ends: 10 August 2018

Mój syn umiera na moich oczach! On jest całym moim światem – jeśli on odejdzie, również i moje życie się skończy! Trwa dramatyczna walka, lekarze wciąż widzą szansę, pilnie potrzebna jest jednak chemia i przeszczep szpiku! Na 2 sierpnia potrzebne jest ponad sto tysięcy złotych na kolejny cykl chemii! Inaczej białaczka zabierze mi dziecko… Zrobiłabym dla synka wszystko, ale nie jestem w stanie mu pomóc, mogę tylko prosić, jak prosić może tylko matka – pozwólcie mu się dalej leczyć, uratujcie go…

Mam koszmarne deja vu – powtarza się scenariusz sprzed kilku lat. Ostra białaczka limfoblastyczna wdarła się w nasze życie, zniszczyła wszystko, pozostawiła tylko rozpacz i strach – co będzie jutro, czy Dima będzie żyć?! Znów jest oddział onkologii, zapach chemii, białe ściany szpitala, a w tym wszystkim mój syn, tak słaby, że nie jest w stanie stać, z bólu lecą mu łzy, wymiotuje… Wciąż jednak powtarza mi, że będzie dobrze, że mam się nie martwić, że najważniejsze to wierzyć, że mu się uda, że wyzdrowieje i będzie żyć… Nawet w takich chwilach myśli nie o sobie, ale o mnie…

Dima Kaczkan

Choroba synka to nie jedyna tragedia, jaka spadła na naszą rodzinę. Mój mąż zmarł nagle kilka lat temu… Z dnia na dzień zostaliśmy sami, ja i dwójka maleńkich dzieci. Inni chłopcy buntowaliby się, sprawiali kłopoty. Nie Dima. On stał się moim największym oparciem… Powtarzał, że chce być taki jak tata, że będzie jak on – odpowiedzialny, dobry, silny. Pomagał w domu, chodził do sklepu, opiekował się młodszą siostrzyczką, gdy ja starałam się pogodzić ze sobą dwie prace, by jakoś nas utrzymać, bo ledwo wiązaliśmy koniec z końcem… Biegał po lekarstwa, kiedy byliśmy chorzy. Zawsze umiał pocieszyć, uspokoić. W chwilach załamania powtarzał tylko “Mamo, wszystko będzie dobrze...” Wierzyłam, że tak będzie. Byłam naiwna… Śmierć obrała sobie na cel naszą rodzinę. Najpierw zabrała mi męża. Potem sięgnęła po najlepszą osobę, jaką znam – mojego syna…

Maj 2015. Dima zaczął się źle czuć. Był osłabiony, gorączkował. Lekarz uznał to za przeziębienie, które jednak nie przechodziło… Zrobiono mu dodatkowe badania. Nikt nie spodziewał się niczego złego. Nie tego. Ostra białaczka limfoblastyczna... Wciąż ledwo w to wierzę. Nie pogodzę się nigdy. Leczenie rozpoczęło się natychmiast… Rak to śmierć, a walka z nim to zejście do piekła. Dima przechodził leczenie bardzo ciężko… Bóle żołądka, krwawienie, niedowład, powiększenie wątroby, drgawki. Synek nie mógł chodzić. Znikał w oczach. Z każdym dniem było go mniej… W wieku 12 lat ważył tylko 18 kilogramów…

Zbierałam pieniądze na leczenie. Sprzedałam wszystko, co miałam. Bóg nam pomógł. Choroba się cofnęła. Remisja! Najpiękniejszy dzień w życiu… Dima w wieku 12 lat z powrotem uczył się chodzić. Wrócił do szkoły. Lubili go tam… Jest taki życzliwy, pomocny. Pięknie rysuje. Chciał – chce! – zostać programistą i pomagać ludziom chorym, takim, jakich poznał podczas pobytu w szpitalu… Widział ich cierpienie. Obiecał sobie, że zrobi wszystko, by tego bólu już więcej nie było…

Dima Kaczkan

Wydawało się, że będzie już dobrze, że wygraliśmy. Śmierć jednak nie odeszła, nie odpuściła naszej rodzinie, ona tylko zaczaiła się gdzieś, by zaatakować ponownie! Wróciła kilka tygodni temu. Synka zaczęły boleć nogi, plecy. Ciężko mu było chodzić. Zaczęła go boleć głowa, było mu niedobrze, wymiotował… Wznowa.

Ciężko mi o tym myśleć, jeszcze ciężej mówić, bo jak powiedzieć to, że dziecko ma białaczkę, że umiera? Dima dopiero wyzdrowiał, dopiero zaczął cieszyć się życiem, a znów może je stracić… A ja mogę stracić jego! Teraz walka jest jeszcze bardziej zacięta, wróg silniejszy i bardziej śmiertelny, a szanse mniejsze… Dziś naszym domem jest szpital w Bydgoszczy. Lekarze robią wszystko, by uratować życie Dimy… Czekają go 4 bloki chemioterapii i przeszczep szpiku… Oddałabym synowi wszystko, ale badania mnie wykluczyły, udało się jednak znaleźć dawcę, z którym jest zgodność, który odda synkowi szpik! Na Ukrainie nie wykonuje się przeszczepów od osób niespokrewnionych – szansę na życie mój syn ma tylko w Polsce!

Leczenie w Polsce nie jest dla nas refundowane... 2 sierpnia musimy mieć pieniądze na kolejny, drugi już cykl chemii… Dimę czekają jeszcze dwa. Każdy z nich kosztuje ponad sto tysięcy złotych! A potem przeszczep – grubo ponad czterysta tysięcy złotych… To ogromne kwoty, niewyobrażalne. Kwoty za to, co jest bezcenne – życie. Życie mojego dziecka…

Błagam o pomoc, bo by ratować Dimę, pójdę do nieba, do piekła, wszędzie… Nie wiem już, co mam zrobić, skąd wziąć te pieniądze… Zrobię wszystko. Błagam – pomóż! Pozwól mu żyć!

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 8 822 people
186 005,71 zł (100,03%)