Ala walczy z czerniakiem. Potrzebny lek ostatniej szansy!

Goal: Lek Pembrolizumab – ostatnia szansa Ali na pokonanie czerniaka
Alicja Mierzejewska
Verified Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 6 122 people
191 131,29 zł (108,86%)
Donate

Alicja, 7 years

Czerniak – nowotwór złośliwy skóry

Mogilno, kujawsko-pomorskie

Started: 31 October 2017
Ends: 01 December 2017

Ala już jakiś czas temu powinna rozpocząć leczenie! Pembrolizumab – to nazwa leku ostatniej szansy. Niestety lek nie jest refundowany w Polsce, a ja nie mam pieniędzy, by w tak krótkim czasie zapłacić choćby za pierwszą dawkę. Nie mogę dłużej czekać, bo każdy dzień to dla Ali śmiertelne niebezpieczeństwo. Dziś nie liczy się nic oprócz jej życia, dlatego błagam Cię o pomoc. Bez leku moje dziecko umrze...

Trzy ostatnie lata życia Ali to głównie łzy bólu na jej bezbronnej twarzy. Kilka operacji, długie, kilkunastocentymetrowe blizny na rączkach i nóżkach, przeszczepy skóry. Po tym wszystkim miało nadejść zwycięstwo. Zamiast powrotu do normalności były słowa, które po stoczonej walce z rakiem najtrudniej jest słyszeć. Przerzuty...

Kto by pomyślał, że mała krostka na ręku Ali będzie początkiem koszmaru? Wyglądała jak ugryzienie komara – niegroźnie. Po paru dniach zaniepokoiło mnie, że zamiast goić się, coraz bardziej swędzi i krwawi. Pediatra uspokoił i wypisał skierowanie do chirurga. Tam usłyszałyśmy pierwszą diagnozę. Ziarniniak – nic, co zagrażałoby życiu. Ala dostała skierowanie na zabieg usunięcia zmiany. Na wszelki wypadek zrobiono badanie PET. Szłyśmy na nie, nie wiedząc, że wyjdziemy z wyrokiem śmierci. To, co miało wykluczyć nowotwór, ostatecznie go potwierdziło. Czerniak skóry, III stadium zaawansowania, z przerzutami do węzłów pachowych. Ala miała wtedy dopiero 4 latka. Trzymałam ją, taką małą i bezbronną, w swoich ramionach i obiecywałam sobie, że nie oddam jej śmierci.

Lekarze nie czekali długo z operacją. Trzeba było szybko spakować najpotrzebniejsze rzeczy Ali, kilka ulubionych zabawek i wracać do szpitala. No oddział onkologii – ten, na którym dzieci ostatkami swoich sił walczą o życie. Ala przeszła bolesną operację usunięcia złośliwych zmian i węzłów chłonnych pod prawą pachą. Konieczny był przeszczep skóry z brzuszka, bo ubytek skóry na ręku był bardzo duży. Obudziła się po operacji z długimi bliznami na rączkach. Żyła na lekach przeciwbólowych – kiedy przestawały działać, płakała z bólu. Ciężko było jej ruszać rączkami. Nawet już nie zwracała uwagi na ulubione zabawki, które wzięła ze sobą do szpitala.

Po operacji Ala została poddana terapii Interferonem, po którym miało nastąpić zahamowania choroby. Miesiąc leczenia w szpitalu był dla nas dramatem, czasem, który jak najszybciej chcielibyśmy wymazać z pamięci. Wymioty, gorączki, silne bóle głowy – Ala nie miała nawet siły, żeby wstać z łóżka. Kiedy o coś pytałam, mogła tylko kiwnąć głową. Siedziałam całymi dniami przy szpitalnym łóżku i patrzyłam, jak z mojego dziecka uchodzi życie. Każdy dzień wyglądał podobnie – wizyty pielęgniarek, kolejne dawki leku i cierpienie Ali. Nadzieję dawała tylko jedna myśl – że po tej terapii Ala może być zdrowa.

W całej naszej tragedii wreszcie pojawiło się światełko w tunelu! Długie leczenie Interferonem zaczęło działać! Badania kontrolne pokazały, że nie ma kolejnych zmian nowotworowych, że Ala jest czysta! Pomyślałam, że warto było tyle przetrwać, by doczekać tej właśnie chwili. Wydawało nam się, że wygrałyśmy, że teraz trzeba zrobić wszystko, by zapomnieć… Ala mogła wrócić do przedszkola. Wreszcie na jej twarzy częściej pojawiał się uśmiech, niż grymas bólu.

W czerwcu 2017, jak co pół roku, nadszedł dzień badania PET. Kiedy my próbowałyśmy zapomnieć o raku, rak wcale nie zapomniał o nas. “Niestety są przerzuty” – po tym zdaniu reszta słów, które mówiła do mnie Pani doktor zlała się w jedną całość. Cichy zabójca wrócił. Czerniak zaczął atakować tkanki prawego przedramienia i prawego uda. Czułam się tak, jakbym miała deja vu. Znów trzeba było pakować się i jechać do szpitala na onkologię. Teraz Ala rozumiała już dużo więcej, wiedziała, że wracamy tam, gdzie jeszcze niedawno tak bardzo musiała cierpieć. Kiedy widziała lekarza, chowała się za mną. Kiedy w naszą stronę szła pielęgniarka, krzyczała ze strachu. Dodatkowo u Ali pojawiły się problemy z żyłami. Każde wkłucie było tak bolesne, że nikomu nie dawała się dotknąć. Konieczne było założenie wenflonu na szyi. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy Ala przeszła dwie operacje. Zostały usunięte zmiany w przedramieniu oraz część mięśni prawego uda. Od tamtej pory musi poruszać się o kulach. 

Dzisiaj, kiedy życie Ali, znów jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, muszę zrobić wszystko, by ją ratować. Po kolejnym ciosie, który dostałyśmy od życia, nie poddajemy się. Tym bardziej, że pojawiła się nadzieja. Lekarz zaproponował nam podanie leku Pembrolizumab, który jest ostatnią szansą na wyleczenie Alicji. Niestety jego cena znacznie przerasta moje możliwości.

Lekarze czekają z podaniem Ali leku, a ja robię wszystko, by jak najszybciej zdobyć pieniądze, które są jedynym warunkiem rozpoczęcia terapii. Nie mogę dłużej ryzykować. Jako mama Ali błagam o ratunek. Pomóż mi zapłacić cenę za lek, który uratuje życie mojej córeczki. Bez Ciebie nie damy sobie rady...

Verified Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 6 122 people
191 131,29 zł (108,86%)
Donate

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość