Your browser is out-of-date and some website features may not work properly.

We recommend updating your browser to the latest version.

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching fundraisers, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Tylko drogi lek wciąż utrzymuje go przy życiu. Pomóż ocalić Filipa!

Filip Gronostajski
Fundraiser finished
Fundraiser goal:

leczenie nierefundowanym lekiem Nivolumab

Filip Gronostajski, 20 years old
Garwolin, mazowieckie
Chłoniak DLBCL, chłoniak Hodgkina
Starts on: 03 December 2018
Ends on: 09 December 2018

Fundraiser description

Mój syn Filip ma 16 lat i żyje już tylko dzięki jednemu lekowi. To Nivolumab - droga i nierefundowana szansa na ratunek. Ostatnia z możliwych. Lekarze nie pozostawiają wątpliwości - Filip musi przyjmować to lekarstwo tak długo aż otrzyma przeszczep szpiku. Najbliższe podanie już 20 grudnia, a jeśli przerwiemy leczenie - on umrze...

Chemia… 16-letniemu chłopakowi powinna się kojarzyć z przedmiotem w szkole i sprawdzianami, na które trzeba się dobrze nauczyć. Filip poznał to pojęcie z zupełnie innej strony. Poczuł na własnym ciele jak straszną chemia jest trucizną. Ból, poparzenia, wypadające włosy. Pomogła mu pokonać pierwszego chłoniaka, ale dzisiaj już nie działa…

Filip Gronostajski

Tak… Chłoniak, z którym teraz walczy o życie to już drugi morderca na jego drodze. Pierwszy pojawił się w marcu 2016 r. i był piekielnie trudny do zdiagnozowania. Przyniósł wysoką gorączkę i poważne osłabienie organizmu. Schował się jednak za dobrymi wynikami krwi i bardzo późno udało się go wykryć. Chłoniak DLBCL IV stopnia - umiejscowił się w oczodole, powodując dodatkowo odklejenie siatkówki. Pokonać go mogła jedynie ekstremalnie mocna chemia. Lekarz się bał, protokół leczenia podpisywał drżącymi rękami...

Albo Filip pokona chłoniaka, albo chłoniak Filipa. Nie było trzeciego rozwiązania. Sytuację dodatkowo komplikowała choroba immunologiczna, skutkująca obniżoną odpornością. Chemia pomogła pokonać chłoniaka, ale mocno poparzyła syna. Moje serce się łamało w pół, kiedy widziałam jego ból, silnie krwawiące rany… Po 6 miesiącach trudnej walki otrzymaliśmy wreszcie wyczekiwane wieści - choroba ustąpiła. Wygraliśmy! Kamień, który spadł nam z serca, słychać było chyba w całej okolicy. Nie zdążyliśmy się jednak długo nacieszyć zdrowiem Filipa…

W maju 2017 koszmar powrócił. Tym razem jako chłoniak Hodgkina IV stopnia. Filip nie zregenerował się jeszcze po poprzedniej walce, a już musiał stawić czoło kolejnemu, śmiertelnemu zagrożeniu. Znowu chemia, tym razem z lekiem Brentuximab. Niestety, wkrótce otrzymaliśmy bolesny cios. Chłoniak zrobił się chemioodporny, siedział sobie dalej w kościach i nie chciał odpuścić. Zaczęliśmy szykować się na najgorsze...

5 września tego roku pani doktor wzięła mnie na rozmowę do swojego gabinetu i ze łzami w oczach powiedziała, że Filip najprawdopodobniej umrze. Że zrobili wszystko, co w ich mocy ale czasami po prostu są bezradni. I że jest już tylko jedna, ostatnia nadzieja - Nivolumab. Silny lek stosowany od niedawna jedynie u dorosłych. Przy pierwszym podaniu może zarówno pomóc jak i zabić…

Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, poszliśmy va banque. Dzięki wsparciu ludzi dobrego serca, udało się go szybko kupić i podać Filipowi. Ku naszemu ogromnemu szczęściu lek zadziałał, chłoniak wycofał się z kości. Wreszcie otrzymaliśmy realną pomoc, broń do walki z chorobą. Niestety, bardzo drogą i w przypadku dzieci - nierefundowaną. Wyleczyć trwale mojego syna może jedynie przeszczep szpiku, który przy sprzyjających okolicznościach nastąpi w styczniu. Do tego czasu Filip musi raz na 2 tygodnie przyjmować Nivolumab - tlen utrzymujący go przy życiu, a najbliższe podanie, kosztujące prawie 10 tys. zł już 20 grudnia. Nie mamy jednak środków, żeby go zakupić, dlatego prosimy o pomoc…

Mój syn jest już skrajnie wyczerpany chorobą, ale ciągle ma plany i marzenia. Widzimy, jak ukrywa ból. Kiedy cierpi, ale nie chce nas martwić. Chciałby wrócić do szkoły, do kolegów. Żyć normalnie, jak swoi rówieśnicy. Po prostu cieszyć się nadchodzącym dniem, a nie budzić się w nocy z zabierającym dech w piersi strachem. Walczymy o jego życie, niczym rozbitkowie dryfujący na kawałku drewna po szalejącym morzu. Wyspa, na której czeka ratunek, jest blisko. Już ją widzimy, już wiemy gdzie się znajduje, ale potrzebujemy Waszego wsparcia, żeby do niej dopłynąć. Wysyłamy więc sygnał S.O.S. z nadzieją, że go usłyszycie i pomożecie uratować mojego syna...

Mama Filipa

This fundraiser is finished. You can support other People in need.

Follow important fundraisers