Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Nie mogę umrzeć, nie mogę zostawić dzieci samych. Błagam Cię o pomoc! – II etap

Renata Worobiej-Lewińska

Nie mogę umrzeć, nie mogę zostawić dzieci samych. Błagam Cię o pomoc! – II etap

20 959,00 zł ( 83.43% )
1336 donors
Goal:

Leczenie w klinice CHIPSA Hospital w Meksyku – ostatnia szansa dla Renaty

Renata Worobiej-Lewińska, 49 years
Kowale Oleckie, warmińsko-mazurskie
Nowotwór złośliwy piersi
Starts at: 17 January 2018
Ends at: 05 February 2018

Previous campaigns:

Renata Worobiej-Lewińska
138 300,00 zł ( 103.38% )
6785 supporters
04.10.2017 - 27.10.2017

Leczenie w klinice CHIPSA Hospital w Meksyku – ostatnia szansa dla Renaty

138 300,00 zł ( 103.38% )

Leczenie w klinice CHIPSA Hospital w Meksyku – ostatnia szansa dla Renaty

Result

Dzisiaj dostaliśmy niezwykle smutną informację - Renata odeszła, pozostawiając córkę, syna i męża. 

To takie niesprawiedliwe... Jeszcze w piątek dobrze się czuła, cieszyła się, miała wielkie nadzieje i plany na przyszłość! Jednak nagle nastąpiło dramatyczne pogorszenie stanu zdrowia. Renata trafiła do szpitala, ale nie byli już w stanie nic zrobić...

Rak jest brutany, nieprzewidywalny. Renata walczyła dzielnie, bo miała dla kogo żyć. Jej cząstka została na tym świecie, tak samo jak dobro i nadzieja, które jej ofiarowaliście.

Rodzinie Renaty składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Description

Jestem mamą dwójki dzieci i umieram na raka. Codziennie zasypiam z myślą, czy następnego dnia nie zobaczę ich po raz ostatni, czy nie zostawię tych, którzy liczą na mnie najbardziej na świecie. Tak bardzo się boję. Nie mogę umrzeć, nie mogę im tego zrobić... Nie mam już innych marzeń, niż to, żeby wyzdrowieć, żeby zostać z dziećmi jeszcze długo i patrzeć, jak dorastają. 

Dzięki Waszej pomocy przeszłam pierwszy etap leczenia w klinice w Meksyku. Podarowaliście mi nadzieję i wiarę w zwycięstwo w tej nierównej walce. Niestety rak jest nieobliczalny i dziś musze prosić o pomoc po raz drugi. 

Renata Worobiej-Lewińska

Na początku mojej historii była nadzieja, że ten mały guz pod prawą pachą nie będzie złośliwy, że za chwile cały strach minie, a ja wrócę do domu i powiem dzieciom, że jestem zdrowa. Przecież miałam tyle do zrobienia, tyle czasu do spędzenia z dziećmi.

Ze szpitala wracałam już z najgorszą diagnozą i tylko jednym pytaniem w głowie: jak powiedzieć dzieciom, że umieram? Na wyniku było jasno napisane, że to nowotwór, dokładniej rak prawej piersi.

4 lata temu rozpoczęłam walkę. Nagle, z dnia na dzień, musiałam zacząć myśleć o własnej śmierci, o tym, co będzie, kiedy zniknę. Nie da się przepędzić tych myśli i, choć chciałoby się wyrzucić je z głowy raz na zawsze, one powracają. Kiedy, dzieci już śpią, kiedy zostaje się sam na sam ze sobą, wtedy nie sposób zapomnieć. Chciałoby się schować twarz w poduszkę i płakać z bólu. Jak najciszej, żeby tylko dzieci nie usłyszały. W dzień starałam się jak najwięcej uśmiechać – tylko tak mogłam poradzić sobie z tym wszystkim. Musiałam walczyć – dla dzieci, dla siebie, dla bliskich.

Renata Worobiej-Lewińska

Lekarz zaproponował mi operację cząstkową, czyli usunięcie fragmentu piersi razem z guzem. Była szansa, że to wystarczy. Niestety zniknęła szybciej, niż się pojawiła. Wynik  badań po operacji mówił jedno – rak rozsiał się po całej piersi. Trzeba było amputować całą. Nagle z dawnego życia zostały strzępy. Teraz był tylko dom i szpital, na zmianę. Musiałam rozpocząć chemioterapię, żeby tylko nie dopuścić do przerzutów. Trudno było przyzwyczaić się do łysiejącej głowy widzianej w lustrze i coraz bardziej zmienionej przez chorobę twarzy. Mijały kolejne cykle, a ja miałam coraz więcej nadziei, że w ten sposób pokonam raka, że w końcu wrócę do domu i powiem dzieciom, że mój nowotwór to przeszłość. I tak też się stało. Na niecałe dwa lata…

Rak odpuścił, by za jakiś czas zaatakować ponownie – mocniej i bardziej boleśnie. Naciek na prawym ramieniu i w miejscu po amputacji piersi zmusiły mnie do wizyty w szpitalu – po jednej stoczonej walce nie można już ignorować żadnych sygnałów. Później wszystko potoczyło się szybko. Jeden dzień spędzony w szpitalu, badania, konsultacje i wreszcie diagnoza. Nawrót raka piersi. Wznowa miejscowa z obrzękiem limfatycznym prawej ręki i przerzutami do węzłów chłonnych. 

Wznowa to najgorsze słowo, jakie można usłyszeć po stoczonej walce z rakiem. Słowo, które oznacza, że koszmar wcale się nie skończył. To horror, który zaczyna się na nowo. Musiałam wrócić na oddział onkologiczny, o którym powoli zaczynałam zapominać. Znów znalazłam się w świecie, w którym ludzie chorzy na nowotwór czekają cud. Od razu zostałam skierowana na chemioterapię. Myślałam, że będę ją przechodzić podobnie, jak poprzednio, że tym razem pomoże. Niestety mój organizm bardzo źle reagował na podjęty cykl chemii. Żyłam, ale miałam wrażenie, że właśnie umieram. Otwierałam oczy i za chwilę znów zasypiałam – tak, jakbym chciała sprawdzić, czy nadal żyję. Przecież ja tak bardzo boję się śmierci. 

Po chemii niemal wszystkie wyniki drastycznie spadły. Co więcej, nie widać było żadnej poprawy. Do dziś żyję na lekach przeciwbólowychh – prawa ręka boli tak bardzo, że czasami chciałoby się krzyczeć z bólu. Postanowiłam uciekać do innych metod, będących teraz jedyną moją nadzieją na pokonanie raka. Pojawiła się dla mnie szansa – leczenie terapią alternatywną. Znalazłam szpital w Meksyku, który bardzo efektywnie się tym zajmuje.  Kilka tygodni temu poleciałam tam dzięki Waszej pomocy. Moja terapia wciąż trwa. Niestety rak jest nieprzewidywalny. Okazało się, że muszę przyjąć dodatkowe leki, za które wcześniej muszę zapłacić...

Renata Worobiej-Lewińska

Chcąc żyć, muszę zdążyć. Walka z nowotworem nie jest łatwa, ale póki trwa życie, jest także nadzieja. Nie chcę jeszcze umierać, nie chcę, by moje dzieci zostały bez mamy. Kiedy po raz pierwszy prosiłam o pomoc, nie sądziam, że będe musiała robić to po raz drugi. Dziś znow wierzę, że dzięki Waszej pomocy będę mogła żyć. Błagam, pomóżcie mi w tej nierównej walce...

20 959,00 zł ( 83.43% )
1336 donors

Follow important campaigns