Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Muszę wyzdrowieć, aby pomóc synkowi

Adam i Wiktor Glazer
Zbiórka zakończona

Muszę wyzdrowieć, aby pomóc synkowi

6 250,00 zł ( 108.69% )
142 donors
Goal:

rehabilitacja

Adam i Wiktor Glazer
Radonek, kujawsko-pomorskie
powypadkowe czterokończynowe porażenie
Starts at: 28 April 2015
Ends at: 19 November 2015

Result

Rodzina Glazer bardzo dziękuję wszystkim Darczyńcom za okazaną pomoc. Trzymamy kciuki za rehabilitację pana Adama i jego synka. W ich sytuacji bezcenne jest każde, nawet najmniejsze wsparcie.

Description

Ile tragedii może dotknąć jedną rodzinę? Państwo Glazer przekonali się na własnej skórze, że zbyt wiele… Czteroletni synek Wiktor cierpi na AHC, jedną z najrzadszych chorób genetycznych na świecie, nieuleczalną. Nagłe ataki, objawiające się paraliżem ciała, którym towarzyszy niewyobrażalny ból, to dla niego codzienność. Pan Adam, tata Wiktorka, chcąc zarobić na kosztowną rehabilitację synka, wyjechał do pracy w Niemczech. Tam jednak uległ niezwykle poważnemu wypadkowi. Skutek – złamanie kręgosłupa szyjnego, porażenie wszystkich kończyn. Zamiast z środkami na rehabilitację syna, wrócił do domu na wózku inwalidzkim, sam wymagając rehabilitacji... Teraz pomocy potrzebuje nie tylko syn, ale także i tata.


Pani Dorota, żona pana Adama, doskonale  pamięta, jaki mąż był przed wypadkiem. – Ciągle był w ruchu, coś robił, wszędzie było go pełno. Nie potrafił usiedzieć w miejscu. Zawsze dążył do wyznaczonego celu. Tym mnie ujął – wspomina. Są razem od trzynastu lat. Osiem lat jako małżeństwo. Niedługo po ślubie powitali na świecie Emilkę, która szybko została ukochaną córeczką tatusia. Rodzicielstwo bardzo uwrażliwiło ich na ludzką krzywdę. – Mąż zawsze bardzo angażował się w pomoc innym, nieważne, czy była to zbiórka pieniędzy, praca dla naszej lokalnej społeczności czy wysyłanie smsów dla potrzebujących. Był niezwykle uczynny i pogodny, zawsze w odpowiednim miejscu i czasie, żeby komuś pomóc. Nie wiedział jeszcze wtedy, że wkrótce sam będzie potrzebować pomocy...


W 2011 roku urodziło się drugie dziecko Glazerów. Wiktor wydawał się być okazem zdrowia – dostał 10 punktów w skali Apgar. Dziś ma pięć lat i wygląd aniołka – jasne loki, dołeczki w policzkach, ogromne niebieskie oczy. Nikt nie domyśliłby się, że Wiktor od kilku lat przeżywa piekło, piekło bólu. Pierwszy atak nastąpił, gdy miał 4 miesiące – wysoka gorączka, drgawki, paraliż, wykręcenie ciała, rozpaczliwy płacz. Wkrótce stało się to codziennością – ataki trwały nawet po parę tygodni, a spowodować mogło je wszystko, każda emocja, która pobudzała układ nerwowy – lęk przed burzą, radość z nowej zabawki, gorąca woda w wannie, szczekanie psa. Po wielu wizytach lekarze postawili w końcu diagnozę – AHC. Naprzemienna hemiplegia dziecięca. Choroba niezwykle rzadka, występująca raz na milion przypadków. Nieuleczalna. Nie ma dla rodzica nic gorszego niż patrzenie na ból własnego dziecka, zwłaszcza taki, na które nie ma lekarstwa. Jedyną szansą na poprawę funkcjonowania Wiktora była intensywna rehabilitacja, niezwykle kosztowna. Rodziny nie było stać na jej opłacenie. Pan Adam zadecydował więc o wyjeździe do pracy do Niemiec, żeby zarobić na rehabilitację dziecka.


Adam i Wiktor Glazer


Rozłąka nie była łatwa, ale opłaciło się – stan Wiktorka zaczął się poprawiać. Pan Adam przyjeżdżał do Polski tak często, jak mógł. Wiktorek nie odstępował taty na krok, wyczekiwał go całymi dniami. Chciał być taki jak tata. Silny, dzielny, wytrzymały. Wydawało się, że teraz będzie dobrze. Wszystko skończyło się feralnego dnia w marcu 2014 roku. Pani Dorota pamięta doskonale ten moment. Dzwonek telefonu. Cichy głos szwagra, informujący ją o wypadku.  O tym, że pan Adam poślizgnął się i upadł, rozbijając głowę. Że leży nieprzytomny w szpitalu. Że ma się nie denerwować, że wszystko będzie dobrze.  Nie było. Trzy złamane kręgi szyjne. Trzy operacje chirurgiczne. Dziewięć miesięcy w szpitalu, z daleka od żony i dzieci. Niedowład wszystkich kończyn. Wózek inwalidzki. Lekarze rozkładający ręce, prognozujący pani Dorocie, że jej mąż może być skazaną na wieczne leżenie w łóżku rośliną.


Pan Adam jednak nie poddał się. Po raz kolejny pokazał żelazną konsekwencję, ogromną siłę walki i  samozaparcie. Ćwiczył bez wytchnienia i zaczął robić postępy, co lekarze uznali za cud. W grudniu ubiegłego roku wrócił do domu. Nieuleczalnie chore dziecko, niepełnosprawny mąż – mimo takiego obciążenia Glazerowie starają się żyć jak zwyczajna rodzina. Zostali jednak bez środków do życia – pan Adam był jedynym żywicielem rodziny. Nie może pomagać przy Wiktorze, którego trzeba brać na ręce i uspokajać w trakcie ataków, które mogą trwać nawet kilka tygodni. Dla Adama, którego wcześniej było wszędzie pełno, najgorsze jest to, że stał się więźniem, więźniem własnych barier. Glazerowie mieszkają na poddaszu, nie mają windy. Pan Adam jest zamknięty w pokoju, patrzy w okno, ale nie może wyjść na zewnątrz, do ludzi. Do zniesienia go na dół wraz z wózkiem potrzeba czterech silnych mężczyzn. Ostatni raz udało się to w sierpniu, trzy miesiące temu.

Adam i Wiktor Glazer


Pani Dorota nie jest w stanie zwyciężyć tej bariery. Ona sama musiała pokonać inną – wstyd przed proszeniem o pomoc. Mimo starań nie przyznano im środków na rehabilitację neurologiczną, a zarówno Wiktor, jak i Adam potrzebują rehabilitacji parę razy w tygodniu. Wie, że niepełnosprawność nie sprawiła, że jej mąż jest innym człowiekiem – nadal jest kimś dobrym, czułym, wrażliwym, kto zasługuje na szansę i pomoc. Kocha go tak samo jak przed wypadkiem. Chciałaby tylko nie martwić się, za co przeżyją następny miesiąc i żeby mąż mógł dalej korzystać z rehabilitacji. Wierzy w jego determinację, w upór dążeniu do zdrowia. Nie skarży się na swój los – prosi tylko o pomoc.

6 250,00 zł ( 108.69% )
142 donors

Follow important campaigns