Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Radosny życia cud

Sebastian Sliwiński
Campaign finished

Radosny życia cud

8 030,00 zł ( 47.23% )
Donated by 366 people
Campaign goal:

turnus rehabilitacyjny

Sebastian Sliwiński
Grupa, kujawsko-pomorskie
wodogłowie, niedrożny przełyk, zarośniety układ wydalniczy, hipoplazja móżdżku
Starts at: 17 November 2015
Ends at: 17 February 2016

Campaign description

Piekło rozpętało się w chwili narodzin. Gdyby Sebastianek urodził się 15 lat temu, zapewne serca rodziców po dziś dzień pozostałyby rozszarpane bólem po stracie chłopca. Dzisiejszy postęp medycyny, nadludzka siła i chęć przeżycia maluszka oraz niekończące się modlitwy rodziców wyratowały maluszka przed najgorszym. Organizm ludzki to skomplikowany twór. Gdyby prenatalny zabieg zatrzymania rozwijającego się wodogłowia nie odbył się, pewne byłoby, że doszłoby do uszkodzenia mózgu i rozwoju upośledzenia chłopca. Odprowadzany płyn mózgowo-rdzeniowy z główki do wód płodowych doprowadził do rozwoju wielowodzia, przed którym jego nie w pełni rozwinięte ciało zaczęło się bronić. Spowodowało to przewężenia światła przełyku oraz zarośnięcia układu wydalniczego.

 

23 tydzień ciąży. Radość z rozwijającego się pod moim sercem maluszka przysłoniła wieść o tym, że maluszek może urodzić się chory. USG prenatalne zaniepokoiło lekarzy. Bez chwili wątpliwości po zleceniu szeregu dodatkowych badań oraz konsultacji, z zespołem lekarzy zdecydowaliśmy o zabiegu prenatalnym. Maluch już w 28 tygodniu ciąży przeszedł pierwszą, jak się później okazało nie ostatnią operację ratowania życia. Rozwijające się w łonie matki wodogłowie lekarze próbowali zatrzymać, zakładając shant w główce maluszka, aby odprowadzić płyn mózgowo-rdzeniowy, robiąc miejsce w główce na rozwijający się mózg chłopca.  Był to czas, w którym mogliśmy wszystko poukładać sobie w naszych głowach i przygotować się w szczególny sposób na narodziny naszego synka.


Sebastian Sliwiński


Pierwsza wiadomość o zagrożeniu życia maleństwa, niemalże odebrała życie mamie Sebastiana. Szok i niedowierzanie doprowadziły do zapaści. Życie obojga było zagrożone. Nie było miejsca na wtulenie maleństwa w ramiona mamy. Ledwo wyszedł z bloku porodowego, trafił na salę operacyjną celem ratowania życia maluszka. Drugą operację  zespolenia przełyku oraz wyłonienia kolostomii przeszedł w pierwszej dobie życia. Bez tej operacji chłopiec nie doczekałby kolejnego dnia. Później nie było łatwiej… Nieszczelny przekrój przełyku sprawił, że gromadząca się wydzielina trafiała prosto do płuc, doprowadzając do odmy i wzmożonej aktywności wszelkich szpitalnych bakterii w ciele bezbronnego maluszka.  Konieczne było wykonanie reoperacji…  Na tym tournée szpitalne chłopca się nie zakończyło. Założony zbiorniczek Rickhama, po trzech dniach kolejna operacja, tym razem wszczepienia zastawki, aby zatrzymać postępujące wodogłowie. Po blisko trzech miesiącach trosk nastąpił pierwszy zdumiewający przełom. Sebastian jakby czuł, że dzień powrotu do prawdziwego domu zbliża się wielkimi krokami. Po wielu tygodniach bijąc się z myślami i kolejnymi złymi wiadomościami o stanie zdrowia chłopca, zdumiewająco szybko stan maluszka zaczął się poprawiać… Błysnęło światełko nadziei. Dobry znak.


Ostatnie badania i oględziny lekarzy. Torba spakowana do wyjścia i na „do widzenia” zatrważająca wiadomość: Sebastian najprawdopodobniej nie widzi. Ucisk płynu mózgowo-rdzeniowego, sprawił, że mózg w nieprawidłowy sposób odbierał obraz. W całym nieszczęściu była i dobra wiadomość. Narząd wzroku nie został uszkodzony. „Czas pokaże”, to jedyne lekarstwo, z którym rodzice mieli powrócić do domu. Kiedy wychodziliśmy stamtąd po dwóch miesiącach obiecałam, że nigdy tam nie wrócimy. 

 

 

Dom. Magiczne miejsce. Białe fartuchy, zastępują bezpieczne ramiona rodziców. Dźwięk pikającej aparatury, zmieniamy na spokojne kołysanki, bezlitosne diagnozy lekarzy, zastępują czułe słowa. Mieszanka tych wszystkich składników była eliksirem na miano superbohatera. Sebastian z każdym dniem nabierał nadzwyczajnej siły. Od chwili powrotu do domu, uśmiech niemalże nie znika z jego cudownej buzi. Do szpitala wracaliśmy jeszcze kilkakrotnie. Niebezpieczne zrosty na jelitach operacyjnie było trzeba usunąć, aby nie doszło do niedrożności jelit. Radosny uśmiech Sebka, na wejściu za każdym razem wita grono wspaniałych specjalistów. Sebastian to życia cud, którego każdego dnia doświadczamy i za który w każdej modlitwie dziękujemy Bogu.

Sebastian Sliwiński

 

 

5 świeczek na torcie to 5 najwspanialszych wspólnych lat. Przeszliśmy przez to piekło… - ze łzami wspomina mama. Odwaga lekarzy, upór maleństwa i nasza miłość sprawiły, że pokonał śmiertelne niebezpieczeństwo i każdego dnia raduje swoim uśmiechem nasze serca. Czas spędzony w szpitalu to walka o życie, niezliczone rozstania tuż przed kolejną operacją, liczne narkozy i nieprzespane noce, nadrabiamy nieustającą rehabilitacją. Niewielka spastyczność prawej nóżki oraz problemy z równowagą to „jedyne” pamiątki, z którymi przyszło nam walczyć. Liczne wygrane za nami, kolejne walki o sprawność nadal są w toku. Choć udało nam się wygrać to życie, strach o naszego syna nie zmniejszy się nigdy. Troskę o zwykłe codzienności, zamieniliśmy na nieustające kontrole wszczepionej zastawki. Listę telefonów do pobliskich szpitali noszę zawsze przy sobie, by w razie załamania zdążyć przed najgorszym… 



Nie zmienimy zapisanych kart przeszłości chłopca, ale nadal mamy wpływ na jego przyszłość.​ To od nas zależeć będzie czy uda nam się zapewnić taką ilość rehabilitacji, aby w przyszłości nasz synek mógł całkowicie stać się samodzielny. Możemy zadawać pytania, dlaczego bezbronny chłopczyk musiał przejść przez to piekło. Możemy też pomóc zapewnić mu to, co najlepsze. Rodzice proszą o to drugie. 

8 030,00 zł ( 47.23% )
Donated by 366 people

Follow important campaigns