To życie nie musi się tak skończyć!

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 2,804 people
45,475 zł (100.11%)
Goal
rehabilitacja, by odzyskać kontakt ze Szczepanem i dać mu minimum samodzielności

Szczepan Mika

Kraków, małopolskie

stan wegetatywny po wypadku samochodowym

Started: 18 December 2016
Ends: 16 April 2017

Nasze życie jest tak ulotne, tak kruche. Czasem nie kończy go długoletnia choroba, tylko jedna chwila. Ty nie robisz nic złego, to ktoś inny popełnia błąd, jesteś po prostu w niewłaściwym miejscu, niewłaściwym czasie. I to koniec, chwilę później nie masz już nic, jesteś niczym bohater filmu „Chce się żyć” – zamknięty w klatce sparaliżowanego ciała, tak bardzo pragnący tylko jednego - móc się wydostać…

Szczepan Mika


Na zdjęciach sprzed wypadku Szczepan uśmiecha się szeroko. O czym myśli? Być może o pracy, spotkaniu z kolegami, randce z dziewczyną. Być może o sporcie, jest silny, bardzo dba o formę i zdrowie. Być może o tym, co będzie robił jutro, za tydzień, w wakacje, snuje plany i marzenia, które nigdy się nie spełnią.

Być może myśli o tym również w ten piękny, sierpniowy dzień, gdy wraca autem do domu. Nigdy już się tego nie dowiemy. O tym, co zaszło, wiadomo tylko od świadków. Otwarte okno, przyjemnie grzejące słońce, grające radośnie radio. Aleja Andersa w Krakowie. Szczepan jedzie ostrożnie, przestrzega przepisów. Ale nie inni. Jakiś mężczyzna chce skrócić sobie drogę, nie patrzy na bok, wbiega na jezdnie. Prawdopodobnie chce zdążyć na tramwaj… Przebiega przez jezdnię przed maską samochodu Szczepana. To trwa ułamek sekundy. Szczepan otwiera szeroko oczy, wie, że nie zdąży wyhamować, gwałtownie skręca w bok, żeby nie uderzyć, nie zabić, nie skrzywdzić nieuważnego pieszego. Intruz ucieka, nigdy nie udaje się go znaleźć. Szczepan uderza w drzewo.

Tak kończy się życie, które znał.

Szczepan Mika


Gdy babcia Szczepana, jego najbliższa krewna, na złamanie karku jedzie do szpitala, Szczepan jest jeszcze przytomny. Rozmawia z nią, pociesza. Każe jej się nie martwić, nawet wtedy, gdy dowiaduje się, że w jego mózgu jest krwiak. Przechodzi dwie operacje, jest wycieńczony, trzeba go karmić. Trzy dni po drugiej operacji walczy z potwornym zmęczeniem. „Babciu, idź do domu, odpocznij, ja się trochę prześpię” – prosi. Zapada w sen. Już się z niego nie budzi.

Ciocia chłopca, Iwona, jest wtedy na wakacjach. Pierwszych, od kiedy jej córka wygrała z chorobą nowotworową… Rodzina dopiero dochodzi do siebie po tej tragedii, gdy zaczyna się druga. Dzwoni do niej mama, czyli babcia Szczepana. Nie musi nawet nic mówić – po głosie Iwona od razu poznaje, że coś jest nie tak. Gdy przyjeżdża do szpitala, Szczepan jest w stanie wegetatywnym. Z oczu Iwony kapią łzy. Szczepan jest dla niej jak brat, dla jej matki jak syn. Ojciec Szczepana porzucił go, gdy był mały, mama wyjechała, zostawiając syna pod opieką babci. On, taki dobry chłopak, zawsze uśmiechnięty, pełen życia i, o ironio, jak ognia bojący się szpitala, igły, strzykawki, leży bez oznak życia podłączony do aparatury, która oddycha za niego. Niedługo później pojawia się gorączka 41 stopni i gronkowiec złocisty. Lekarze każą przygotować się na najgorsze.

Mija wiele miesięcy, a każdy dzień to walka. W końcu Szczepan zaczyna oddychać samodzielnie. Otwiera oczy. Wodzi wzrokiem. Wciąż jednak nie mówi ani słowa. Widzą jednak, że to wciąż on, ten Szczepan, ten dobry chłopak, który każdemu przychyliłby nieba. Poznaje bliskie osoby, czeka na nie. Gdy Iwona przychodzi sama, bez babci, Szczepanowi zmienia się mimika, wygina usta w podkówkę. Tęskni za nią. Gdy słyszy czyjś głos, odwraca głowę w jego stronę. Ściska podaną mu rękę. Czuje dotyk i ból. Często płacze. Rodzina Szczepana jest pewna, że wie, kim jest i co mu się stało.

Szczepan Mika

Ciocia chłopca jedzie na konsultacje do profesora Maksymowicza, który daje pacjentom szansę na wybudzenie się ze śpiączki za pomocą elektrostymulatora, wszczepionego do kręgosłupa. Na dzień dzisiejszy Szczepan reaguje na zbyt mało bodźców, by zakwalifikować się do tej terapii. Może jednak to zmienić specjalistyczna rehabilitacja. Ciocia wraca do Szczepana i opowiada mu o wizycie. Gdy mówiłam mu, jakie ćwiczenia trzeba robić, na przykład że trzeba w myślach przesunąć klocka, to tak się zdenerwował, że nie mogłam go długi czas uspokoić. Zaczął szlochać jak małe dziecko, tak jakby chciał mi dać znać że on to potrafi, on to może zrobić! – opowiada przejęta ciocia.

W ośrodku, w którym leży teraz Szczepan, jest prowadzona rehabilitacja pacjentów, ale jest jej za mało – tylko pół godziny dziennie! Każda przerwa w rehabilitacji, spowodowana chorobą, gorączką czy kwarantanną, to dla Szczepana ogromny krok w tył. Było już lepiej, już można było go sadzać na wózek, tak bardzo się z tego powody cieszyliśmy. Niestety, z powodu przerwy w rehabilitacji musimy zaczynać od początku. Teraz Szczepan już ogromne przykurcze rąk i nóg, sam się nawet nie podrapie, nie poprawi kołdry, nie machnie ręką. Trzeba go karmić, przewijać, jest całkowicie zależny od innej osoby. Ostatnio jednak rehabilitanci mówią, że Szczepan zaczyna reagować na polecenia, to daje nadzieję. Szczepan czuje wszystko, czuje każdy dotyk, słyszy... Czasami widzę, jak lecą mu łzy. Wiem, że jest uwięziony we własnym ciele, tylko nie może wypowiedzieć słowa.

Szczepan Mika


Życie Szczepana, nie z jego winy, zostało brutalnie przerwane. Wciąż nie jest jednak zmarnowane, bo ma szansę na to, by funkcjonować choć odrobinę samodzielnie. To młody chłopak, który wciąż żyje, czuje, poznaje. Obok siebie ma tylko ciocię, jej synka i schorowaną, 80-letnią babcię, która zrobiłaby dla niego wszystko, nie może jednak opłacić mu rehabilitacji – nie ma z czego... A Szczepan musi ćwiczyć, musi czuć, że ktoś w niego wierzy, wtedy będzie walczyć i może wygrać! Jeśli spiszemy go na straty, na zawsze pozostanie więźniem własnego ciała. To życie nie musi się tak skończyć!

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 2,804 people
45,475 zł (100.11%)