Życie Szymonka to piekło bólu. Pilnie potrzebna Twoja pomoc!

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 795 people
44 655 zł (41,24%)
Goal
operacja w Schon Klinik, transport medyczny i rehabilitacja pooperacyjna

Szymon Wołynek, 5 years

Ostrołęka, mazowieckie

wrodzone zwichnięcie stawu biodrowego, rozszczep kręgosłupa, niedowład kończyn dolnych

Started: 04 January 2019
Ends: 05 May 2019

Zobacz wszystkie zbiórki

Ból na twarzy dziecka to dla matki najgorszy widok na świecie… Pęka mi wtedy serce. Z pękniętym matka kocha jednak tak samo mocno… Proszę o pomoc, bo Szymon tak bardzo jej potrzebuje. Jego cierpienie może się skończyć! Może wstać z wózka inwalidzkiego i być zdrowym chłopcem! Szansa jest na wyciągniecie ręki… Dostaniemy ją 5 marca, jeśli tylko zdecydujesz, że chcesz zazielenić nasz pasek dobrem. I nadzieją, że ten koszmar w końcu zniknie!

Szymon Wołynek

Ciężko zacząć. Od czego? Gdzie jest początek? Tyle myśli i uczuć kłębi się w głowie. Przeżyłam piekło, byłam w nim i wiem, że nie chcę tam wracać. Mimo, że Szymon ma już 4 lata, pamiętam to jak dziś….

Już na początku ciąży miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Przeczucie? Matczyna intuicja? W 25. tygodniu ciąży okazało się, że mam rację. USG. Długa cisza. A potem głos lekarza, który wymieniał po kolei: wodogłowie, przepuklina, rozszczep kręgosłupa… Objaw cytryny – zniekształcenie czaszki płodu, objaw banana – zniekształcenie półkul móżdżku… Lekarz powiedział mi wprost: możliwe, że dziecko nie będzie chodzić, będzie upośledzone. Ciężko teraz jest coś stwierdzić, dam namiary na specjalistę. Świat stanął w miejscu.

Szymon Wołynek

Słyszałam słowa, ale ich sens do mnie nie docierał. Wyszliśmy z mężem z gabinetu i dopiero wtedy wszystko do mnie dotarło. Pierwsza myśl: dlaczego akurat my?! Co złego zrobiłam? Za co ta kara? Płacz w samochodzie. Łzy same leciały ciurkiem… Gdy weszłam do domu, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Zaczęło się przeszukiwanie Internetu, co to za choroba? Jak to się leczy? Znaleźliśmy informację, że jest ośrodek w Polsce, który wykonuje operacje w łonie matki. Następnego dnia byłam już w szpitalu na drugim końcu Polski. Niestety okazało się, że lekarze nie wykonają tej operacji, bo jest już za późno, dziecko jest już za duże, za duże ryzyko.

Kolejne dni to tylko czekanie na wizyty lekarskie, ciągłe kontrole i dowiadywanie się nowych informacji. Żal. Ale do kogo?! Nicość i bezradność. Tak minęły mi już wszystkie dni aż do porodu. Nie wychodziłam z domu, nie mogłam patrzeć na matki przechadzające się na spacery z dziećmi. Szczęśliwe i zadowolone. Ja cały czas płakałam… Pamiętam, jak powiedziałam Bartkowi, synkowi, że będzie miał rodzeństwo. Któregoś wieczoru zapytał: mamo, a jak dziecko urodzi się chore? Powstrzymałam szloch. Powiedziałam: na pewno będziemy je kochać tak jak Ciebie.

Szymon Wołynek

Urodziłam Szymona 16 czerwca 2004 roku. Już kilka godzin po narodzinach przeszedł pierwszą operację ratującą życie. Dobrze, że byliśmy w tym samym szpitalu, mąż przywoził mnie na wózku inwalidzkim do synka i spędzaliśmy razem całe dnie. Wyszliśmy w piątek, a w poniedziałek mieliśmy być już z powrotem na badania. Dostaliśmy listę lekarzy do stałych konsultacji: neurologa, urologa, neurochirurga, nefrologa, ortopedę, okulistę i obowiązkowo rehabilitacja. Większości specjalistów nie mamy w miejscu zamieszkania, musieliśmy jeździć do oddalonej o 120 km Warszawy. Z jednego oddziału trafialiśmy na drugi. Szymuś miał kilka tygodni, słabo gojącą się ranę na plecach po pierwszej operacji, gips na nóżce przez kilka tygodni, zaczęła mu zbyt szybko przyrastać główka. Myślałam, że już dłużej tego nie wytrzymam.

Słyszeliśmy: syn nie będzie nawet raczkował, te nogi do niczego mu się nie przydadzą. Ale dzięki intensywnej rehabilitacji Szymuś zaczął raczkować jak zdrowe dzieci! Nie był jednak w stanie samodzielnie stanąć. Zwichnięte biodra, zbyt słabe mięśnie, brak czucia w nóżkach...

Miał 2,5 roku, jak podjęliśmy decyzję, że kupimy wózek inwalidzki. Pierwsze wyjście z domu było okropne, przepłakałam pół nocy…

Szymon Wołynek

Po operacji rdzenia kręgowego Szymonkowi wróciło jednak czucie w kolankach! Potem przeszedł operację zwichniętego biodra w Schon Klininik – szpitalu, który specjalizuje się w operacjach zwichnięcia stawów biodrowych. Pozostała ostatnia operacja – drugiego zwichniętego biodra. Miałam nadzieję, że nie będzie konieczna, okazało się jednak inaczej… Prognozy lekarzy są jednak obiecujące – po operacji Szymon ma szansę poruszać się o własnych siłach za pomocą ortez! Aby jednak tak się stało, musi być rehabilitowany kilka razy w tygodniu... Musimy też zapłacić za transport medyczny, bo po operacji Szymon jest zagipsowany od pasa w dół, nie może się ruszyć... Musi być w pozycji leżącej, ułożony tak, by mu się nic nie stało, nie możemy go przewieźć normalnym samochodem... To oznacza dodatkowe koszty.

Cena za to, by Szymon mógł chodzić, przeraża… Operacja, ortezy, rehabilitacja… Pomyśl jednak, ile jest dla Ciebie warte to, że możesz chodzić. Pomyśl, że miałby być skazany na wózek inwalidzki do końca swoich dni. Ile byłbyś w stanie zapłacić, żeby z niego wstać…? Wszystko, prawda?

Wcześniej wstydziłam się prosić o pomoc. Dzisiaj, wiem, że zrobię dla Szymka wszystko… Wszystko, byle miał godne życie. Gdy usłyszałam jego pierwszy krzyk, żal i niepewność minęły. Zmieniło się wszystko. Doceniłam wiele spraw. Doceniam to, że to czytasz. Że dotrwałeś do końca. Jeśli zdecydujesz się pomóc mojemu synkowi – choćby jedną złotówką, jednym sms-em, jednym udostępnieniem – docenię to całym sercem. Wierzę, że dobro do Ciebie wróci. I będę się o to modlić…

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 795 people
44 655 zł (41,24%)