Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Ostateczna walka z rakiem. Mama błaga o ratunek dla synka!

Wojciech Szewczuk
Campaign goal:

Nierefundowany lek Pembrolizumab - roczne leczenie

Campaign organiser: Fundacja Siepomaga
Wojciech Szewczuk
Chełmno, kujawsko-pomorskie
Czerniak - nowotwór złośliwy skóry z przerzutami
Starts on: 19 November 2019
Ends at: 10 December 2019

Campaign description

W jego wieku walki dobra ze złem powinni prowadzić bohaterowie ulubionych kreskówek. Każdy poranek powinien być nową szansą i wprowadzeniem do nauki życia. Tymczasem to, jak wygląda nasza rzeczywistość to raczej horror albo dramat, w zależności od dnia. Onkologia nie rozpieszcza, nie karmi nadzieją... 

Ostatni rok to prawdziwy emocjonalna karuzela. Dobra wiadomość, za którą zawsze przychodziła zła i gorsza. Szpital, który powoli stał się naszym domem. I to najbardziej przerażające, bo to ostatnie miejsce, w którym chciałabym wychowywać syna. Nie chcę oglądać tej rzeczywistości. Planować kolejnych zabiegów, badań, kontroli. Nie chcę widzieć zapłakanej twarzy mojego dziecka, słyszeć krzyku przerażenia podczas wkłuć. Widzieć zawodu na jego twarzy, gdy kolejny raz powtarzam, że idziemy do szpitala. Dla nas, rodziców, to ciężkie, a dla zmagającego się z tą rzeczywistością 8-latka to przerażająca codzienność, z której najchętniej uciekłby jak najszybciej.

Wojciech Szewczuk

Początkowo mówiono, że niewielkie znamię to małe zagrożenie. Nie martwiliśmy się tym, zaufaliśmy lekarzom. Dopiero kiedy ze względów estetycznych i dla wygody synka chcieliśmy usunąć znamię przypadkiem poznaliśmy przerażającą prawdę. Najpierw mówiło się o podejrzeniu czerniaka. Oczekiwanie na diagnozę. Niezapomniana mieszanka uczuć, wrażenie, że głowa za chwilę wybuchnie. Stres, przerażenie i oczekiwanie, powtarzanie w duchu, by to nie okazało się prawdą. Przecież zawsze może wydarzyć się pomyłka… Powrót po wyniki w dzień Wigilii, idąc do gabinetu przeszedł mnie przeszywający dreszcz i czułam, że nadchodzi nieuniknione. Jedno spojrzenie na minę lekarza tylko potwierdziło moje przypuszczenia. Te Święta zapamiętam na zawsze. W dniu, kiedy wszyscy z radością ubierali choinkę, przygotowywali wieczerzę, ja przełykałam łzy i zadawałam sobie pytanie, dlaczego ten potwór zaatakował moje dziecko?! 

Pierwsze przerzuty pojawiły się bardzo szybko. A później choroba postępowała z przerażającą prędkością. Nie wierzyłam, że przebieg choroby może być tak dynamicznie przerażający. Lekarze robią, co mogą, próbowali ratować moje dziecko na wszelkie możliwe sposoby. Wojtek przeszedł 5 ciężkich operacji. Pamiętam każde pożegnanie przed blokiem operacyjnym, w takich momentach najdelikatniejszy dotyk, najciszej wypowiedziane słowo ma ogromne znaczenie. Bo nigdy nie wiesz, czy ostatecznie nie widzisz go po raz ostatni… 

Po operacjach pojawiła się nadzieja. Lekarze nie mieli wątpliwości, że leczenie standardowym protokołem pozwoli na podjęcie skutecznej walki z nowotworem. Początkowo podawano Niwolumab, jednak to nie wystarczyło. Podjęto decyzję o podawaniu dwóch skojarzonych leków, ale to mimo rosnących dawek również zawodzi. Organizm Wojtka jest wykończony, coraz częściej borykamy się ze skutkami ubocznymi. Zmęczenie, ból, wymioty, osłabione ciało zaczyna walczyć, niestety nie z chorobą, a z leczeniem. Teraz pozostaje jeszcze jedna opcja, tym razem ostatnia. Terapia innym lekiem Pembrolizumab, tym razem nierefundowanym daje mojemu dziecku nadzieję. Na to, że w końcu opuścimy szpitalną salę na dłużej, że powitamy, choć na chwilę dziecięcą beztroskę. Że rytm naszego życia przestanie być wyznaczany kroplówkami, pracą pomp i pobrań krwi przez kolejne zmiany pielęgniarek. 

To leczenie, które nam zaproponowano to ogromne koszty… Kwota, której nie jestem w stanie zdobyć. I co mam powiedzieć mojemu dziecku? Że wszystko stracone, ze nie ma dla nas nadziei, bo nie mam środków? Nie mogę! Mimo że ta walka kosztuje mnie mnóstwo stresu, bólu, strach, dziś staję przed Tobą i obnażam się z mojego największego życiowego problemu, obaw i zmartwień. Z tego, co podczas krótkich nocy wyrywa mnie ze snu… Kiedy zapada noc słucham jego oddechu, nasłuchuję czy płacze, ściskam małą rękę mając nadzieję, że przekażę mu swoją siłę do walki z potwornym przeciwnikiem, który chce odebrać go na zawsze. Nie wypuszczę go w ręce śmierci, nigdy! Błagam, pomóż mi go ratować nim będzie za późno. Zanim lekarze przestaną mówić o szansach… 

Wojtek ma 9 lat, mnóstwo marzeń, ale jedno najważniejsze: opuszczenie szpitala i pokonanie choroby. Chciałabym go zapewnić, że to się uda, że za murami onkologii czeka na nas życie. Nie pozwolę nowotworowi przejąć kontroli nad naszym życiem! Potrzebuję pomocy! Zostaniesz aniołem Wojtusia? Ten dramat musi się skończyć, a zwycięstwo to jedyna opcja, którą biorę pod uwagę.

You are reading the archived version of the campaign.

The content may contain out-of-date information about the Person in need.

Follow important campaigns